Opowiadanie o Justinie Bieberze

I zrozumiałam, że miłość przegrała, zostały wspomnienia... nie będę nic zmieniać..

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Piszę jeszcze to opowiadanie ale nie wiem jak długo :) odpowiadajcie proszę na ankietę bo to od niej będzie zależało czy zakończę swoją "karierę" z pisaniem.
__________________________________________
-Ze mną też nie masz ochoty porozmawiać? – spojrzałam na leżącego na łóżku Justina. Miał na sobie czarne dresy i czerwoną bluzę. Wpatrywał się prosto w sufit i przedkładał małą piłeczkę z ręki do ręki. Na mój widok zbladł i postawił się do pionu. Nogi uginały mi się pod ciężarem mieszanych emocji – wydaje mi się czy przez ostatnie tygodnie właśnie o to mnie prosiłeś? – zapadła cisza, którą przerwało głośne przełknięcie śliny przez Justina
-Maxi? – po chwili wyjąkał patrząc na mnie błagalnie
-We własnej osobie – uniosłam brwi i rozejrzałam się po pokoju – dawno tu nie sprzątałeś zapewne… - uniosłam wzrok i uśmiechnęłam się prawie nie widocznie kącikiem ust
-Jakoś tak wyszło – odpowiedział – usiądź proszę – wskazał na fotel a ja zmarszczyłam czoło widząc masę nie potrzebnych rzeczy leżących na fotelu. Justin skapnąwszy się o co chodzi w pośpiechu podbiegł do fotela i zrzucił pod łóżko wszystko co na nim leżało.
-Od razu lepiej – westchnęłam pod nosem a Justin tylko spojrzał na mnie załamany. Wyglądał jak słodki kotek, który zgubił mamę.
-Powinienem ci wszystko wyjaśnić i… - wziął głośny, głęboki oddech. Stał kilka metrów ode mnie i patrzył mi głęboko w oczy - wiem, że przeze mnie cierpiałaś… Nie potrafię sobie wybaczyć tego do czego doprowadziłem… - mówił co chwilę oblizując usta z zaszklonymi oczyma. Ja stałam słysząc bicie swojego serca, które wciąż przyśpieszało – chcę abyś wiedziała, że jesteś dla mnie wszystkim. Oddałbym za ciebie życie. Wtedy w szpitalu… Nie zastanawiałem się czy przeżyję tylko, że tobie pomogę. Nawet nie wiesz co ja wtedy przeżywałem. Cierpiałem z twojego nieszczęścia i strachu, że mogę cię stracić. Dążę do tego aby uświadomić ci, że tamta noc… tamta noc zniszczyła moje życie. Gdybym był trzeźwy, nie odurzony narkotykami nigdy w życiu bym jej nawet nie dotknął! – mówił z drżącymi rękoma i spływającymi łzami na policzku – żałuję wszystkiego co wydarzyło się w tamtym dniu…- przewrócił oczyma mając nadzieje, że tym powstrzyma łzy. Jednak rozpłakał się jeszcze bardziej i rozpaczliwym głosem przez łzy wyksztusił – wybacz mi Maxim, wybacz błagam cię!- widząc Justina zapłakanego jak nigdy, nie wytrzymałam i z moich oczy łzy zaczęły płynąć jak szalone
-To nie jest wytłumaczenie Justin – szepnęłam ocierając łezkę
-Wiem Maxim, naprawdę o tym wiem! – szlochał
-To po co prosisz mnie o wybaczenie? Jaki to ma sens? – wstałam i zmarszczyłam czoło zaciskając wargi i powstrzymując łzy
-Bo mi ciebie brakuje. Kocham cię, zrozum – przejechał dłonią po czole i zatrzymał ją we włosach – chcę cię mieć przy sobie… Przytulać, całować, rozmawiać z tobą, wiedzieć twój uśmiech… Chronić cię, dać ci poczucie bezpieczeństwa… - mówił niemalże niesłyszalnie
-Dawałeś kiedyś. Teraz dałeś mi jedynie poczucie upokorzenia – przyśpieszyłam oddech
-Nie mów tak, proszę – wciąż płakał
-A co mam mówić? – oburzyłam się – wspaniale Justinku, tak trzymaj? Pokaż, że to ty jesteś facetem? Mam mówić, że nic się nie stało!!?? Odsuńmy to w niepamięć? – w tym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam mówić przez płacz – ja tak nie potrafię, nie potrafię udawać, że nic się nie stało i jestem w stanie ci to wybaczyć… Gdzie się podział tamtej nocy ten Justin, którego kochałam?! Opiekuńczy, odpowiedzialny i rozsądny? – krzyczałam a Jus płakał jak małe dziecko. Raniła go każdym kolejnym słowem ale nie byłam w stanie się pohamować, on zranił mnie bardziej.
-Daj mi jeszcze jedną szansę! Zrób to dla nas. W imię naszej miłości. W imię wszystkich wspólnie spędzonych chwil – ronił łzy przez zamknięte oczy
-Już nie ma naszej miłości… - szepnęłam cichutki biorąc torebkę – nie ma żadnych chwil…
-Maxim nie – podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę – naprawię wszystko, wszystko wszyściutko tylko pozwól mi na kolejną szansę! – trzymał w dłoniach moje dłonie
-Nie Justin, to koniec – wyrwałam delikatnie dłonie i ruszyłam do drzwi, po chwili jednak zatrzymałam się, rozpłakałam jak nigdy i odwróciłam się patrząc na zapłakanego Justina – chciałam ci wybaczyć, ale gdy cię ujrzałam zrozumiałam, że nie potrafiłabym żyć przy twoim boku – wyksztusiłam przez łzy i wybiegłam z pokoju zbiegając po schodach. Po drodze zanosiłam się od płaczu.
-Maxim! – krzyknęła Pattie wybiegając za mną przed dom
-Ja naprawdę próbowałam! Proszę mi uwierzyć! Naprawdę chciałam mu wybaczyć! – coś mnie opętało i zaczęłam się trząść, ryczałam jak głupia. Łzami napełniłabym nie jedno wiaderko. Dostałam „szału” i wymachiwałam torebką na wszystkie strony przebierając nogami. Pattie podbiegła do mnie i na siłę przytuliła. Po chwili objęłam ją i wypłakiwałam się w ramię – to tak boli!
-Spokojnie, wiem co czujesz… - zaczęła płakać razem ze mną
-Justin to wspaniały chłopak, znajdzie na pewno miłość swojego życia. Ja nie potrafię, naprawdę! Próbowałam ale gdy go tylko zobaczyłam… - jąkałam się przez płacz – wszystkie wspomnienie i ból powróciły… - brałam szybkie ale płytkie oddechy – przepraszam, muszę już iść – odwróciłam się i w ciągu kilku sekund byłam w samochodzie. Rzuciłam torebkę na siedzenie pasażera i objęłam kierownicę rękoma a po chwili położyłam na niej z rozpaczy głowę. Dałam emocjom wyjść na zewnątrz, dzięki temu czułam się nieco lepiej. Zapaliłam silnik i odjechałam z piskiem opon. Z drżącymi rękoma wykręciłam numer Marii Jose. Ona zawsze najlepiej potrafi mnie podtrzymać na duchu i wie co robić.
-Maria? – zaczęłam z roztrzęsionym głosem zanosząc się od płaczu
-Maxim, co się stało? Czemu płaczesz? – mówiła szybko i z nutką paniki
-Jadę do domu. Przyjedź proszę… - płakałam na głos
-Kierujesz? – przejęła się – jak daleko masz do domu? W którym jesteś miejscu i skąd jedziesz?
-Będę za 20 minut, przyjedź proszę.. – wyksztusiłam resztkami sił i rozłączyłam się. Próbowałam skupić się na drodze jednak w ogóle mi to nie wychodziło. Miałam ochotę iść gdzieś sama i mieć gdzieś cały ten pieprzony świat. Zjechałam na pierwszy parking i wysiadłam w biegu z samochodu. Biegłam w stronę jeziora i wydzierałam się ze wszystkich sił. Po chwili upadłam na kolana i płakałam na głos. Kocham Justina. Kocham go z całego serca. Ale jego widok przypomina mi o wszystkim co wydarzyło się tamtego wieczoru. Pomyśleć, że jeszcze w ten dzień szalałam z Alex na plaży… Przeszły mnie okropne ciarki na samą myśl o niej. Być może wiele osób nie rozumie mojego postępowania. Myślą sobie, kocha go a odrzuca? Tylko niech na chwilę postawią się na moim miejscu. Niech na chwilę poczują to co czuję teraz ja. Jak ja miałabym przytulać się do Justina i pozwalać mu na pieszczoty wiedząc, że jeszcze nie dawno dotykał inną z takim samym umiłowaniem? Mam nadzieję, że znajdę wsparcie u przyjaciół i nie potępią oni mojej decyzji. W kieszeni wibrował mi telefon. Wzięłam go do ręki i zaczęłam się zastanawiać dlaczego ja wciąż mam komórkę od Justina? Przybliżyłam ją do serca biorąc głęboki oddech. Trzymałam ją bardzo mocno a po chwili ze złością i z rozpaczy wyrzuciłam ja przed siebie. Telefon wylądował w wodzie a mi robiło się lżej… Nagle dostrzegłam jakiś cień zbliżający się w moją stronę. W pośpiechu resztkami sił zaczęłam uciekać do samochodu. Zdążyłam wsiąść i włączyć blokadę, kiedy do szyby zaczęło pukać mi dwóch bezdomnych. Przeraziłam się widząc ich spojrzenia i słysząc jak łapią za klamki bo próbują się dostać do środka.
-Zostawcie mnie! – zamknęłam oczy i próbowałam znaleźć kluczyki – wynoście się ode mnie!! – wydarłam się z płaczem i schyliłam się aby zobaczyć czy przypadkiem na podłodze nie ma kluczy. Na moje szczęście jak wysiadałam z samochodu to wypadły mi tu a nie na zewnątrz. Odpaliłam szybko auto i zaczęłam trąbić. Bezdomnych to nie odpędziło więc nacisnęłam gaz i szybko odjechałam. Bałam się, czy któremuś z nich nie zrobiłam krzywdy.
***
Pod domem wysiadłam z samochodu i od razu Maria Jose wybiegła. Poczułam ulgę widząc ją u siebie w domu.
-Maxim! – podbiegła i mocno mnie przytuliła ja tylko szlochałam – chodź – złapała mnie pod ramię i poszłyśmy do mnie do pokoju. Na szafce stał bukiet od Justina. Wściekła złapałam go i zaczęłam łamać kwiaty i rozrzucać po całym pokoju.
-Już, spokojnie, Maxim! – Maria Jose objęła mnie unieruchamiając ręce
-Nienawidzę go! Nienawidzę! – wydarłam się na całe gardło i wtuliłam się w Marie Jose
-Nie mów tak – pogłaskała mnie po głowie – prześpij się a rano porozmawiamy – jak powiedziała tak zrobiłam. Poszłam wziąć prysznic i od razu do łóżka. Długo nie mogłam usną, jednak po jakimś czasie mi się udało.
***NASTĘPNEGO DNIA, WIECZÓR***
Siedziałam na arenie w garderobie, gdy inni celebryci pozowali na czerwonym dywanie. Było ze mną kilkunastu ludzi. Jedni z ekipy, drudzy z ochrony a reszta nawet nie wiem kim byli. Siedziałam przed lustrem i łokciami opartymi o blat. Wszyscy dokładnie śledzili każdy mój ruch. Czułam się jak zwierzę w zoo. Każdy tylko zastanawiał się co mi jest, że nie wyszłam na dywan i dlaczego siedzę taka przybita.
-Chcę się przewietrzyć – wstałam i złapałam za klamkę a za mną ruszyło pięciu „goryli” z Maxem na czele. Przewróciłam oczyma i wyszłam z garderoby udając się na świeże powietrze. Dookoła wszystko pozagradzano barierkami, za którymi stało mnóstwo ludzi. Zaczęli piszczeć jak tylko dojrzeli mnie, że wychodzę z budynku. Przed drugą stroną był czerwony dywan, gdzie fani są nie dopuszczani. Przełamałam się i na mojej twarzy zagościł sztuczny uśmiech z którym podeszłam do barierek i rozdawałam autografy i zdjęcia.
-Maxim musimy iść – Max złapał mnie za ramię i lekko pociągnął. Złożyłam ostatni autograf i wróciłam do budynku. Po drodze na halę, gdzie odbywała się gala zauważyłam na drzwiach garderoby „Justin Bieber”. Zrobiło mi się słabo i chciałam wrócić do mojej garderoby ale było to już niemożliwe. Zajęłam swoje miejsce a obok mnie Kattry Perry i Maria Jose. Gala jak gala. Występy, nagrody i żarty. Cały czas dyskretnie rozglądałam się za Justinem. W tym momencie była wręczana nagroda „Najlepszy piosenkarz”. Na scenę wyszła Kim Kardashian:
-W tym roku to ja mam przyjemność wręczyć tą jedną z ważniejszych nagród – uśmiechnęła się i powiedziała jakiś żart, którego nawet do siebie nie dopuściłam, byłam zajęta rozglądaniem się za Justinem. Nie wiem czemu ale chciałam tylko upewnić się czy jest – a oto nominowani! – krzyknęła a na ekranach pojawiły się nominacje a w nich Justin – a zwycięzcą jest – otworzyła kopertę i próbowała podwyższyć napięcie – JUSTIN BIEBER! – wydarła się do mikrofonu a wszystkie flesze zostało skierowane na Justina, który wstawał po nagrodę – wszyscy wstali i klaskali, stwierdziłam, że jeśli nie zrobię tego samego na drugi dzień będzie z tego szum. Zrobiło mi się gorąco, kiedy minęliśmy się spojrzeniami. Justin wszedł na scenę i odebrał od Kim nagrodę.
-Dziękuję – powiedział krótko i zszedł ze sceny. Po mnie za moment przyszli bo zbliżał się mój występ a musiałam się jeszcze przebrać. W garderobie przeszłam szybką metamorfozę i pobiegłam na występ.
****TYDZIEŃ PÓŹNIEJ****
Wstałam o 3 w nocy i poszłam wziąć prysznic. Już o 5.30 wylatuję na Bahamy, gdzie będę kręciła film. Projekt jest strasznie tajemniczy, wszystkiego dowiem się na miejscu. Teraz sama się sobie dziwię, że się na to zgodziłam… Po około godzinie byłam już gotowa i Maxi zniósł moje walizki do samochodu.
-Dlaczego zawszę muszę mieć taką eskortę? - skrzywiłam się widząc trzy samochody a w nim po dwóch goryli.
-Dziecko, odpowiedz sobie na to pytanie sama – uśmiechnęła się Maria Jose i wsiadła do samochodu
-Dziecko – prychnęłam pod nosem i wsiadłam do auta. Ze mną standardowo jechała z tyłu Maria Jose a z przodu Max za kierownicą i goryl pasażer. Oparłam głowę o szybę i przysnęłam. Moja drzemka nie trwała zbyt długo bo po półgodzinie byliśmy już na lotnisku. Ku mojemu zdziwieniu czekało już tysiące paparazzi i potrzebna była dodatkowa ochrona z lotniska, gdyż moich ochroniarzy było stanowczo za mało aby bezpiecznie doprowadzić mnie do odprawy. Max objął mnie ramieniem i przeciskaliśmy się przez tłum fleszy. Gdy dochodziliśmy do odprawy przeszliśmy przez bramkę, gdzie paparazzi nie mieli już wstępu. Nagle już przy głównej bramce zauważyłam Olivera szeroko uśmiechającego się do nas.
-Ileż można czekać, samolot by nam uciekł – zaśmiał się a mnie zamurowało i się zatrzymałam
-Lecimy prywatnym więc by poczekał – stwierdził Max
-Co on do cholery tu robi?! – oburzyłam się zakładając ręce na wysokości żeber
-Maxim, bez scen – Maria Jose pogłaskała mnie po ramieniu
-Przestańcie mi w końcu mówić co ja mam robić, jak mam się zachować! To jest męczące! – warknęłam szeptem i ruszyłam przed siebie
-Czeeeść Maxim! – zafascynował się Oliver
-Ta, cześć – zrobiłam irytujący uśmieszek po czym wściekłą minę i przeszłam obok niego go bramki.
-Maxim – Maria Jose skarciła mnie wzrokiem
-Nic nie mów, jeśli nie chcesz żebym zrobiła tutaj dym! – warknęłam i przeszłam przez bramkę. Na szczęście mogliśmy już wejść na pokład. Usiadłam na pojedynczym fotelu, założyłam słuchawki i zamknęłam oczy.
***OCZAMI JUSTINA***
Postanowiłem, że nie poddam się bez wali i będę walczył o Maxim. Wiem, że mnie kocha więc udowodnię jej, że może mi zaufać jeszcze raz. Przy czym nie chcę zaniedbać mojej kariery. Maxim będzie kręciła film na Bahamach więc i ja się tam wybiorę. Wciąż jestem załamany co utrudnia mi działanie. Przeciągnąłem się leniwie i otworzyłem oczy. Leżałem jeszcze przez jakiś czas po czym wstałem i pojechałem do studio.
Tagi: rozdział
12.07.2013 o godz. 14:41
WEJDŹ PROSZĘ I ODPOWIEDZ!

WAŻNA SONDA!

Jakieś pytania? Zapraszam:

http://www.formspring.me/jelenastory
https://twitter.com/jelenaastory
claudysss@buziaczek.pl
GG: 42907935
Tagi: info
12.07.2013 o godz. 02:34
Cześć. Jak wiecie zaczęły się wakacje a co się z tym wiąże o wiele więcej wolnego czasu do wykorzystania :) nie gniewajcie się za jakość i długość rozdziału jest taki a nie inny z dwóch powodów : pisałam go w półgodziny i przerwałam go w tym momencie aby standardowo wzbudzić napięcie i zmusić Was do wyobraźni co się stanie? :)

UWAGA! UWAGA! UWAGA![/u][/i]

Mamy wielu nowych czytelników, których serdecznie witam :)
Jest też sprawa organizacyjna. Zaoszczędzę czasu jeśli nie będę Was powiadamiała na bloblo tylko na gadu. Mam mnóstwo numerów ale sporo z nich jest już nie aktywnych :)

WSZYSCY, KTÓRZY CHCĄ BYĆ POWIADAMIANI O NN NIECH NAPISZĄ DO MNIE NA TEN NUMER GG: 42907935. Proszę Was o deklarację, dziś jeszcze wyślę wiadomości do wszystkich obserwujących z krótką informacją, bo w przyszłości nie chcę robić za każdym razem spamu na bloblo i zaśmiecać skrzynek innych blogowiczów, którzy być może nie chcą dostawać takich wiadomości :)

ps. osoby, które już wcześniej ( chyba dawno, dawno temu ) się deklarowały proszę o ponowne potwierdzenie, gdyż tworzę nową grupę :)

aha i jakie średnie macie?! :)
POZDRAWIAM I CAŁUJĘ, KLAUDIA ! <3
____________________________________
-Wiesz co, dosyć… - wstałam i podparłam się rękoma o stół – jesteśmy tu półgodziny a ja mam ochotę cię udusić! – syknęłam przez zęby – jesteś okropnie irytujący – zmrużyłam złowrogo oczy i głośno oddychałam. Oliver patrzył na mnie roześmiany.
-To taki bodziec. Nie lubisz mnie bo otwarcie mówię o tym co było wczoraj a i dlatego, że to byłem akurat ja. Gdybyśmy nie poznali się w takich okolicznościach mogę cię zapewnić, że byś się we mnie zakochała – wstał i zbliżył czoło do mojego
-Chyba śnisz – parsknęłam śmiechem i złapałam za torebkę
-Koniec randki? – zrobił smutną minkę po czym się roześmiał
-To nie randka! – burknęłam i odeszłam, chciałam odreagować zakupami bądź pójść na jakiś kosmetyczny zabieg co by mnie rozluźniło
-Kto jak woli – dobiegł do mnie i dotrzymywał mi kroku – co byś chciała teraz robić?
-Udusić cię! – wywróciłam oczami nie spoglądając nawet na niego
-To raczej nie możliwe ale może jakiś inny pomysł? – zaszedł mi drogę więc przystanęłam.
-Muszę wracać, dziękuję – uśmiechnęłam się kącikiem ust i go ominęłam
-Odwieść cię? – pomachał zadowolony kluczykami – po randce wypada odstawić dziewczynę do domu!
-To nie randka głupku! – burknęłam ostro i podeszłam do auta i po tym jak Oliver je otworzył wsiadłam.
***OCZAMI JUSTINA***
Musiałem wynurzyć się z domu i pojechać na arenę, gdzie odbędzie się gala. Moja pierwsza i generalna próba minęła. Byłem strasznie zmęczony i nie chciałem z nikim rozmawiać więc od razu poszedłem do garderoby. Wziąłem prysznic i się przebrałem. Po wyjściu z łazienki opadłem na kanale i wpatrywałem się w sufit. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Minęło już sporo czasu a Maxim traktuje mnie tak jakbyśmy nigdy się nie znali.
-Bieber wstawaj jedziemy na przymiarkę – rzucił Kenny stojąc i czekając aż wstanę. Tak też zrobiłem. Wstałem i zniechęconym krokiem ruszyłem za moim ochroniarzem. Szliśmy przez korytarz, gdzie były garderoby. „Katty Perry”, „Miley Cyrus”, „Rihanna”, „Oliver Russo”… Orientowałem się kto mnij więcej będzie jutro obecny na gali. Nagle z niedowierzania przetarłem oczy!
-Kenny! – złapałem go za ramię i wskazałem palce na drzwi z prztczepioną tabliczką „Maxim McCann”
-Maxim – przeczytał bez emocji, jak to Kenny.
-Maxim ośle! – wrzasnąłem z ekscytacją
-No i? – skrzywił się a mi od razu opadły ręce – Maxim! Stary to okazja! – po chwili się ocknął i pokazał swoją energię
-Brawo bystrzaku – zaśmiałem się i ruszyłem przed siebie. Przed areną czekało mnóstwo fanów. Pierwszy raz od rozstania z Maxim postanowiłem do nich podejść. Gdy tylko tłum zobaczył, że wychodzę na zewnątrz zaczął skandować moje imię. Zrobiło mi się przyjemnie. Podbiegłem do samochodu po aparat i marker. Fani zniechęceni zaczęli wrzeszczeć. Z pewnością myśleli, że uciekłem do auta i zaraz odjadę jak to było przez ostatni czas.
-Jak się macie!? – wrzasnąłem wystawiając głowę przez szyberdach. Pisk znacznie się nasilił. Naładowany energią przez tabliczkę na drzwiach wybiegłem z samochodu i podbiegłem do fanów. Rozdawałem autografy, robiłem zdjęcia i przytulałem się z rozpłakanymi dziewczynami. Niestety nie mogłem z nimi dłużej zostać i nie ze wszystkimi chociaż się przywitałem.
-Kenny, muszę lecieć – klepnąłem go w ramię i z szerokim uśmiechem biegłem w stronę samochodu
-Justin, muszę cię odstawić na przymiarkę! – ruszył w pogoń za mną ale szybko wsiadłem do auta i odjechałem. Włączyłem radio i po drodze słuchałem muzykę.
„Już jutro na gali MTV MUSIC AWARDS swój pierwszy singiel z nowej płyty zaprezentuje prześliczna i utalentowana Maxim McCann. Nie zabraknie u jej boku bożyszcza nastolatek Justina Biebera, który również zaszczyci nas swoją obecnością na scenie. Jutrzejsze wydarzenie będzie epickie! Na czerwonym dywanie będzie mnóstwo gwiazd. A dziś tylko u nas wywiad z Maxim! Mamy nadzieję, że w krótkim telefonicznym wywiadzie zdradziła nam co nieco. Posłuchajmy co miała do powiedzenia:
-Jutro twój pierwszy występ od…?
-Przeszło roku – usłyszałem jej słodziutki głos
-To kupa czasu. Zmieniło się coś przez ten rok, kiedy byłaś w „ukryciu”? Pozwól, że użyję tego słowa.
-Owszem, zmieniło się… Całe moje życie. Wszystko poprzewracało się do góry nogami. Musiałam radzić sobie z wieloma ciężkimi sprawami. Do tej pory nie potrafię sobie poukładać wielu spraw.
-Kwestia czasu?
-Raczej uczuć.
-Skoro mowa o uczuciach… Cały świat od dłuższego czasu zadaje sobie jedno pytanie. A mianowicie: jak układa się tobie i Justinowi? W ogóle czy to prawda, że nie jesteście już razem?
-Hmm… Co ja mogę powiedzieć? – zaśmiała się a mi zrobiło się gorąco. Kierowałem ale tak naprawdę całą moją uwagę poświęcałem radio – Justin jest mimo wszystko fantastycznym chłopakiem… I czy razem jesteśmy czy nie jesteśmy ja zdania nie zmienię. Więc ta informacja chyba nie jest ludziom do życia potrzebna? Będą lubili mnie lub jego bardziej? Mniej?
-Słuszna uwaga. W takim razie wróćmy do muzyki. Jak album?
-Prawie skończony. Ale musimy troszkę popracować.”
Zgasiłem samochód gdy dojechałem na miejsce. Cały drżałem po usłyszanych słowach Maxim. Cieszyłem się jak dziecko. Wbiegłem do kwiaciarni jak poparzony:
-Dzień dobry! – dobiegłem do lady i z wytrzeszczonymi zębami popatrzyłem na ekspedientkę zacierając ręce – chciałbym wysłać bukiet… bukiety, dużo kwiatów
-Oczywiście, poproszę adres, niech pan wybierze bukiety i gotowe – uśmiechnęła się a ja poszedłem wybierać bukiety. Spodobało mi się mnóstwo i wszystkie kazałem wysłać. Jednak brakowało mi tego jedynego bukietu.
-Czy ja mógłbym poprosić o jeden indywidualny bukiet?
-Jak najbardziej.. – szybko wyjaśniłem jej jaki chciałbym wysłać bukiet w tym samym czasie Maria Jose wysłała mi aktualny adres Maxim.
-Dziękuję – wypisałem czek i wróciłem do samochodu.
***OCZAMI MAXIM***
Wzięłam książkę „The Last Song” i wyszłam na balkon. Podobał mi się ten dom. Miałam przepiękny widok na plener. Usiadłam na leżaku i kontynuowałam czytanie.
-Maxim! – wydarła się Van – kurier do ciebie! – zdziwiona odłożyłam książkę i zbiegłam na dół
-Dzień dobry – uśmiechnęłam się na widok ogromnego czerwono-białego bukietu
-Dzień dobry, Maxim?
-Tak, tak.
-Poproszę tu podpisać – podstawił mi druczek i wręczył kwiaty, kiedy już odchodził wrócił się i podał mi kopertę – omal nie zapomniałbym o liście
-Dziękuję – odpowiedziałam lekko zaskoczona i zamknęłam drzwi
-O jakie cudowne! No pokaż mi od kogo! – Van wyrwała mi liścik i zaczęła skakać z radości
-Oddawaj, to do mnie – zdecydowanym ruchem wyrwałam jej liścik i poszłam na górę do siebie do pokoju. Kwiaty postawiłam w wazonie na nocnej szafce. Były prześliczne i pachniały… Jak Justina perfumy.. Długo się im przyglądałam po czym z kopertą w ręce wyszłam na balkon i usiadłam na leżaku. Po chwili zastanowienia otworzyłam kopertę:
„Witaj Maxim.
Tak wiem, listy w tych czasach to chyba banalny sposób na kontakt. Jednak zdecydowałem się wylać wszystko na papier. Mam nadzieję, że u Ciebie jako tako wszystko w porządku.
Zacznę może od początku. Od samego początku, gdy wszystko się zaczęło. Pewnego dnia dostałem propozycję aby poprowadzić charytatywną galę. Nie sądziłem, że jeśli ją przyjmę to odmieni się całe moje życie. Twój uśmiech dawał mi codzienną dawkę energii. Byliśmy przyjaciółmi, pamiętasz? Cieszyłem się jak dziecko za każdym razem jak mieliśmy się spotkać. Uważasz, że jestem idiotą? Być może… ale jestem idiotą, który poza Tobą nie widzi świata.
Tamtej nocy… Ahh… Nie wiem dlaczego to zrobiłem? Mogę tłumaczyć się, że byłem odurzony alkoholem, narkotykami… Ale po co? Wiem, że Tobie jest to niepotrzebne ani mnie nie usprawiedliwia. Brakuje mi Ciebie, Twojego uśmiechu, bliskości, krzyku i spojrzenia. Nie potrafię się pozbierać po tym wszystkim. Pomyśleć, że gdybym nie popełnił takiego błędu to teraz siedzielibyśmy wtuleni w siebie na świeżym powietrzu i podziwiali zachód słońca…
Chciałem tylko prosić Cię o wybaczenie. Zdaję sobie sprawę, ze nie mam co Cię błagać żebyś do mnie wróciła… nawet nie wiem po co to piszę? Chcę abyś chociaż zapamiętała nasze wspólnie spędzone chwile bo ona zawsze powodują, że na moich ustach pojawia się uśmiech…

Kocham Cię Maxim,
Justin „

Czytałam ocierając łzy. Odłożyłam kartkę papieru i wtuliłam się w koc. Wzięłam kilka głębokich oddechów i dynamicznym ruchem zerwałam się z leżaka i pobiegłam do łazienki. Przebrałam się i ogarnęłam włosy. W pośpiechu łapiąc za torebkę zbiegłam ze schodów mało nie łamiąc sobie nóg.
-Wrócę późno! Nie czekaj na mnie! – krzyknęłam z uśmiechem i wybiegłam z domu kierując się do samochodu. Czułam jakby moje serce miało zaraz wyskoczyć. Zadzwoniłam w pewne miejsce aby dowiedzieć się najistotniejszej informacji. Płynnym ruchem zmieniłam bieg i przyśpieszyłam. W drodze towarzyszyła mi muzyka. W pewnym momencie ogarnął mnie lęk i zwolniłam. Przez chwilę pomyślałam aby zawrócić. Jednak było za późno bo podjechałam w zamierzone miejsce. Zgasiłam silnik i trzymając ręce na kierownicy wzięłam głęboki oddech.
-Co ja wyprawiam? – szepnęłam sama do siebie i odpięłam pasy. Wysiadłam z samochodu i sięgnęłam torebkę. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi. Po krótkim zastanowieniu zapukałam delikatnie.
-Chwila! – usłyszałam ciepły głos Pattie a drzwi po kilku sekundach się otworzyły
-Dobry wieczór… - wymamrotałam niepewnie. Pattie przypatrywała mi się mi z niedowierzaniem
-Maxim? – uśmiechnęła się rozpaczliwie – niech no cię przytulę – wciągnęła mnie do środka i serdecznie przytuliła
-Przepraszam, że przeszkadzam ale… - zmrużyłam powieki – chciałabym porozmawiać z Justinem
-Nawet nie wiesz jak się cieszę. Już dawno nie widziałam swojego syna, od waszego rozstania jest nieobecny i pesymistycznie nastawiony do życia…
-Jest w domu?
-Tak. Jak zawsze siedzi zamknięty w pokoju.. Dziś opuścił swoje lokum i może na godzinkę gdzieś wybył
-Mogę do niego iść? – zacisnęłam wargi a moje dłonie zaczęły drżeć.
-Naturalnie! – uśmiechnęła się i zaprowadziła mnie na górę i stanęłyśmy przed jego drzwiami. Mama Justina zapukała i poczekała chwilkę a gdy jej syn się nie odzywał powiedziała – Justin, jest tu ktoś kto chce z tobą porozmawiać.
-Przepraszam ale nie mam ochoty z nikim rozmawiać… - jęknął z nutka ironi
-Ja już was zostawię - poklepała mnie po ramieniu i zostawiła przed zamkniętymi drzwiami. Pomyślałam sobie „ Maxim weź się w garść i zrób to”. Po małej motywacji zapukałam cicho do drzwi. Nie czekając na odpowiedź uchyliłam drzwi i stanęłam w progu
-Ze mną też nie masz ochoty porozmawiać? – spojrzałam na leżącego na łóżku Justina. Miał na sobie czarne dresy i czerwoną bluzę. Wpatrywał się prosto w sufit i przedkładał małą piłeczkę z ręki do ręki. Na mój widok zbladł i postawił się do pionu. Nogi uginały mi się pod ciężarem mieszanych emocji.
Tagi: rozdział
28.06.2013 o godz. 23:50
Nowa postać :)
Oliver Russo - aktor, sympatyczny chłopak co się więcej rozpisywać poznacie go w opowiadaniu :)

Miałam już wszystko w głowie ale muszę przemyśleć kilka spraw np to jak potoczą się losy Maxi i Jusa - przydarzyło mi się coś nie miłego i chyba nie chcę aby moi bohaterowie cierpieli ... No dobrze, więc poznajcie Olivera, którego ja jako autorka opowiadania lubię :)

tumblr_lmub4xt6cl1qb2450o1_500.png
tumblr_ltj4hhR7oX1r3mgcio1_500.png
tumblr_m79whbESiY1r3ryloo1_500.gif
tumblr_m904elG4Mq1qk73j0o1_500.gif
tumblr_ma448xazD61r9i45no1_500.jpg
Tagi: info
08.06.2013 o godz. 23:42
Hej, wiem, może nie być jednym z najlepszych ale strasznie się śpieszyłam i pisałam bez weny... dlaczego? bo usunęłam prawie gotowy rozdział i musiałam pisać na nowo.. a jak wiecie to nie zbyt fajne uczucie, byłam wściekła! :/

A WY JESTEŚCIE ZE MNĄ JESZCZE?! :(

_________________________________

-To ja tutaj sterczę i od dobrych pięciu minut pytam o to samo – ledwo siedziałam na tej ławce, wszystko wirowała a ja czułam, że w ogóle nie dociera do mnie co właśnie się dzieje – więc?
-Idź sobie – rozpłakałam się i zaczęłam ocierać łzy o jego bluzę
-Ej, ej! Masz chusteczki! – skrzywił się podając mi chusteczki. Spojrzał na mnie złowrogo. Przeszły mnie okropne ciarki i to nie te wywołane przez chłód. Zaczęłam coraz bardziej odczuwać poczucie zagrożenia. Oddychałam szybko i głośno. Bałam się. Kiedy on drgnął i wyciągnął rękę w moją stronę to wstałam i zaczęłam uciekać. Wściekły ruszył za mną. Biegłam najprawdopodobniej po jego ogrodzie, obok basenu po trawie. Można bynajmniej rzec, że biegłam bo nogi miałam jak z waty. Nagle poczułam jak uderza we mnie wielki ciężar. W ułamku sekundy upadłam brzuchem na ziemię a owy chłopak wylądował na mnie.
-Zostaw mnie przestępco! – wydarłam się rozpaczliwie szarpiąc się ze wszystkich sił
-Spokojnie! – złapał mnie pewnym ruchem za nadgarstki. Wiedziałam, że nie dam sobie z nim rady. Był o muskularnej budowie ciała. Jego złociste, roztrzepane włosy lśniły w świetle księżyca.
-Pomocy, niech mi ktoś pomoże! – wrzasnęłam gdy on drastycznie odwrócił mnie przodem do siebie po czym zatkał mi usta dłonią. Popatrzył mi przez chwilę w oczy – już? – zapytał lekko zszokowany i delikatnie zsunął dłoń z moich ust
–Pomocy! – krzyknęłam a on odruchowo zakrył mi usta
-Przestaniesz krzyczeć? – zapytał spokojnie wpatrując mi się w oczy. Leżałam przerażona i kiwnęłam twierdząco głową – tylko na pewno? Bo obudzisz sąsiadów – uniósł jedną brew do góry i ściągnął mi dłoń z twarzy – ducha zobaczyłaś? – zaśmiał się i wstał - chciałaś mi cały ogródek przekopać? – mówił utrzymując ze mną kontakt wzrokowy, po chwili wyciągnął dłoń w moją stronę – wstajesz czy dalej będziesz ugniatała mi trawę? – w tym momencie dotarło do mnie, że ten chłopak nie miał wcale wobec mnie złych zamiarów. Przewróciła oczami i odepchnęłam jego rękę.
-Nie dzięki – rzuciłam sucho i podparłam się rękoma aby wstać
-Nie, to nie – wzruszył rozbawiony ramionami. Przedrzeźniałam go pod nosem i gdy już zebrałam siły i chciałam podnieść się z trawy podbiegł i zaczął mnie obwąchiwać jakiś pies
-Spadaj, no spadaj mówię – wymamrotałam odpychając go za głowę – co się patrzysz? Zabierz go ode mnie! – uniosłam piorunujący wzrok na wysokiego chłopaka
-Czy dobrze pamiętam? Nie chciałaś ode mnie pomocy? – zaśmiał się i gwizdnął na psa – Baylor!
-Dziękuję – warknęłam sarkastycznie i chwiejnym ruchem wstałam. Nie spojrzałam nawet na złotowłosego chłopaka tylko ruszyłam przed siebie.
-Chcesz trafić do domu, tak? – zaśmiał się – to na pewno nie w tą stronę. Mój dom jest ostatni na tej ulicy – przystanęłam i się odwróciłam.
-Racja – skrzywiłam usta i minęłam psa i jego właściciela. Z pokaleczoną równowagą ruszyłam w stronę bramy, wciąż słyszałam za sobą kroki – czego chcesz?! – w pewnym momencie odwróciłam się i wytrzeszczyłam oczy
-Mieć pewność, że dojedziesz bezpiecznie do domu – założył ręce na wysokości żeber
-Nie musisz, znam drogę… - odpowiedziałam – chyba – dodałam po chwili bez pewności
-Więc, pozwolisz, że cię odprowadzę? – zapytał i skierował wzrok na psa – odprowadzimy
-W porządku – wywróciłam oczyma bo wiedziałam, że nie da mi spokoju – ale! – zagroziłam mu palcem wskazującym – trzy metry za mną!
-Oczywiście… - uśmiechnął się słodko – trzy metry za niebem – dodał po cichutku sądząc, że nie słyszę. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam iść. W ciągu kilkunastu minut byłam już pod domem, gdzie panowała nieskazitelna cisza.
-Impreza chyba się skończyła – zauważył chłopak stojąc kilka metrów ode mnie.
-Tak, chyba tak – westchnęłam patrząc na swój dom – w każdym bądź razie, dziękuję – odwróciłam się i spojrzałam na blondyna. Wydawał mi się naprawdę znajomy. Niestety nie mogłam skojarzyć skąd go znam. Alkohol stopniowo opuszczał moje ciało a ja czułam się odrobinę lepiej.
-Nie ma sprawy, Maxim – puścił mi oczko i zanim zdołałam coś z siebie wydusić on odwrócił się na pięcie i odszedł.
Weszłam do domu i poszłam od razu wziąć prysznic po czym spać.
***
Obudziłam się około 12. Leniwie się przeciągnęłam i zmrużyłam oczy. Promienie świetlne docierające zza rolet delikatnie pieściły moje policzki. Czułam się jakby ktoś czymś po mnie przejechał. Wstałam i przejrzałam się w lustrze. Nie było najgorzej. Za duża koszulka, pozdrapywane paznokcie, rozmazany makijaż i te roztrzepane włosy… Przewróciłam oczyma i zniknęłam w łazience. Długo orzeźwiająca kąpiel sprawiła, że poczułam się lepiej. Dzisiejszy dzień był ostatnim, który mogłam spędzić jak tylko mi się podoba. Ubrałam na siebie bikini i swobodny biały sweterek. Wróciłam do pokoju i wzięłam laptopa z komórką. Wychodząc z pokoju zauważyłam, że jest naprawdę czysto. Vanessy nie było w domu, tak bynajmniej mi się wydawało. Korzystając z pięknego słoneczka wyszłam nad basen i odłożyłam sprzęt na leżak i cofnęłam się do lodówki bo zimny sok. Do szklanki wrzuciłam kilka kostek lodu i słomkę. Mając już wszystko co było mi potrzebne wynurzyłam się na świeże powietrze i położyłam się na leżak biorąc laptopa między nogi. Sprawdziłam aktualności w moim grafiku i troszeczkę się przeraziłam. Jutro z samego rana mam rozmowę o warunkach umowy na główną rolę w filmie. Popołudniu wizyta u ellen a wieczorem gala rozdania nagród.
-Cześć! – wrzasnęła Vanessa wbiegając do ogrodu, tak się zlękłam, że aż podskoczyłam. Ona jak zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha i pełna energii.
-Kiedyś cię zabiję – uśmiechnęłam się gdy podeszła i przywitała się całusem w policzek.
-Ja ciebie też. Gdzie ty się wczoraj podziałaś? – skrzywiła się i ugryzła jabłko. Patrzyłam na nią jedynie powoli wypuszczając powietrze
-Byłam się przejść – odpowiedziałam po długim namyśle
-Spoko, tylko następnym razem nas powiadom, ok.? – zaczęła się śmiać – witam – powiedziała zabawnie
-Masz nowego niewidzialnego przyjaciela? – zapytałam bez emocji nie oczekując odpowiedzi
-Może to ten sam, który wczoraj ciebie odwiedził? – usłyszałam roześmiany ale znajomy głos, uniosłam głowę ale się nie odwróciłam
-Tylko nie on… - wytrzeszczyłam oczy i zmarszczyłam czoło… Po chwili odwróciłam głowę i ujrzałam okropnie przystojnego chłopaka
-Cześć – uśmiechnął się sympatycznie
-Hej – odpowiedziałam cichutko
-Możemy w czymś pomóc? – wtrąciła się Van
-W sumie chciałem prosić o pomoc ale chyba sam już sobie poradziłem – odpowiedział promiennie
-Może jednak? – wstała i zarzuciła włosami podchodząc do przystojniaka i podając rękę – Vanessa
-Oliver, miło mi – zaśmiał się najwyraźniej nieco speszony jej zachowaniem. Siedziałam na leżaku i przyglądałam się ledwo powstrzymując śmiech – szukałem twojej siostry ale najwyraźniej znalazłem
-Maxim? – skrzywiła się robiąc minę niedowiarka
-Tak – uśmiechnął się kącikiem ust
-Nie wspominałaś mi, że znasz Oliviera? – Van założyła ręce na biodra i podeszłą do mnie najwidoczniej mając mi to za złe
-Co z tego? – wzruszyłam ramionami bez emocji
-Co z tego?! Spójrz na niego! Jakie ciacho! Według magazynu „People” jest najprzystojniejszy na całym świecie! Zajmuje pierwsze miejsce! W każdym filmie liczę, że zdejmie koszulkę!! Uwielbiam go! – zachwycała się a on patrzył coraz bardziej przerażony
-Van! Nie zapominaj, że on stoi za tobą! – puknęłam się bezradnie palcem wskazującym w skroń – serio jesteś głupia – dodałam po cichutku a ona zawstydzona odwróciła się do niego
-Przepraszam… - zmarszczyła nos – już was zostawiam samych…
-Nie! Zostań! – szarpnęłam ją tak aby Oliver nie zauważył
-T-t-to cześć – wymusiła uśmiech i weszła do domu. Oliver patrzył na mnie i po chwili szeroko się uśmiechnął.
-Zabawna jest – podrapał się po głowie. Patrzyłam na niego zmrużonymi oczyma – widzę, że strasznie chcesz mi zadać pytanie?
-Troszeczkę – założyłam okulary
-Śmiało – podszedł bliżej i usiadł na sąsiednim leżaku
-Przyszedłeś bo… - mówiłam przeciągając aby dokończył
-Chciałem zobaczyć czy wszystko okej…
-Jak widzisz.. Tak. Teraz będziesz mnie nachodził? – zapytałam zsuwając delikatnie okulary
-Ja chociaż o przyzwoitej godzinie – zaśmiał się
-Wcale nie przyszłam do ciebie. To chyba oczywiste? – zirytowałam się
-Ale płakałaś tak głośno, że nie mogłem spać! – żarty się jego nie puszczały
-Kto ci kazał wychodzić – wywróciłam oczyma i odwróciłam głowę w drugą stronę
-Myślałem, że kogoś ze skóry obdzierają! – krzyknął roześmiany
-Zabawne! – warknęłam i spuściłam nogi z leżaka wsuwając je w klapki
-Nie mówię, ze mnie to bawiło, wręcz przeraziło! Mój pies do tej pory przeżywa traumę! - wciąż się śmiał. „Nie lubię go!” pomyślałam i zdenerwowana wstałam.
-To nie moje wina, że ma takiego właściciela! Też bym na jego miejscu miała lęki! – zmarszczyłam ironicznie czoło i złapałam za laptopa
-Albo, że ma taką sąsiadkę? – zaśmiał się i wstał. Spojrzałam na niego wściekła po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę domu – hola, hola, gdzie idziesz? Skończyliśmy rozmowę? – wbiegł mi pod nogi
-Ja tak! – oburzyłam się – czego ty chcesz ode mnie człowieku… - westchnęłam
-Umów się ze mną – powiedział prosto z mostu
-Nie ma mowy – skrzywiłam się – nie szukam chłopaka – ominęłam go i zaczęłam iść dalej
-A ja dziewczyny – zdziwił się – chyba możemy się umówić jako nowo poznani znajomi? Dlaczego od razu uważasz, że mi się podobasz? – zaśmiał się
-A nie podobam? – podeszłam do niego pewna siebie i przygryzłam dolną wargę
-Nie? – zgarnął kosmyk moich włosów i założył za ucho. Zbliżył się delikatnie. Czułam jego miętowy oddech na policzku – tak naprawdę przyszedłem tu po bluzę – szepnął – no ale jeśli wyskoczysz ze mną do jakiejś kawiarenki to wcale się nie obrażę? – odsunął się i podrapał się po karku
-Jeśli się z tobą umówię to zapomnisz o wczorajszym wieczorze? – zmrużyłam oczy i poprawiłam laptopa, który omal nie wypadł mi z rąk
-O wczorajszej NOCY? – zapytał z naciskiem na „nocy”
-Jak wolisz – przewróciłam oczyma a on się uśmiechnął
-Być może – puścił mi oczko – będę po ciebie o 16 – rzucił krótko i zniknął za furtką
-Idiota! – mruknęłam pod nosem i poszłam do pokoju.
***OCZAMI JUSTINA***
Minęło już sporo czasu od kiedy Maxim ode mnie odeszła. A mimo to ja w dalszym ciągu siedzę w tych czterech pieprzonych ścianach i ubolewam. Dlaczego człowiek popełniając błędy nie myśli o ich konsekwencjach? Dlaczego? Siedziałem z notatnikiem na kolanach i przelewałem swoje uczucia na papier. :
Ostatnio myślałem, myślałem o tym, co mieliśmy
Wiem, że to było trudne, to wszystko co wiedzieliśmy, tak
Czy upijałaś się, by zapomnieć o bólu?
Chciałbym dać Ci wszystko, na co zasługiwałaś
Bo nigdy nic Cię nie zastąpi
Nic nie sprawi, że będę czuł się tak jak przy Tobie
Wiesz, że nie ma tutaj nikogo, do kogo mógłbym się zwrócić
I wiem, że nie znajdziemy miłości, aż tak prawdziwej…
Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na nasze zdjęcie. Drżę cały na myśl, że nie mogę je przytulić, że ona gdzieś jest… beze mnie… Zdaję sobie sprawę, że moja mama martwi się o mnie ale nie jestem w stanie wyjść z otoczki jaką sobie stworzyłem. Jutro wieczorem jestem zmuszony iść na galę rozdania nagród. Sprawdzałem wszystkie dostępne źródła i wszędzie piszą, że Maxim się tam nie pojawi bo ma zbyt napięty grafik i w ten dzień będzie u Ellen…
***OCZAMI MAXIM***
Po prysznicu poszłam się ubrać i ułożyć włosy.
-Maxim. Oliver czeka! – krzyczała co chwilę Vanessa
-Słyszę!! – wrzasnęłam i złapałam za torbę z której wypadło zdjęcie moje i Justina. Wzięłam je do ręki i usiadłam na skrawku łóżka – tęsknię kochanie – westchnęłam jeżdżąc palcem po jego twarzy – dlaczego to wszystko się tak potoczyło? – szeptałam sama do siebie – cały świat teraz trąbi o naszym rozstaniu…
-Puk, puk! – do pokoju wszedł Oliver a ja szybko schowałam zdjęcie do torebki – mogę?
-Nie – uniosłam wzrok i wstałam – chodźmy i miejmy to już za sobą – minęłam go i zeszłam na dół – Van wychodzę !
-Idziemy na pierwszą randkę – dodał Oliver dotrzymując mi kroku
-To nie randka! – krzyknęłam odwracając się i grożąc mu palcem
-Dobrze, dobrze – zaśmiał się a ja złapałam za klamkę wyszliśmy – randka – szepnął sobie pod nosem i gdy na niego spojrzałam zaczął wpatrywać się w niebo i powierzchownie przewracać oczami. Wsiedliśmy do samochodu Oliver zabrał mnie do przyjaznej knajpki na kawę.
-Ponoć teraz nie będziesz miała czasu na nic? – zaczął biorąc łyk kawy, na wargach pozostała mi puszysta piana, cicho zachichotałam
-Może nie do końca… - westchnęłam – ale w 90% to prawda – odburknęłam rozglądając się dookoła słonecznego pleneru
-Nie do końca? – zaciekawił się
-No tak, zawsze znajdę chwilę na trochę relaksu… Nie jakiegoś tam urozmaiconego…
-Ale zawsze jakiś relaks będzie? – zaśmiał się i podsunął mi moją kawę
-Dzięki.
-Dobrze, że nie będę miał problemu aby cię uchwycić – uśmiechnął się podstępnie
-To znaczy? – skrzywiłam się po czym dodałam – nawet się nie kłopocz, to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie
-Mylisz się.. Pierwsze ale na pewno nie ostatnie – zrobił zabawną minę a ja zmrużyłam oczy – podpisujesz kontrakt na film tak? - uśmiech nie schodził mi z twarzy co powoli doprowadzało mnie do szału
-Noo – odpowiedziałam znudzona – i co z tego?
-Wiesz, na ogół w mediach wydajesz się sympatyczna ale jesteś strasznie wredna w realu – zaczął się śmiać
-Wiesz co, dosyć… - wstałam i podparłam się rękoma o stół – jesteśmy tu półgodziny a ja mam ochotę cię udusić! – syknęłam przez zęby – jesteś okropnie irytujący – zmrużyłam złowrogo oczy i głośno oddychałam. Oliver patrzył na mnie roześmiany.
-To taki bodziec. Nie lubisz mnie bo otwarcie mówię o tym co było wczoraj a i dlatego, że to byłem akurat ja. Gdybyśmy nie poznali się w takich okolicznościach mogę cię zapewnić, że byś się we mnie zakochała – wstał i zbliżył czoło do mojego
-Chyba śnisz – parsknęłam śmiechem i złapałam za torebkę
-Koniec randki? – zrobił smutną minkę po czym się roześmiał
-To nie randka! – burknęłam i odeszłam, chciałam odreagować zakupami bądź pójść na jakiś kosmetyczny zabieg co by mnie rozluźniło
-Kto jak woli – dobiegł do mnie i dotrzymywał mi kroku – co byś chciała teraz robić?
-Udusić cię! – wywróciłam oczami nie spoglądając nawet na niego
-To raczej nie możliwe ale może jakiś inny pomysł? – zaszedł mi drogę więc przystanęłam.
-Muszę wracać, dziękuję – uśmiechnęłam się kącikiem ust i go ominęłam
-Odwieść cię? – pomachał zadowolony kluczykami – po randce wypada odstawić dziewczynę do domu!
-To nie randka głupku! – burknęłam ostro i podeszłam do auta i po tym jak Oliver je otworzył wsiadłam.
Tagi: zzz
07.06.2013 o godz. 14:39

:)

Wspólnie dotarliśmy tu, gdzie teraz jesteśmy :)

czuję, że tracę czytelników ale wiem, że Ci najbardziej oddani pozostaną ze mną do końca! <3
capture-20130521-224034.png
capture-20130521-224215.png
Tagi: info
21.05.2013 o godz. 22:48
Jesteście na mnie złe? :(

Przepraszam....

Tylko nie myślcie, że zapomniałam o blogu! Ciągle chodzi mi po głowie a zwłaszcza to, że dawno nic nie dodałam :( Uwielbiam pisać nowe rozdziały, dobierać wygląd i wszystko, niestety czas jest nieubłagany i gna jak szalony... już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz ćwiczyłam :( wybaczycie mi?
________________________
-Nie mamy za wiele czasu. Trzeba działać szybko a skutecznie – mówił gostek, który wyłonił się zza zakrętu z kilkoma innymi mężczyznami – ochroniarzami Maxim – Maxim zrozumiałaś? – nagle moje serce stanęło… Przestało bić. Zza zakrętu wyszła Maxim. Co prawda otoczona tak samo jak ja masą ochroniarzy ale gdy tylko ją ujrzałem to wstałem. Robiło mi się mrocznie przed oczyma. Nogi robiły się jak z waty. Traciłem kontrolę nad samym sobą. Jednak po chwili wszystko wróciło do normy i poczułem się lepiej. Maxim skinęła jedynie głową i z bandą mężczyzn w garniturach – łącznie z Marią Jose i Alexem – zbliżała się coraz bliżej mnie… znaczy Sali sądowej… no ale mnie! Nie wiedziałem jakiej mogę się spodziewać reakcji po Maxim. Byłem strasznie ciekaw co zrobi jak mnie zobaczy. W końcu nadeszła moja wyczekiwana chwila i Maxim idąc średnio szybkim krokiem, wędrując wzrokiem dookoła dostrzegła mnie wśród goryli – ochroniarzy. Na jej twarzy pojawił się ciężki do określenia grymas. Z jednej strony, pomimo, że wygląda olśniewająco i nie sprawia wrażenia załamanej, dostrzegłem w jej oczach cierpienie. Jest aktorką i potrafi dobrze to zataić. Uśmiechać się mimo sprzeczności. Jednak z drugiej strony jej dusza choć zszokowana to troszkę ucieszyła się z mojej obecności. Moja ukochana od razu odwróciła wzrok i przeszła obok mnie nie zwracając większej uwagi. Zabolało mnie to. Wyglądała tak poważnie, dumnie… Jak nie ona. Przecież Maxim zawsze była uśmiechnięta, życzliwa a dziś? Stała zaledwie dziesięć metrów ode mnie a traktowała mnie jak powietrze. Straszliwie mnie to bolało.
-Justin możemy wchodzić – z rozmyślań wyrwał mnie Kenny. Spojrzałem na niego tylko na chwilę a mój wzrok ponownie powędrował na Maxim.
-Widzisz to? – skrzywiłem się boleśnie nie odrywając wzroku od głównej zainteresowanej
-Co? – zapytał Kenny rozglądając się i robiąc dziwne miny
-Ją ośle – wywróciłem oczyma kiwając głową w stronę Maxi. Normalnie to zacząłbym się z niego śmiać, ale dziś i w ogóle ostatnio nie mam ochoty.
-Nooo… - zachwycił się Kenny – wygląda cudownie…
-Nie o to chodzi! – stałem z rękoma w kieszeniach - Mniejsza – westchnąłem zrezygnowany i odszedłem. Kenny to wspaniały człowiek, ma naprawdę ogromne poczucie humoru i niestety nie najszybszy tok rozumowania. Zdecydowałem podejść do Maxim.
-Cześć – szepnąłem podchodząc nieśmiale od tyłu. Nikt nie zwrócił uwagi, że podszedłem… poza nią. Odwróciła się i przejechała mnie wzrokiem od góry do dołu po czym zatrzymała wzrok na moich spuchniętych oczach. Patrzyła na mnie w milczeniu. Ja tylko smętnymi oczyma patrzyłem na słońce mojego życia.
-Przyjechałeś… - wydukała zakładając włosy za ucho
-Obiecywałem – odpowiedziałem wciąż smutnym głosem a ona zachichotała
-Z tego co pamiętam nie zawsze potrafisz dotrzymać obietnicy – wydobyła sucho. Spuściłem wzrok i głęboko oddychałem bo czułem jak łzy napływają mi do oczu.
-Maxim idziemy – podszedł jakiś mężczyzna i złapał ją uśmiechnięty za ramię. Zerknęła jeszcze na moje szklane oczy gdy lekko podniosłem głowę i odeszła.
***OCZAMI MAXIM***
Usiadłam na wskazane miejsce na Sali sądowej. Zaraz po mnie wszedł Justin i usiadł kilka miejsc obok mnie. Jakoś uporałam się z emocjami i byłam taka jak założyłam, że będę. Czyli stanowcza i twarda. Z Justinem jest inaczej. Nie ukrywa swojego bólu a jeśli się stara to mu nie wychodzi. Spojrzałam na niego i zrobiło mi się chłodno. Nie przyjemne ciarki przeszły po moich plecach. Nagle w wyobraźni zagościł dynamiczny obraz. Wszystko mi migotało. Każda chwila spędzona z Justinem nie omijając naszego stosunku. Złapałam się za skronie i schyliłam głowę , gdyż wszystko zaczęło mi wirować.
-Wszystko w porządku? – zapytała Maria Jose, siedząc obok mnie
-Jest mi słabo – brałam płytkie oddechy
-Alex, wyprowadźmy ją – potrząsnęła go lekko za ramię
-Maxim, nie zamykaj oczu – Alex zaczął wachlować mi Marii torebką. Jednak wciąż mi się wirowało i miałam w głowie jakby film z mojego życia z Justinem.
***OCZAMI JUSTINA***
Maxim nagle zaczęła mdleć. Od razu zerwałem się i chciałem do niej podbiec ale przytrzymał mnie Kenny. Jednym stanowczym ruchem cofnął mnie na krzesło. Alex wyprowadził Maxim z Sali a za nimi wybiegło prz
-Prosimy o odroczenie rozprawy na 10 minut – wrócił pan Levy, prawnik Maxim
-Nie zgadzam się! – zaprotestował prawnik Biell, obrońca Roberto
-Na jakiej podstawie? – warknął Levy
-Rozprawa już się rozpoczęła – odpowiedział poważnie piorunując go wzrokiem
-Czyżby? A gdzie jest pański klient? Sędzia? Ławnicy? Gdzie oni? Proszę mi pokazać? – zakpił adwokat Maxim
-Tylko 10 minut, proszę nie przedłużać – wydukał lekko zawstydzony Biell
-Bez obaw – Levy wywrócił oczyma i wyszedł z Sali
-Kenny, muszę do niej iść – szturchnąłem go z wytrzeszczonymi oczami
-Siedź i nie marudź – skarcił mnie wzrokiem – jesteś ostatnią osobę, którą chciałaby teraz zobaczyć
-No dzięki – rzuciłem krótko. Cały czas przebierałem nogami. Myślałem co z Maxim. Po kilku minutach cała elita z Maxim na czele weszli na salę i zajęli miejsca. Brunetka unikała mojego spojrzenia. Zaraz po tym rozprawa się rozpoczęła a na salę został wprowadzony Roberto. Wyglądał na załamanego. Ani razu nie podniósł wzroku. Patrzył w podłogę. Sędzia oficjalnie otworzył rozprawę i zostały odczytane zarzuty. Maxim szeptała coś swojemu adwokatowi do ucha. Najwyraźniej nie był z tego zadowolony, trochę się sprzeczali.
-Przepraszam – wstał Levy – w imieniu mojej klientki wycofuję zarzuty – powiedział a mnie zatkało.
-Co? Co on mówi? Oszaleli? – wierciłem się w miejscu - ona nie może, nie po tym jak ją skrzywdził!
-Czy Maxim McCann potwierdza? Wycofując zarzuty oskarżony zostaje uznany za niewinnego – sędzia zmarszczył czoło
-Tak – mruknęła Maxim
-A więc na podstawie wniosku złożonego przez Maxim McCann zamykam rozprawę w sprawie Roberto, byłego menadżera Maxim McCann i zarządzam uwolnienie oskarżonego – dokończył sędzia i z ławnikami opuścił salę rozpraw. Po minie Roberto widziałem, że nie wie co się dzieje. Najwyraźniej tego się nie spodziewał. Maxim założyła okulary i w towarzystwie ochrony zaczęła szybkim krokiem opuszczać salę. Wybiegłem za nią i na korytarzu złapałem ją za ramię.
-Co ty robisz? – zmarszczyłem czoło wciąż trzymając ją za ramię
-Puszczaj – szarpnęła się
-Po tym jak cię skrzywdził, ty puszczasz go wolno? – krzyknąłem zdenerwowany patrząc ze złością w jej oczy – pamiętasz ile przez niego przeszłaś?
-Nic ci do tego! – warknęła – nagle zacząłeś się przejmować moimi uczuciami? Trochę za późno, nie uważasz? – złowieszczo zmarszczyła czoło
-Maxim idziemy – jeden z ochroniarzy złapał ją za ramię i pociągnął. Stałem ze łzami w oczach zastanawiając się co mogę zrobić. Niestety wnioskując po jej zachowaniu, chyba już na zawsze przekreśliła mnie ze swojego życia.
***OCZAMI MAXIM***
Czułam się jak w zoo. Co chwilę ktoś mnie ciągnął, ktoś wykrzykiwał moje imię. Doprowadzili mnie do auta i z ulgą zajęłam miejsce. Zdziwiła mnie obecność Justina. Owszem, obiecywał, że będzie przy mnie na rozprawie ale nie sądziłam, że po tym wszystkim się pojawi. A jednak. Wszyscy zadają mi na okrągło jedno pytanie – „Dlaczego to zrobiłaś?”. Odpowiedź jest prosta! Ten mężczyzna mimo tego, że dla pieniędzy upubliczniał moje materiały przed premierami jest dla mnie bardzo bliski. Od wielu lat współpracowaliśmy. To on mnie wypromował. Nie jestem w stanie wytłumaczyć co dokładnie wtedy czułam. Być może Justin miał wpływ na tą decyzję? Chciałam mu pokazać, że jestem niezależna i twarda? Ahh, nie wiem.
-Maxim a tak właściwie to gdzie ty spałaś? – zapytał Maxim podjeżdżając pod szpital
-Co my tu robimy? – skrzywiłam się wyglądając przez okno
-Musisz zostać zbadana – wtrąciła Maria
-Przestańcie! – oburzyłam się – tłumaczyłam wam, że źle się poczułam. To normalne!
-Normalny człowiek idzie zawsze się badać! – Maria Jose pogroziła mi palcem
-Wcale nie, normalni ludzie nie idą z bólem głowy do lekarza, przejrzyjcie w końcu na oczy! – warknęłam – chcę jechać do domu, nie będę robiła z siebie jakiejś ofiary bo zabolała mnie głowa – dodałam spokojnie. Oboje na mnie spojrzeli wzrokiem jakby chcieli mnie zabić. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Oczywiście nie był to nikt inny jak Justin. Schowałam komórkę do torebki, jednak po chwili wyjęłam ją z powrotem. Po chwili wahania odebrałam ale telefon przekazałam Marii pokazując jej, że mnie nie ma. Włączyła głośnik.
-Halo? – powiedziała wesoło a samochód ruszył
-Cześć – wydukał nieśmiale
-Justin miło cię słyszeć, dziś nawet się nie przywitaliśmy…
-Tak, wiem. Przepraszam. Ostatnio nie jestem zbyt otwarty – mówił cicho. Jego głos był ciągle smutny. Najsmutniejszy jaki kiedykolwiek słyszałam.
-Justin, wszystko okej? – zapytała Maria Jose unosząc na mnie wzrok. Justin głośno westchnął.
-Jak czuje się Maxim? – mówił niemal niesłyszalnie
-Już dobrze. Chcieliśmy zabrać ją na badania ale się uparła i nie ma szans aby poszła.
-Proszę, namów ją, żeby jednak poszła do lekarza… - westchnął bezradnie
-Postaram się ale ona stała się niesamowicie uparta. Nie poznaje jej – zaczęła a ja machnęłam jej rękom przed oczyma robiąc złowieszczy grymas na twarzy
-Tęskno mi za nią – wydukał i zamilkł. Słyszeliśmy jedynie dyskretne szlochanie - nie chce ze mną rozmawiać, prawda? – wydobył z siebie po jakimś czasie
-Nie wiem, Justin… Nie odebrała bo poszła… - zaczęła ale Justin skutecznie je przerwał
-Przestań Maria… Wiem, że ona nie chce mnie nawet oglądać - ponownie zamilkł – pozdrów Alexa, cześć – nagle się rozłączył. Maria lekko zszokowana oddała mi telefon ze szklanymi oczyma.
-A ci co? – zmarszczyłam czoło wchodząc na TT. Auto zatrzymało się pod domem.
-Tak bardzo jest mi jego szkoda – rozpłakała się wachlując dłonią przed oczyma - wiesz jak on cierpi? Ten jego głos, szlochanie… Troska o ciebie on cię kocha…
-Oj daj spokój – złapałam za klamkę i wysiadłam. Szybko wbiegłam do swojego pokoju i poszłam wziąć prysznic. Następnie ubrałam się i złapałam za laptopa.
„Welcome my lady @MaximMcCann!! Welcome my NY!!” + zdjęcie
-O matko! – wydarłam się i w pośpiechu złapałam za telefon. Wyrzuciłam wszystko z torebki aż w końcu znalazłam telefon. Wykręciłam numer Gregga, który po kilku sygnałach odebrał.
-Cześć słonko – zaśmiał się – spodziewałem się telefony od ciebie
-Żartujesz sobie ze mnie?! – wydarłam się z szerokim entuzjazmem przebierając palcami od rąk
-Nie, dlaczego? – odpowiedział słodkim głosem
-Naprawdę jesteś w NY?
-Tak i wyobraź sobie, że właśnie ślęczę w twoim ogródku z przemiłą niespodzianką – zaśmiał się ponownie a ja bez wahania podbiegłam do okna. Na hamaku leżała trójka najwspanialszych chłopaków na świecie. Gdy ich ujrzałam na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Roześmiani spojrzeli w moje okno i sympatycznie pomachali. Odepchnęłam się od parapetu i jak szalona wybiegłam z pokoju i ledwo unikając bliskiego spotkania z podłogą pokonałam schody.
-Maxim, oszalałaś? – zaśmiała się Maria, gdy przemknęłam obok niej niczym burza. Lekko zdezorientowana stała na środku kuchni wymieniając się śmiesznymi spojrzeniami z Alexem. Wybiegając na ogród przystanęłam i wzięłam jeden głęboki oddech z uśmiechem na twarzy.
-Moja piękna siostra! – krzyknął Jake. Od wielu lat traktuję go jako mojego młodszego braciszka. Wspólna gra w Czarodziejach bardzo nas do siebie zbliżyła. Jake przychodzi do mnie z wszelakimi problemami, jest również na odwrót, ja również darzę go bezgranicznym zaufaniem. Cała trójca wstała. Patrzyłam na nich ze łzami w oczach i bez zastanowienia podbiegłam i wszystkich naraz przytuliłam.
-Jake, David. Cieszę się, że was widzę – ściskałam ich z całej siły – Gregg, za tobą też strasznie tęskniłam! – zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
-No ja myślę! – puścił mi oczko
-Co wy tu robicie? – zmarszczyłam czoło – znaczy, świetnie, cieszę się, że jesteście!
-Dowiedzieliśmy się, że kupiłaś nowy dom i chcemy z tobą zamieszkać – pokiwał głową David
-A tak serio, to wpadliśmy na domówkę. Organizujesz? – wtrącił się Jake
-Nie wykluczone – zaśmiałam się i spojrzałam jednoznacznie na Gregga – a ty?
-Ja się po prostu stęskniłem! – ponownie mnie przytulił
-W sumie, nie myślałam o domówce ale podsunęliście mi świetny pomysł – uśmiechnęłam się i rozczochrałam Jak’owi włosy
-Zrobimy niezłe party? – wytrzeszczył swoje świecące oczka
-Taak – zaśmiałam się
-Bomba! Dzwoń po Justina! Trzeba się za to zabrać! – zatarł złowieszczo dłonie i rozejrzał się po ogrodzie - Na zdjęciach wyglądał troszkę inaczej… - zaczął się zastanawiać
-Po pierwsze, nie zapraszam Justina a po drugie… Jake… To nie ten dom? – wybuchłam śmiechem a chłopacy zaczęli mi wtórować – oj, cały Jake.
***OCZAMI JUSTINA***
Świat w mgnieniu oka się zmienił. Nigdy nie pomyślałbym, że będę siedział w zamkniętym pokoju, cały zapłakany ze zdjęciem Maxim w dłoni. Jednak los płata nam figle. Nie wiem co mam z sobą począć. Zacząć pić? Zacząć ćpać? Przecież to nic nie zmieni. Przecież od tego zaczęło się moje nieszczęście. Dostaję wiele wiadomości od fanów. Przyznam, że wysoce podbudowują moje samopoczucie, jednak w dalszym ciągu jestem na skraju wyczerpania. Leżałem w łóżku owinięty w kołdrę. W lewej ręce trzymałem zdjęcie Maxim. Za każdym razem jak zamknę oczy przechodzą mnie dreszcze spowodowane wspomnieniami.
-Justin? – ktoś zaczął pukać do pokoju. Mozolnym ruchem wstałem ze zdjęciem i chusteczką w ręce. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Scotta –wyglądasz… okropnie?
-Daruj sobie, słyszałem już to setki razy – wywróciłem oczyma i wpuściłem mojego menadżera do środka.
-Mama się o ciebie martwi – usiadł na fotel gdy ja rzuciłem się na łóżko
-Niepotrzebnie – rzuciłem krótko
-A ja widzę, że jednak ma! – skarcił mnie wzrokiem – zostaw to zdjęcie i wracaj do normalnego życia! Nie ona to będzie następna.
-Co to ma znaczyć? Nie ona to następna? Kochałeś kiedyś kogoś? – zbulwersowałem się
-Odpowiedziałbym ci coś ale nie będę cię załamywał – wstał i spojrzał na mnie uważnie
-Chcesz pewnie powiedzieć, że gdybym kocham to bym nie zdradził – prychnąłem – wiem. Ale to nie tak…
-Bierz się w garść. w niedzielę jest gala. Do gali masz być już normalnym człowiekiem. Fani chcą Justina, a ty zniknąłeś! Jedynie artykuły utrzymują cię przy życiu publicznym. Zostawiam cię sam na sam ze zdjęciem – odwrócił się na pięcie – jutro widzę cię u Ryana. Musicie przygotować twój look na galę. Powodzenia – uśmiechnął się kącikiem ust – aha, Carly nagrywa i przydałoby się wsparcie jej mentora. Byłoby fajnie gdybyś ją odwiedził – dodał i wyszedł
-Do niedzieli masz być normalnym człowiekiem – przedrażniłem go pod nosem i schowałem głowę w poduszkę.
***OCZAMI MAXIM***
Robiło się już późno. Przytachałam do mojego domu Marię Jose i Alexa aby pomogli nam wszystko przygotować. Maria oczywiście zajęła się moim wyglądem. Zanim się obejrzałam dom był pełen gości. Jake co chwilę wypytywał kiedy przyjdzie Justin. Chciało mi się śmiać bo przecież w kółko mu powtarzałam, że Justina nie będzie. Dookoła lał się alkohol. Na początku nie piłam ale po jakimś czasie złapał mnie okropny dół. W sensie, że załamałam się emocjonalnie. Gregg i Jake posyłali mi promienne uśmiechy.
-Może masz ochotę na drinka? – podszedł uśmiechnięty Gregg, gdy ja siedziałam na kanapie wśród innych gości. Muzyka grała bardzo głośno a większość ludzi tańczyła.
-Nie dziękuję – odwzajemniałam uśmiech
-Coś nie tak? – zapytał głośno przebijając się przez muzykę
-Nie, wszystko w porządku.. – skłamałam i nie zwróciłam uwagi nawet jak zabrałam od niego drinka
-W porządku, wezmę sobie drugiego – zaczął się śmiać a ja dopiero się ocknęłam
-Oj przepraszam – zaśmiałam się i wzięłam kolejny łyk – skoro idziesz to przynieś i mi – puściłam mu oczko a ona wstał i za moment wrócił z butelką wódki.
-Po co latać co chwilę – wzruszył ramionami i nalał mi wódki z odrobiną soku.
***
Impreza trwała w najlepsze. Po alkoholu całkowicie się rozruszałam. Szalałam ze znajomymi przy doborowej muzyce. Nagle zaczęła lecieć piosenka Justina „Beauty and a beat”. Zdenerwowało mnie to? Dziwne. Przestałam tańczyć i wyszłam na świeże powietrze. Łzy cisnęły mi się do oczu. Zaczęłam iść przed siebie. Po chwili szłam między drzewami. Byłam już bezapelacyjnie pijana więc moja podświadomość nie była w najlepszym stanie. Wirowało mi się przed oczyma. Minęło już bite półgodziny. Udało mi się znaleźć drogę do ulicy. Z daleka dostrzegłam światło. Najprawdopodobniej był to basen więc ruszyłam w tamtą stronę. Ostrość w moich oczach uległa znacznemu pogorszeniu. Nie wiedziałam, że niedaleko mnie jest jakiś hotel. Weszłam na wielką posiadłość i doczłapałam się do leżaka. Usiadłam na niego i spuściłam głowę między nogi. Brałam głębokie oddechy. Nagle naszła mnie okropna fala bezradności i zaczęłam głośno płakać. Wiedziałam, że jestem sama więc pozwoliłam swoim emocją ujrzeć światło dzienne, a raczej blask księżyca. Schowałam twarz w dłonie i beczałam jak małe dziecko. Nie rozumiem sama siebie? Dlaczego nie dam Justinowi kolejnej szansy skoro tak bardzo mi go brakuje? Jego dotyku, przesłodkiego uśmiechu, zapachu smaku jego ust… Brakuje mi nawet tego, że często się z niego wyśmiewałam. Na przykład ostatnio jak w samochodzie paparazzi się nim drażnił a Justin się denerwował? Albo jak kiedyś ubrał Jazzy? Zaśmiałam się przez płacz sama do siebie.
-Przepraszam, wszystko okej? – usłyszałam seksowny głos i mimo to nie odezwałam się nic tylko płakałam dalej – wszystko w porządku? – owy głos się nasilał i ujrzałam przed sobą chłopaka w szarych dresach, bluzie i białej bokserce. Pierwsze co pomyślałam? Justin uwielbia dresy i bokserki. Widząc tego chłopaka rozpłakałam się jeszcze głośniej. Co gorsze zaczęłam drżeć. Zrobiło mi się chłodno. Owy chłopak zdjął bluzę i okrył mnie nią – zimno Ci… - zauważył
-Serio? – pachnęłam zaciągając się powietrzem i wymachując przed oczyma rękoma.
-Tak, całkiem serio – podtrzymywał ciągle słodki uśmiech na twarzy. Chłopak zanurzył dłoń w kieszeni i wyjął chusteczki, kierując je w moją stronę.
-Mogę Ci w czymś pomóc? – wytrzeszczyłam oczy biorąc. On cichutko się zaśmiał i spojrzał na mnie zabawnie.
-To ja tutaj sterczę i od dobrych pięciu minut pytam o to samo – ledwo siedziałam na tej ławce, wszystko wirowała a ja czułam, że w ogóle nie dociera do mnie co właśnie się dzieje – więc?
-Idź sobie – rozpłakałam się i zaczęłam ocierać łzy o jego bluzę
-Ej, ej! Masz chusteczki! – skrzywił się podając mi chusteczki. Spojrzał na mnie złowrogo. Przeszły mnie okropne ciarki i to nie te wywołane przez chłód. Zaczęłam coraz bardziej odczuwać poczucie zagrożenia. Oddychałam szybko i głośno. Bałam się. Kiedy on drgnął i wyciągnął rękę w moją stronę to wstałam i zaczęłam uciekać. Wściekły ruszył za mną. Biegłam najprawdopodobniej po jego ogrodzie, obok basenu po trawie. Można bynajmniej rzec, że biegłam bo nogi miałam jak z waty. Nagle poczułam jak uderza we mnie wielki ciężar.
____________________________________________
Tagi: rozdział 59
20.05.2013 o godz. 22:15
W weekend dodam rozdział :)

A Was zapraszam w dalszym ciągu na nowy fanpage na facebooku :) adres w notce poniżej :)
Tagi: info
16.05.2013 o godz. 16:34
heeej! w końcu stworzyłam owy fanpage na facebooku :) będę poszukiwała adminek - dopiero jak uzbieram 150 lajków :)

zapraszam Was do polubienia i śledzenia mojej strony, kto wie może to akurat Ty będziesz współwłaścicielką :)

ZAPRASZAM! :)
Tagi: info
07.05.2013 o godz. 12:31
Rozdział gotowy, wstawiony więc mogę iść spokojnie spać :) witam serdecznie nowe czytelniczki, które dziś zarywają nockę aby doczytać szczegóły opowiadania od 1 rozdziału - podziwiam Was :) przypominam o formspringu, gg i poczcie :)

aha i cóż za los... przy pierwszym rozdziale prosiłam się o komentarze, przy 2,3,4,5,6... itd... no i przy 58 również proszę :D tak wiem jestem naiwna. ale kontroluję ilość odwiedzin na blogu i rośnie ona w niesamowitym tempie... jednak komentarza... hmm... ta liczba pozostaje statyczna :) polecajcie bloga dalej, wtedy będzie tu ciekawiej więcej opinii itp :) dobra mykam, znów się rozpisałam a oczy już mi się zamykają! haha :) podoba Wam się rozdział i zachowania głównych bohaterów? Jesteście w stanie stwierdzić kogo lubicie bardziej? Maxim czy Jusa? ZAGŁOSUJ! :) ( liczba głosów również będzie świadczyła o ilości Maximek - więc proszę zagłosuj tylko raz :)

ps. jest ktoś jeszcze kto che być powiadamiany? bardzo bym prosiła o numer gg :) w ogóle jeśli ktoś nie jest powiadamiany na gg to niech poda numer bo teraz ostatni raz będę powiadamiała na bloblo... - to czasochłonne i często są problemy, że zostaję wylogowana więc szybko, łatwo i zwinnie wychodzi mi na gg :)

dobranoc! udanej majówki życzę ! :*
_____________________________________
-Mogę was prosić, żebyście umówili mnie z menadżerem? Chciałabym zacząć skupiać się na karierze. Od śmierci mamy nie występowałam ani nie pojawiałam się publicznie. Pora zacząć normalnie żyć. Myślę, że mogę już zacząć prace nad płytą.
-Dasz teraz radę? – skrzywiła się Maria
-Tak – odpowiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę.
-Więc nie ma sprawy – uśmiechnęła się – dobranoc – wyszli i zamknęli drzwi. Miałam ochotę płakać. Obiecywałam sobie, że już więcej nie będę płakała z powodu chłopaka? Obiecywałam, więc pora wziąć się w garść. Od teraz będę silna… choć to nie będzie łatwe i z pewnością będę miała ogromne problemy…
***
-Maxim! – obudziły mnie krzyki dobiegające z parteru. Leniwie się przeciągnęłam i usiadłam do pionu.
-Co? – wydarłam się zsuwając nogi z łóżka i wkładając kapcie
-Zejdź na dół – odpowiedziała Maria Jose
-Już idę – przewróciłam oczyma i założyłam szlafrok. Podeszłam do lusterka i przelotnie się w nim przejrzałam. Moje włosy było lekko roztrzepane, prawie że w opłakanym stanie więc szybko związałam je w koka. Oczy już dziś nie były podpuchnięte od płaczu wręcz przeciwnie., widziałam w nich zapał do pracy. Zawiesiłam się lekko. Patrzyłam przez chwilę bez ruchu na swoje smutne odbicie… Po chwili skierowałam się ku drzwi i wyszłam z pokoju schodząc na dół do Maxa i Marii – cześć – rzuciłam „szczęśliwie”. Oni lekko zamurowani z uśmiechem się ze mną przywitali – jakieś plany? Rozprawa na którą? Kiedy wchodzę do studio? Zaplanowano jakieś wywiady? Spotkania z fanami? – mówiłam dość szybko przy czym robiłam sobie herbatę
-Na razie rozprawa została przesunięta na piątek – odpowiedział Max – masz zaproszenie do kilku stacji radiowych i programów, Ellen wysłała już chyba setne zaproszenie.
-Ustalcie terminy, przyjmuję każde zaproszenie – uśmiechnęłam się z obolałym sercem
-Będziesz miała cholernie napięty grafik, jesteś tego pewna? – zaprotestował Max
-Oczywiście a co mam innego do roboty? – wzięłam łyk herbaty
-Maxi, wszystko okej? – wstała Maria Jose i podeszła do mnie kładąc dłoń na moje czoło
-Jak najbardziej – uśmiechnęłam się i odsunęłam jej dłoń
-Jesteś rozpalona – warknęła z odrobiną humoru
-Zdaje ci się – odeszłam od stołu i weszłam na drugi schodek
-Maxim, wracaj mi tu w tej chwili – pogroziła mi
-No i co z tego, że jestem rozpalona? To nic takiego – pokazałam jej język i zaczęłam wchodzić po schodach – ubiorę się i wychodzę
-Sama? – zapytał Alex – to niemożliwe, nie pozwolę ci.
-Zadzwonię po Van – krzyknęłam wchodząc już do pokoju. Od razu zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżko. Szybko oddychałam. Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Poczułam ukłucie w sercu. Nasze promienne uśmiechy z wyświetlacza raziły mnie i sprawiały nieziemski ból. Jednak nie miałam odwagi zmienić tego zdjęcia. Zadzwoniłam do Van, że jestem w Nowym Jorku. Moja siostra od razu zaproponowała spotkanie. Po rozmowie z ciężkim sercem odłożyłam telefon i poszłam się ubrać. Nie zwracałam większej uwagi na wygląd, jednak nie chciałam też sprawiać wrażenia załamanej i pozbawionej sensu życia – jak jest naprawdę. Włosy zostawiłam tak jak miałam związane. Włożyłam bokserkę a na nią zwykłą białą zwiewną bluzkę i spodnie w niewielkie czaszki. Do dużej czarnej torebki wrzuciłam słuchawki, portfel, różne duperelki i kluczyki do mojego samochodu, tego co dostałam na urodziny. Złapałam telefon w jedną rękę a w drugą torebkę i zeszłam na dół – wychodzę – rzuciłam krótko i skierowałam się do drzwi. Max i Maria Jose leżeli wtuleni na kanapie i oglądali telewizję.
-Maxim mówiłem, ze nie wyjdziesz sama – wstał Max i splątał ręce na wysokości żeber
-Boo? – wytrzeszczyłam zirytowana oczy
-Po pierwsze jeszcze chyba do ciebie nie dotarło na jaką skalę jesteś popularna. Jestem za ciebie odpowiedzialny. Paparazzi zrobią wszystko aby zrobić jakaś sensacje albo złapać najlepsze ujęcie. Sama widziałaś jak wyjeżdżałaś z Justinem na wakacje ile razy napotkaliście się na ścieżce wojennej z paparazzi. Czytałaś ostatni artykuł? Jak opisali sytuację sprzeczki Justina z paparazzi przed twoim wylotem? Gdzie się podziała odpowiedzialna Maxim?
-Max, przestań… - burknęłam –nie potrzebuję przyzwoitki przez cała dobę! wychodzę i tyle! – zdenerwowałam się i wyszłam. Bez zastanowienia wsiadłam do samochodu i pojechałam po Van. W drodze towarzyszyło mi radio. Nie wiem czy to był dobry pomysł bo kilkakrotnie już usłyszałam, że wyjechałam a smutny Justin nie wyszedł z pokoju od momentu bijatyki z fotoreporterem. A o jego piosenkach to już nie wspomnę, co chwilę słyszałam jego pociągający głos. Chyba już całkowicie oszalałam. Jakieś 20 minut później podjechałam pod taty dom i czekałam aż Vanessa wyjdzie. Zrobiło mi się słabo więc wysiadłam z samochodu i oparłam się o maskę.
-Maxim! – po chwili z domu wybiegła Van. Strasznie się ucieszyłam, gdy ją zobaczyłam. Podbiegłyśmy do siebie i od razu mocno się przytuliłyśmy
–Ale się tęskniłam! – wciąż trzymałam ją w uściskach
-Wchodzisz do rodziców? – zaproponowała
-Nie, później się z nimi przywitam – uśmiechnęłam się i poszłyśmy zadowolone do samochodu. Kolejna osoba przed którą udaję, że wszystko jest w porządku.
-Więc jakie mamy plany? – uśmiechnęła się gdy wsiadłyśmy do samochodu
-Chciałabym kupić dom – odpowiedziałam
-Dom? – upewniła się
-Yhym – mruknęłam
-Super! Też bym tak chciała – podskoczyła na siedzeniu na co ja się zaśmiałam – a mieszkanie co Justin ci kupił? Nie będziesz już tam mieszkała?
-Nie – odpowiedziałam tracąc już wszelkie emocje. Zapanowała cisza po chwili cicho dodałam – sprzedaję je
-Dlaczego? – skrzywiła się. Napłynęły mi łzy do oczu. W końcu wiele przeżyłam z Justinem i wszystko się tak nagle skończyło.
-Zerwaliśmy – zjechałam na pobocze i ledwo wydukałam przez łzy
-Żartujesz?! – wytrzeszczyła oczy
-Nie, nie… naprawdę. Tak strasznie mnie to boli – schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać
-Nie wierzę w to co wygadujesz! – wyszeptała zszokowana. Nie byłam w stanie jej nic odpowiedzieć. Płakałam, bo było mi tego trzeba. Udaję, że jest okej, że jakoś przeżyję rozstanie, że Justin stał mi się obojętny. Może i sama siebie staram się oszukać, że dam radę. Ale czuję jak to zżera mnie od środka – jak do tego doszło? Zostawił cię?
-To zbyt delikatna sprawa… Nie chcę, żebyś zmieniła o nim zdanie.. – zanosiłam się od płaczu
-Nie zmienię, uważam, że to fantastyczny chłopak…
-No i niech tak pozostanie…
-Maxim, kocham cię i jesteś dla mnie najważniejszą osobą. Ale nie jestem w stanie ci pomóc jeśli nie powiesz mi o co chodzi – przytuliła mnie i gładziła moje włosy
-Justin mnie zdradził… - rozpłakałam się jeszcze bardziej – kocham go z całego serca ale wiem, że tego nie będę potrafiła mu wybaczyć… - Van patrzyła na mnie całkowicie zamurowana. Tego się spodziewałam. Ona tak samo jak ja nigdy nie spodziewała się – ale już sobie obiecywałam, że pora wziąć się w garść – otarłam drastycznie łzy i odpaliłam silnik – pokażę światu, że jestem silna i zapomnę o Justinie. Potrafię żyć jak dawniej.
-Maxim jesteś tego pewna?
-Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna – odpowiedziałam nie spuszczając wzroku z drogi
-A co z Justinem? – zapytała ostrożnie
-To już nie mój problem. Nie chcę o nim więcej słyszeć – syknęłam z łamiącym się sercem. Tak naprawdę wiedziałam o mu w duszy gra. A mianowicie cierpiałam niezmiernie. Z chwili na chwilę traciłam grunt pod nogami ale obiecywałam sobie, że go odbuduję i nigdy nie pozwolę go zburzyć.
***
-To już siódmy dom – podskoczyła z entuzjazmem Van
-Podoba mi się tu… - westchnęłam rozglądając się dookoła
-Mi też i to bardzo – podbiegła drzwi i spojrzała błagalnie na agenta nieruchomości
-Proszę – wyciągnął z uśmiechem rękę i podał jej klucze. Zaśmiałam się widząc brykającą jak małe dziecko Van.
-Kochanie, dobrze się czujesz? – wybuchłam śmiechem łapiąc się za brzuch
-Tak – jęknęła przedłużając – ale tu jest tak pięknie. Jestem pod wielkim wrażeniem…
-Ja również – posłałam jej uroczy uśmiech i weszliśmy do środka. Wnętrze była faktycznie fenomenalne na takim samym poziomie co zewnątrz. Agent wymieniał zalety owego domu i wszystkie oczywiste szczegóły. Przyznam, że nie bardzo przykuwałam uwagę do jego słów. Po prostu napajałam się tym pięknem i atmosferą - bardzo mi się tu podoba – wyszczerzyłam zęby w stronę Van posyłając jej również jednoznaczny uśmiech
-Bierzesz?! – krzyknęła podekscytowana – będziesz tu mieszkała?!
-Nie – odpowiedziałam obojętnie a ona od razu pozbyła się wszelkiego entuzjazmu – obie będziemy tu mieszkać! - zaczęłam skakać a ona razem ze mną
-Co ty wygadujesz?! – śmiała się
-Bałabym się mieszkać w tak wielkim domu sama – puściłam jej oczko i odwróciłam się do agenta – proszę przygotować na jutro umowę, dobrze? – uśmiechnęłam się promiennie
-Oczywiście. Jestem przeszczęśliwy, że mogłem panią pomóc – uścisnął moją i Vanessy dłoń
-A ja się cieszę, że poświęcił nam pan cały dzień – odpowiedziałam grzecznie i po raz kolejny rozejrzałam się po salonie – tu jest jak w bajce – potarłam dłonią o dłoń i zrobiłam szczęśliwy grymas. Pożegnaliśmy się z agentem, wcześniej jeszcze umawiając się na podpisanie umowy. Następnie pojechałam z Van do domu. Zdecydowałam, że jutro odwiedzę rodziców… pomyślałam „rodziców”? miałam na myśli raczej tatę i Mandy. Weszłyśmy do domu, gdy Maria Jose i Alex wychodzili.
-Gdzie się wybieracie? – zapytałam z zapchaną buzią jedząc batona.
-Jedziemy ułożyć z ekipą twój grafik uparciuchu – zaśmiała się Maria Jose i zmierzwiła mi włosy
-Cieszę się – odpowiedziałam biorąc kęs batona – Van u nas dziś śpi – mruknęłam przytrzymując rękoma usta aby ich zawartość mi nie wypadła. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać co znacznie poprawiło moje samopoczucie. O dziwo przez cały dzień nie pomyślałam o Justinie ani razu. Zmęczone poszłyśmy się wykąpać i opadłyśmy na moje łóżko – fajnie jest mieć cię obok siebie – przytuliłam się do Van
-Kocham cię – odwzajemniła uścisk – nie mogę uwierzyć, że będziemy razem mieszkały! – zaczęła rzucać się na łóżku jak głupia ja za to śmiałam się w niebogłosy
-Przestań – ledwo co brałam oddech – wariatka – pchnęłam ją a ona wciąż szalała
-Zaczynasz pracę nad płytą powiadasz? – westchnęła biorąc głęboki oddech. Leżałam na plechach z głową spuszczoną w dół
-Yhym – mruknęłam – przejrzę propozycję roli w filmach – kontynuowałam siadając – trochę się ich nazbierało a teraz mam wenę więc… - zaśmiałam się i wyjęłam z nocnej szafki swój notes
-Co to?! – Van dynamicznie wyrwała mi go z ręki
-Teksty piosenek. Zawsze jam mam wenę to po niego sięgam i wszystko w nim zapisuję – uśmiechnęłam się kładąc się z powrotem na plecy.
-To znaczy, że teraz masz wenę! – zadowoliła się
-Tak, może troszeczkę – zaśmiałam się – nie ważne
-Jak to nie ważne?! – puknęła się palcem w głowę - Zaraz wróci Alex z Marią Jose a co najgorsze z takim grafikiem – rozłożyła ręce ilustrując mi wielkość obowiązków
-Tak wiem – przedrzeźniałam się z nią – idźmy spać, jutro czeka nas ciężki dzień a mianowicie… - zaczęłam się śmiać
-Przeprowadzka! – zaczęła mnie przytulać – dobranoc –musnęła mój policzek i położyłyśmy się spać.
***OCZAMI JUSTINA***
-Justin zjedz coś – błagała mama siedząc na leżaku obok mnie. Minął drugi dzień bez Maxim. A ja czuję się coraz gorzej. Dzwoniłem do niej tysiące razy ale ani razu nie odebrała. Zdecydowałem się napisać sms:
„Tęsknię kochanie… :( „
-Mamo proszę przytul mnie – mruknąłem cichutko a ona od razu z uśmiechem do mnie podeszła 0 dziękuję, że ze mną jesteś…
-Nie dziękuj. Jestem tu bo cię kocham. Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejszy – pocałowała mnie w głowę – wstawaj kochanie, musimy się zbierać – dodała ciągnąc mnie lekko za rękę
-Już idę - wstałem i podszedłem do poręczy. Ostatni raz spojrzałem na lśniący basen. Ktoś rzekłby, że jestem beksa. Tylko zanim tak stwierdzi to niech na moment postawi się na moim miejscu. Straciłem najważniejszą osobę. Łzy wciąż napływają mi do oczu. Serce bije szybciej i boleśniej na myśl o Maxim..
-Justin, samolot nam ucieknie! – pośpieszyła mnie mama tym samym wyrywając mnie z zadumy
-Idę mamo – otarłem oczy i skierowałem się do walizek
-Synku, nie płacz. Wszystko powinno się jakoś ułożyć… - poklepała mnie po plecach. Posłałem jej średnio zimne spojrzenie i chwytając za walizki zszedłem na dół. Moja mama dotrzymywała mi kroku. Przed budynkiem czekało mnóstwo fanów. Na całe szczęście była ochrona, bo moja pomysłowa mama zgłosiła obsłudze, że opuszczamy hotel i przydałoby się kilku mężczyzn aby zapanować nad tłumem. Błyskawicznym krokiem minąłem im przed oczyma. Widziały mnie zaledwie kilka sekund. Przebiegłem z budynku prosto do otwartego samochodu. Zaraz dołączyła do mnie mama i od razu odjechaliśmy. Około godziny później byliśmy już na lotnisku. Standardowo, gdy mam takie samopoczucie chowam twarz i gnam w punkt docelowy. Złapałem mamę za rękę. Czekaliśmy już na samolot. Włączyłem tt i zrobiłem sobie zdjęcie.
„W końcu na lotnisku… Tęsknię…” + zdjęcie
***OCZAMI MAXIM***
-Wstawaj! – wrzasnęła Maria Jose ściągając ze mnie kołdrę
-Co jest? – krzyknęłam zdezorientowana
-Proszę – rzuciła mi jakiś notes
-Co to? – skrzywiłam się przecierając oczy. Vanessy już nie było w łóżku.
-Tak wygląda twój grafik – uśmiechnęła się szyderczo
-Jutro mam jeszcze wolne?
-Nie, jutro masz rozprawę… Justin jest już w NY… Było w telewizji. Przyleciał z mamą. Maxim on nie wygląda najlepiej – zmartwiła się
-No i co z tego? – skrzywiłam się obojętnie
-Wszędzie huczy, że najprawdopodobniej zerwaliście…
-Trudno – rzuciłam krótko i poszłam wziąć prysznic. Szybko się odświeżyłam i ubrałam. Następnie zrobiłam lekki makijaż i uczesałam włosy. Gdy wróciłam do pokoju siedziała już tam Van.
-Ależ jestem podekscytowana! – wstała od razu jak tylko mnie zobaczyła
-Ja też – uśmiechnęłam się
-Wyglądasz tak… mądrze… dorośle… - zaśmiała się i zaczęła przeglądać się w lusterku – tak jak dyrygentka. Tą sofę postaw tu. Te kwiaty mają stać tam – śmiała się jak głupia robiąc przy tym dziwne miny
-Przestań – pokiwałam bezradnie głową z uśmiechem i usiadłam na łóżko
-Pozwoliłam sobie zobaczyć na twoim telefonie, która jest godzina…. – usiadła obok mnie – masz wiadomość od Justina – spuściła wzrok i zatopiła go w podłodze. Ja sięgnęłam telefon i odczytałam owego sms
-Jedziemy? – odłożyłam obojętnie telefon i wstałam. Van skarciła mnie wzrokiem i odczytała sms
-To takie słodkie… - westchnęła chowając mój telefon do mojej torebki
-Tak, aż się chce wymiotować – burknęłam
-Słucham? – skrzywiła się
-Nie nic – zaśmiałam się i wyszłam z pokoju schodząc na dół – wychodzimy
-A śniadanie? – zapytała Maria Jose
-Zjemy coś na mieście – odpowiedziałam i wyszłam z domu idąc prosto do samochodu
-Maxim! Maxim udzielisz nam krótkiego wywiadu? – krzyczeli reporterzy stojący na chodniku. Zignorowałam ich i wsiadłam do samochodu czekając na Van, która za moment do mnie dołączyła. W milczeniu pojechałyśmy do centrum, gdzie w agencji byłyśmy umówione na podpisanie umowy.
***
-Oto wasze kluczyki – wyszczerzył żeby sam właściciel agencji – jeśli będziemy mogli w jakiś sposób pomóc to bardzo proszę o kontakt – uścisnął moją dłoń i przekazał nam kluczyki
-Dziękuję bardzo – odpowiedziałam uradowana – do widzenia – pożegnałyśmy się i pobiegłyśmy do auta aby jak najszybciej postawić stopę w naszym pierwszym domu.
-Nie uważasz, że powinnyśmy coś zjeść? – zapytała Van
-Zjemy coś w domu! – zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu po czym go odpaliłam i odjechałam. W drodze wykonałam telefon do firmy organizującej przeprowadzki aby wszystkie moje i Van rzeczy przewieźli do nowego domu. Rozmawiałyśmy też dużo o mojej nowej płycie. A co się z nią łączy… Trasa koncertowa. Jestem totalnie podekscytowana na samą myśl o powrocie na scenę. W końcu podjechałyśmy pod nasz nowy nabytek. Strasznie się cieszę bo z dzisiejszym dniem zaczynam tak jakby nowy rozdział w moim życiu. Weszłyśmy do środka i zaniemówiliśmy – to nasza dziupla – zaśmiałam się i zaczęłam biec – biorę większy pokój – wrzasnęłam a Van się ocknęła i zaczęła mnie gonić. Właściwie to zaczęła się gonitwa o pokoje. Cały czas się śmiałam. Dom był dość duży jak na dwie drobne osoby. Wparowałam do większego pokoju i zaczęłam krzyczeć na cały dom – zwycięstwo! – zaraz przybiegłam dysząca Vanessa wyklinając mnie pod nosem.
-Będziesz miała więcej do sprzątania – mruknęła sobie zacnie pod nosem
-Naprawdę?! – zaśmiałam się i wyjrzałam przez okno – ale warto. Mam przepiękny widok – w tym samym czasie ktoś zaczął dzwonić do drzwi. Z uśmiechem na twarz zeszłam na dół i otworzyłam. Byli to pracownicy, który przywieźli nam już część rzeczy. Resztę dnia spędziłyśmy na porządkowaniu wszystkiego. W mojej garderobie było mnóstwo miejsca więc nie było problemu aby wszyściutko ładnie poukładać. Miałyśmy również mnóstwo zdjęć, które porozstawiałyśmy po całym domu. Zanim się obejrzałam było już ciemno. Zdecydowałam, że pojadę odwiedzić rodziców i powiadomię ich o naszej przeprowadzce.
***OCZAMI JUSTINA***
Kolejny dzień spędziłem w łóżku. Nie mam ochoty na nic. Wciąż oglądam wiadomości i śledzę strony, które piszą o Maxim. O jej tt czy fb to już nie wspominam, co chwilę odświeżam stronę oczekując jakiegoś wpisu. Nie wiem nawet jak się trzyma. Strasznie się o nią martwię. Boję się spojrzeć jej jutro w oczy na rozprawie. Zastanawiam się czy powinienem się tam pojawiać, jak lepiej byłoby dla Maxim. Jednak stwierdzam, że będę przy niej w tych ciężkich chwilach nie uwzględniając naszej aktualnej sytuacji. Dochodziła północ. Maxim jest w tym samym mieście, ma tą samą strefę czasową, a nie ma jej obok mnie. Przechodziły mnie dreszcze. Chciałem wstać i wszystko porozwalać dookoła ale poskromiłem emocje. Odświeżyłem ponownie Maxim facebooka i tt. Ku mojemu zdziwieniu ukazał się wpis. Ogarnął mnie gorący płomień, pożerający mnie od środka :
„Ouuuu! Kochani, za mną ekscytujący i ciężki dzień. Nie myślcie, że jutro będzie lżej :) aczkolwiek dziś już jestem koszmarnie zmęczona. Słyszałam, że w sobotę widzimy się na gali MTV… no i w studio?! Ajajajajaj, tryskam endorfinami! Do jutra, dobranoc :* „ + zdjęcie
Co? Jej entuzjazm sprawia mi okropny ból? Przecież powinienem być szczęśliwy, bo ona jest szczęśliwa… Czyż nie tak? A może boli mnie jej neutralność w moim kierunku? Przekręciłem się na bok i zacząłem płakać od poduszki. Beczałem jak dziecko. Ledwo łapałem oddech. Po jakimś czasie zasnąłem.
***
-Mamo, kolejny raz z rzędu powtarzam ci, że nie jestem głodny! – warknąłem siedząc przy stole
-Kolejny raz? Chyba kolejny dzień! –zdenerwowała się – Justin głodzeniem się nic nie wskórasz! - odwróciła się do mnie plecami i wyszła z kuchni. Złapałem za widelec i mozolnie mieszałem nim w talerzu. Siedziałem przeszło pół godziny nad stołem a i tak nic nie zjadłem. Moim jedynym pożywieniem od trzech dni jest woda. Byłem już gotowy na rozprawę. Gotowy fizycznie, bo psychicznie ani troszkę. Kenny i Moshe czekali już na mnie przed drzwiami. Przemknąłem między budynkiem a samochodem i ruszyliśmy do sądu. Cały drżałem wewnątrz. Dojechaliśmy bardzo szybko. Był to ogromny budynek, przed którym było tysiące fotoreporterów. Z sądu doszło przeszło piętnastu ochroniarzy i zaczęli taranować mi drogę. Zdawałem sobie sprawę, ze po moich oczach widać iż całą noc przepłakałem ale nie mogłem nic na to poradzić. Paparazzi darli się do mnie zadając różne pytania. 99% dotyczyło mnie i Maxim. Bez uszczerbku dotarliśmy do środka. Tu w porównaniu z tym co się dzieje przed budynkiem jest anielska cisza i pustka. Cały sztab prowadził mnie pod salę sądową, gdzie miała się odbyć rozprawa. Usiadłem przed salą i ocierałem ciągle dłonią o dłoń, obie robiły się wilgotne. Rozprawa lada moment ma się rozpocząć co wiąże się z pojawieniem się Maxim. Po około 10 minutach nieubłagalną ciszę przerwał nasilający się szum przed budynkiem. Zza korytarza dochodziły szumy co oznaczało, że przyjechała Maxim. Takiego zamieszanie nie może wywołać byle jaka gwiazda. Głosy się nasilały. Robiło mi się coraz goręcej. Patrzyłem z niecierpliwością na ścianę zza której miała wyłonić się Maxi…
-Nie mamy za wiele czasu. Trzeba działać szybko a skutecznie – mówił gostek, który wyłonił się zza zakrętu z kilkoma innymi mężczyznami – ochroniarzami Maxim – Maxim zrozumiałaś? – nagle moje serce stanęło… Przestało bić. Zza zakrętu wyszła Maxim. Co prawda otoczona tak samo jak ja masą ochroniarzy ale gdy tylko ją ujrzałem to wstałem. Robiło mi się mrocznie przed oczyma. Nogi robiły się jak z waty. Traciłem kontrolę nad samym sobą. Jednak po chwili wszystko wróciło do normy i poczułem się lepiej. Maxim z bandą mężczyzn w garniturach – pomijając Marię Jose i Alexa – zbliżała się coraz bliżej mnie… znaczy Sali sądowej… no ale mnie! Nie wiedziałem jakiej mogę się spodziewać reakcji po Maxim. Byłem strasznie ciekaw co zrobi jak mnie zobaczy. W końcu nadeszła moja wyczekiwana chwila i Maxim idąc średnio szybkim krokiem, wędrując wzrokiem dookoła dostrzegła mnie wśród goryli – ochroniarzy.
Tagi: rozdział 58
03.05.2013 o godz. 02:38
KTOŚ SŁUSZNIE ZAUWAŻYŁ, ŻE OMINĘŁAM NASZĄ PIERWSZĄ ROCZNICĘ :( STWIERDZIŁAM, ZE MUSZE WAM TO JAKOŚ WYNAGRODZIĆ I DZIŚ W EKSPRESOWYM TEMPIE NAPISAŁAM OGROMNY ( moim zdaniem, bo jest naprawdę dłuuuugi ) 57 ROZDZIAŁ :) chusteczki w rączki, włączamy wyobraźnie i wyobrażamy sobie nawet najmniejsze szczegóły :)
Przygotowałam do tego rozdziału trzy piękne piosenki, są w liście odtwarzania, słuchajcie ich na okrągło przez cały rozdział :) w niektórych momentach podsunę Wam, którą kiedy lepiej słuchać (wedle mojego uznania ) a tak to ciągle, ciągłe! są cudowne :) dziękuję za wszystkie pytania na formspringu :) mam wielkiego banana jak widzę, że jednak ktoś zdecydował się tam zajrzeć :)
ps. kocham Wasze komentarze! hah, to może śmieszne ale co niektóre nawet sobie wydrukowałam bo dosłownie doprowadzają mnie do łez :)

ahh i jeszcze w późniejszym terminie dodam adres bloga jednej z Maximek ( tylko musi mi go wysłać POPRAWNIE :p ) Buziaczki, papa ! :) dziś nie usnę bo będę co chwilę sprawdzała Wasze emocje po przeczytaniu rozdziału! jestem mega podekscytowana!

________________________________________________________
-Nie Maxim… - westchnąłem - chcę z tobą porozmawiać… Poważnie porozmawiać… - wydukałem ledwo co - Tylko odpowiedz mi na jedno pytanie – moje oczy znów się zaszkliły a serce pracowało w całkiem innym rytmie niż zawsze - Kochasz mnie?
-Justin proszę, nie strasz mnie – zaczęła nerwowo mrugać oczyma
-Kochasz? Tak szczerze, prawdziwie?
-Oczywiście…
-Nie wiem jak to co usłyszysz wpłynie na nasz związek ale wiedz, że jesteś dla mnie najważniejsza, nic innego się nie liczy – złapałem ją za dłoń a ona zmrużyła wzrok
-Justin, przerażasz mnie – westchnęła lekko się czerwieniąc
-Maxim, muszę ci to powiedzieć bo inaczej nie będę mógł normalnie funkcjonować. To zżera mnie od środka… Chodzi o wczorajszy wieczór – zacząłem a ona błyskawicznie mi przerwała
-Zostawmy już ten wieczór w spokoju, zapomnijmy o tym. Justin wiem, wczoraj mogłeś robić różne rzeczy ale jakoś tak szczerze ci ufam i nie wymagam od ciebie spowiedzi… Kochanie. Ufam ci. Nie martw się. – uśmiechnęła się i w tym momencie zadzwonił jej telefon, który odebrała zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Bezradnie spuściłem głowę i patrzyłem załamany na podłogę – dziękuję za telefon. Na pewno się pojawię – powiedziała z nieco mniejszą dawką energii. Odłożyła telefon i słodko się do mnie uśmiechnęła – Dostałam właśnie ważny telefon. Pojutrze jest rozprawa w Nowym Jorku… Muszę się na nią wstawić.
-Maxim, ale ja naprawdę chcę z tobą porozmawiać – westchnąłem biorąc głęboki oddech
-Wolę się przejść – złapała mnie energicznie za dłoń i pociągnęła w stronę drzwi – ale chwila – przystanęła i spojrzała na mnie. Po chwili zastanowienia dwoma palcami wskazującymi ukształtowała na moich ustach uśmiech – tak jest o wiele lepiej. Masz cudowny uśmiech, więc powinieneś więcej się uśmiechać – zaśmiała się i otworzyła drzwi po czym wyszliśmy. Szedłem w milczeniu, co Maxim nadrabiała bo usta jej się nie zamykały. Wędrowaliśmy średnio szeroką ścieżką przez śliczny park. Dużo ławek, zieleni i fontanna na środku. Wprost fenomenalnie. Jednak nawet wspaniały nastrój nie poprawia mojego samopoczucia. W głowie kłębiło mi się tysiące myśli. Przed oczyma wszystko wirowało. Coś niekorzystnego przejęło nade mną kontrolę. Zawróciłem i szedłem w stronę hotelu.
-Wracamy mam rozumieć? – zaśmiała się Maxi
-Nie mam ochoty na żaden spacer – warknąłem chłodno
-Okej, okej – złapała mnie pod ramię.(…)
Krążyłem po pokoju, gdy Maxi była w łazience. Dlaczego ja mam z tym taki problem? Dlaczego nie mogę tego po prostu puścić w niepamięć, tak jak prosiła Maxim? Nasuwało mi się mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Moja ukochana wyszła z łazienki i z szerokim uśmiechem wyszła na taras zaciągając się morskim powietrzem.
PIOSENKA Z PLAYLISTY NR. 2
-Dość! – warknąłem i pociągnąłem Maxim za rękę aby usiadła na łóżko. Spojrzała na mnie pytająco. Brałem głęboki wdech i wydech. W duszy toczyłem walkę: powiedzieć czy zachować to tylko dla siebie.
-Justin? – skrzywiła się – co się z tobą dzieje? To zaczyna być powoli męczące, nie uważasz?
-Wczoraj… - złapałem się za głowę stojąc przed Maxim
-Prosiłam cię, żebyśmy nie wracali do tego… - wzięła wielki bezradny oddech i skupiła wzrok na tarasie za moimi plecami – nie wracajmy…
-Zrobiłem coś głupiego… - szepnąłem i przykucnąłem przed nią
-Z pewnością nie jedno… No ale myślę, że mnie nie zdradziłeś co? – zaśmiała się… A ja spuściłem głowę. Zapanowała cisza – Justin? – zapytała niepewnie. Wciąż panowała cisza. Nie wiedziałem co powiedzieć. Na Maxim twarzy pojawił się grymas a po chwili przekształcił się w łzy – czyli o tym ze mną chciałeś porozmawiać?! – mówiła, szybko oddychając – jaka ja jestem naiwna! – wstała i zaczęła krążyć w kółko po pokoju – jeśli to prawda to przyznam, że nigdy, przenigdy się tego po tobie nie spodziewałam
-Maxim, to dla mnie nic nie znaczyło. To był tylko taki chwilowy impuls – szepnąłem wpatrując się w podłogę
-Chwilowy impuls? – wrzasnęła – jak ty możesz to tak tłumaczyć? Stosunek ze mną to też chwilowy impuls?! – krzyczała nie zmieniając tonu, jedynie podkreśliła „chwilowy”
-Maxim… - podszedłem do kręcącej się po pokoju, zdenerwowanej wręcz wściekłej Maxim.
-Wiesz co? – popatrzyła mi prosto w oczy. Jej twarz była przepełniona bólem
-Nie mogłem tego ukrywać. Za bardzo cię kocham… - wypuściłem powietrze robiąc smutną minę. Wszystko się we mnie gotowało. Wiedziałem, że mogę się spodziewać wszystkiego. Po Maxim policzku ciekło coraz więcej łez a jej oddech błyskawicznie przyśpieszał – bolało mnie, że widzę twój uśmiech a…
-Gdybyś mnie kochał to byś tego nie zrobił! – warknęła próbując szybkim krokiem wyjść z pokoju ale złapałem ją za ramiona. Patrzyłem jej prosto w oczy. Powoli tracąc ostrość, przez napływające łzy – to okropne z twojej strony… Wy faceci…. Szkoda słów.
-Kochanie – nie powstrzymałem płaczu i się rozkleiłem – nie byłem wtedy sobą… jesteś dla mnie wszystkim… - po tych słowach Maxim zaczęła płakać. Przytuliłem ją z całych sił .
-Puszczaj mnie! – wyszarpała się i odwróciła się ode mnie. Zacząłem w myślach sam siebie karcić, że je o tym powiedziałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że lecząc moje sumienie zrobię ogromną krzywdę Maxim.
-Jesteś skończonym idiotą! – zanosiła się od płaczu i zaczęła pakować rzeczy do swojej torby.
-Nie rób tego – szepnąłem błagalnym głosem, w prawdzie płakałem jak małe dziecko
-Co ty sobie wyobrażałeś?! – klęcząc nad torbą schowała twarz w dłonie, słyszałem wtedy jedynie głośne bolesne szlochanie – myślałeś, że jak mi o tym powiesz to będziemy żyli długo i szczęśliwie? Nigdy nie prosiłam cię o wierność, bo wiedziałam, że dla ciebie to jest oczywiste. Raczej myślałam... Nawet nie wiesz jaki sprawiłeś mi ból… to koniec Justin… - mówiła zanosząc się od płaczu – to dla mnie za wiele. Znosiłam dużo, ale tego już nie dam rady… - serce mi się krajało. Myślałem, że nie przeżyję tych słów.
-Nie rób tego… Błagam… - klęknąłem obok niej. Czułem jak się duszę. Brakowało mi powietrza, brakowało mi Maxim.
-To nie to czego szukasz… - otarła łzy i wstała.
***OCZAMI MAXIM***
Zszokowana tym wszystkim nie wiedziałam co mam robić. Z całego serca ufałam Justinowi. Zawsze uważałam, że co jak co ale zdradzić mnie nie zdradzi. To okropne, kiedy człowiek tkwi w tak wielkim błędzie. Widziałam, że Justin cierpi, bolało mnie to ale jeszcze większy ból sprawiała mi myśl, że trzymał w objęciach inną dziewczynę. Pieścił ją swoim dotykiem i posyłał promienne, pełne pożądania uśmiechy. Przeszedł mnie okropny dreszcz. Justin klękał przed moją walizką. Ja wciąż ocierając łzy ze swoich policzków rzucałam do niej ostatnie rzeczy. Wzięłam z łazienki kosmetyczkę i włożyłam ją do torby. Gdy schyliłam się aby ją zamknąć Justin rzucił się na mnie.
-Błagam cię Maxim! – płakał jak dziecko. Trzymał mnie mocnym uściskiem za nadgarstki. Rozpłakałam się. On z żalem patrzył mi w oczy – jestem człowiekiem. Popełniam błędy… - jego ścisk delikatnie się poluźnił ale wciąż sprawiał mi ból. Zarazem fizyczny jak i psychiczny.
-Mam gdzieś twoje ciągłe tłumaczenia „ jestem człowiekiem” – szarpnęłam rękami aby wyrwać ręce – w kółko i w kółko powtarzasz, że jesteś człowiekiem – krzyczałam – ja też jestem! Ale nie robię głupot! Nie przychodzę do ciebie z dnia na dzień i cię nie zostawiam, bo prawdopodobnie przestałam cię kochać a po miesiącu wracam, nie olewam cię tak jak ty wiecznie mnie, nie ignoruję twoich sukcesów i porażek! Jestem z tobą! Wspieram cię! – wrzasnęłam i rozpłakałam się jak dziecko – w zasadzie byłam… wspierałam… - obniżyłam zdecydowanie ton głosu - zdaję sobie sprawę, że być może nie raz sprawiłam ci ból… ale nigdy nie zwątpiłam w to, że cię kocham. Nigdy nawet nie pomyślałabym, żeby cię zdradzić. To mnie przeraża…
-Kocham cię, jestem tego pewien! – szlochał
-Nie Justin. Utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że jednak nie wiesz sam co czujesz. Już nawet nie chcę wiedzieć co to za dziewczyna była! Byłam naiwna, prawda? – przetarłam łzy i zapięłam walizkę
-Maxim, co ty wygadujesz? – złapał za rączkę od walizki i nie chciał jej puścić
-Prawdę… Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale na początku naszego związku wyjawiłam ci najgorszy koszmar z mojego życia. Przypominam, że nie jesteś pierwszym chłopakiem, który mnie tak boleśnie zranił… Jesteś jak Nick… a z nim nie chcę mieć już nic wspólnego… Tak samo jak z tobą… Żegnaj Justin. - odwróciłam się na pięcie i rozryczałam się jak dziecko, hamując jakiekolwiek odgłosy płaczu. Nie wytrzymałam napięcia wiszącego w powietrzu i wyszłam z pokoju. W windzie troszeczkę ogarnęłam twarz aby nie było widać, że płakałam i zeszłam przed hotel po czym wsiadłem do jednej z taksówek.
-Do jakiegoś hotelu, motelu czy gdziekolwiek poproszę – zamknęłam drzwi i kierowca ruszył. Całą drogę płakałam. Teraz już wiedziałam, że nie będę w stanie pokochać już nikogo więcej. Dwukrotnie zostałam zraniona, ogromnym ciosem, który rozdzierał mnie na pół. Nasunęłam okulary na twarz, gdy taksówka się zatrzymała. Kierowca pomógł mi z walizką. Zaniósł ją do recepcji, gdzie stamtąd zabrali ją pracownicy hotelu, w którym teraz wynajęłam pokój. Będąc już w hotelu omijałam wszelakich fanów i osoby zainteresowane autografem lub zdjęciem. Pracownik zaprowadził mnie do pokoju. Wciąż powstrzymywałam płacz. Myślę, że na wyzbycie się wszelakich emocji najlepszy jest płacz. Grzecznie mu podziękowałam i zamknęłam drzwi. Powoli rozejrzałam się po pomieszczeniu. I wpadłam w szał. Zaczęłam płakać na głos. Z bezradnością opadłam na podłogę i próbowałam wyrównać oddech, lecz na marne. Nie do końca dochodziło do mnie co się stało. Byłam wściekła na siebie i na Justina. Wciąż próbowałam sobie wytłumaczyć jego zachowanie. Ale jedno jest nie do ukrycia. Justin już od pewnego czasu wykazywał obojętne uczucia. Zachowywał się coraz to doroślej, zapominając o podstawowych wartościach. Tak cholernie potrzebowałam teraz kogoś aby mnie przytulił.
-Justin, ty cholerny idioto – płakałam boleśnie. Przed oczyma miałam wciąż najwspanialsze chwile spędzone z Justinem. Ból przeszywał mnie na wskroś, gdy zdałam sobie sprawę, że już nigdy one nie powrócą. Wiem, jestem tego w stu procentach pewna, że wszystko między mną a Justinem jest już zakończone…
***OCZAMI JUSTINA***
PIOSENKA Z PLAYLISTY NR. 3
Cały pieprzony senes mojego życia właśnie wygasł. Teraz mogłem jedynie błagać Maxim na kolanach prosząc o wybaczenie… Jednak z pewnością to i tak nic już nie pomoże. Myliłem się, gdy liczyłem na wyrozumienie z jej strony. Rozumiem ją z całego serca. Nie wiem dlaczego nie pomyślałem o jej uczuciach? Przecież wiedziałem, że Nick ją zdradzał na każdym kroku. Czyżbym o tym zapomniał? Uleciało mi to uwadze? Przemyłem zapłakaną twarz chłodną wodą. Patrzyłem się w lustro stojąc nad umywalką i opierając się na prostych rękach o blat. Pojedyncze krople wody kapiące z mojej twarzy przykuły moją uwagę. Nie potrafiłem długo się na siebie patrzeć. Mój oddech przyśpieszał jak szalony. Traciłem oddech. Wrzasnąłem do lustra. Oczy miałem całe czerwone i napełnione ogromnymi kroplami łez scalającymi się w jedność. W jednym momencie złożyłem dłoń w pięść i uderzyłem w lustro, które rozprysło się w tysiące kawałków. Na mojej dłoni polała się krew. Miałą ciemno czerwony kolor. Rozbeczałem się jak dziecko i zacząłem wszystko rozwalać. Jednym złowrogim ruchem zsunąłem wszystkie kosmetyki stojące na blacie. Większość zawartości balsamów czy żelów pod prysznic się rozprysnęła. Byłem zdruzgotany. Zawsze, kiedy jestem w takim stanie to pragnę porozmawiać z mamą. Wszedłem do pokoju kopiąc wszystko co napotkałem na swojej drodze. Z każdą kolejną sekundą traciłem nad sobą kontrolę. Szarpnąłem za pościel na łóżku i rozrzuciłem ją po całym pokoju. Po chwili opadłem na podłogę opierając się plecami o łóżko. Z drżącymi od płaczu rękoma wziąłem telefon i wykręciłem mamy numer. Zawszę mogę na nią liczyć.
-Mamo? – wydukałem zapłakanym głosem i położyłem się na podłogę kuląc się jak małe dziecko -
-Justin? Coś się stało? – od razu usłyszałem jej poważnie zaniepokojony głos
-Masz najgorszego syna na całym świecie. Nie potrafię o nic zadbać. Ranię najbliższe mi osoby… - szlochałem
-Kochanie co ty wygadujesz? – od razu przypomniało mi się jak Maxim zadała mi takie samo pytanie
-Mamo, pomóż mi! – krzyczałem z płaczem wijąc się po podłodze– ja tego nie wytrzymam
-Synku, powiedz mi co się stało? Gdzie ty jesteś? Gdzie jest Maxim? Nic jej nie jest? Mów mi.. – skręciło mnie, gdy zapytała o Maxim
-Zostawiła mnie. Zraniłem ją. Strasznie ją zraniłem – nie potrafiłem skleić porządnie zdania i mówiłem zagadkami
-Gdzie jesteś? Przylecę do ciebie. Co się stało? Boże, nie wiem o co mam pytać, tyle pytań mi się nasuwa na myśl. – moja mama jest strasznie wrażliwa i gdy wyczuwa, że coś jest u mnie nie tak dzieli się ze mną uczuciami. Tak było i tym razem.
-Jestem na Hawajach. Przyjedź proszę…. – ostatkami sił rozłączyłem się i zamknąłem oczy.
***OCZAMI MAXIM*** - następny dzień
W ogóle nie zmrużyłam oka. Całą noc siedziałam i ubolewałam. Zastanawiałam się czy nie powinnam dać Justinowi kolejnej szansy. Jednak stwierdziłam, że nie zasługuje. Wiele razy wybaczałam mu różne przewinienia, do których i tak wracał. Dlatego boję się, że gdybym dała mu szansę to znów by mnie zdradził. Wczoraj napisałam do Alexa aby po mnie przyleciał. Nie chciałam sama wracać. Muszę się przygotować na jutrzejszą rozprawę, na której niestety koniecznie muszę się pojawić. Alex z Marią Jose mają być za kwadrans. Nie powiedziałam im, że rozstałam się z Justinem. Siedziałam na skrawku łóżka i patrzyłam w jedno miejsce z okularami zsuniętymi na oczy, które było w okropnym stanie. Po kilku minutach dostałam wiadomość, że samochód czeka przed hotelem. Wstałam biorąc walizkę i wyszłam z pokoju. W recepcji uregulowałam rachunek i wyszłam przed hotel. Samochód stał po drugiej stronie koło parku. Ciągnąc walizkę szłam w tamtym kierunku. Moim nieodłączalnym elementem byli paparazzi.
-Maxim! – usłyszałam znajomy głos i ujrzałam Justina koło czekającego na mnie auta. Wyglądał koszmarnie, jak nie on. Domyślam się, że on również nie przespał całej nocy. Na dodatek miał owiniętą rękę w przekrwiony bandaż bandaż.
-Idź stąd – warknęłam przez zęby, gdy do mnie podbiegł.
-Nie możesz wyjechać. Porozmawiajmy. Musisz mi wybaczyć. Błagam! Nie potrafię żyć bez ciebie… Zrozum, tylko ty się liczysz – dotrzymywał mi kroku. Musieliśmy przed paparazzi udawać, że wszystko jest w porządku. Więc szłam jak gdyby nigdy nic Jednak oni powoli zaczęli „wchodzić nam na głowę”
-Nie mamy o czym rozmawiać – powiedziałam sucho i przyśpieszyłam
-Pieprz się frajerze! – wrzasnął Justin na co się gwałtownie odwróciłam. Mój było chłopak pchnął jednego z paparazzi, tamten jednak nie dawał za wygraną i wciąż robił zdjęcia.
-Justin! – krzyknęłam wrogo aby przywołać go do porządku
-Wynoś się powiedziałem! – krzyknął i gdy tamten uparcie robił zdjęcia Justin zaczął się z nim szarpać. Kolejni paparazzi podbiegli i zaczęli robić zdjęcia
-Justin przestań! A ty nie rób tych cholernych zdjęć! – pogroziłam paparazzi. W ogół zaczęli schodzić się ludzie. Złapałam Justina za ramię odciągając go od mężczyzny – opanuj się – szepnęłam
-Pieprzone gwiazdeczki! Może marihuany Justin? – krzyknął szyderczo zaatakowany przez Justina paparazzi, który oddalił się o kilka metrów. Na te słowa Justin wpadł w szał i zerwał się w pogoń za mężczyzną w wyniku czego spadł mu but
-Justin daj spokój! – krzyknęłam podnosząc czapkę, która wymsknęła się Justinowi z ręki. Wkurzony brązowooki chłopak wrócił się po buta. Podtrzymałam go, gdy zakładał buta – zadowolony? – syknęłam przez zęby i odwróciłam się do reporterów – dajcie nam w końcu spokój! – machnęłam rękom i wsiadłam do samochodu.
-Maxim, porozmawiajmy – mówił Justin przez szybę
-Justin. Zrozum nie potrafię nawet na ciebie patrzyć! Nie masz dla mnie po prostu szacunku. Zniknij z mojego życia raz na zawsze – rozpłakałam się i zamknęłam okno. Czułam się jak ostatni śmieć.
***OCZAMI JUSTINA***
Maxim zamknęła przede mną szybę i jej samochód ruszył. Zrozumiałam, że już wszystko stracone. Teraz nie wiem, kiedy ją w ogóle zobaczę.
-Justin czy w waszym związku jest coś nie tak? – zapytał jeden z dziennikarzy
-Pierdol się! – warknąłem i trąciłem go ramieniem, gdy szedłem do samochodu. Przy Maxim nie odważyłbym się na takie wyrażenie. Znów napłynęła mnie fala nienawiści do całego świata. Fala załamania. Fala obrzydzenia samym sobą. Wróciłem do hotelu i do swoich czterech ścian. Wróciłem również do wczorajszego stanu. Leżałem na podłodze i opłakiwałem swój los. Było mi cholernie ciężko na sercu. W pokoju panował okropny bałagan. Wszystko było porozrzucane dookoła, nic nie było na swoim miejscu, przez co podłoga była niemalże niewidzialna. W łazience oczywiście pełno rozpryskanego szkła.
***
Było około siedemnastej a do mojego pokoju nagle ktoś zapukał. Leżałem na podłodze wtulony w koc pod którym całkiem niedawno spała Maxim. Nie miałem ochoty nikogo widzieć. Po kilku minutach pukanie ucichło. Odczułem ulgę i widząc na swoim telefonie zdjęcie Maxim rozpłakałem się jak nigdy. Od wczoraj moje życie jest jak jeden wielki bałagan. Nic nie daje mi jakiejkolwiek satysfakcji. Moim nieodłącznym przyjacielem są gorzkie łzy. Czułem się jak dziecko, które nie wiedziało czego chce. Kląłem na siebie za to jaki jestem głupi. Nagle do mojego pokoju ktoś włożył klucz i przekręcił. Toż to nawet nie podniosłem głowy. Dalej leżałem koło między łóżkiem a drzwiami balkonowymi. Drzwi się otworzyły i od razu usłyszałem zatroskany głos mamy.
-Boże synku mój kochany! – wbiegła i od razu mnie przytuliła. Zrobiłem to samo na jej widok od razu usiadłem i zacząłem beczeć jak niemowlę.
-Mamo – jęczałem
-Co tu się stało? – rozejrzała się po czym spostrzegła moją dłoń – boże! To trzeba opatrzeć! Gdzie masz apteczkę? – zerwała się
-Mamo daj spokój. Po prostu mnie przytul – poprosiłem ją a ona robiąc smutną minę wyciągnęła ręce po czym mnie mocno przytuliła. Troszeczkę się uspokoiłem.
-Opowiesz mi co się stało? – zapytała cichutko gładząc moje włosy
-Maxim mnie zostawiła. Wątpię aby były jakiekolwiek szanse aby coś się zmieniło… - westchnąłem ocierając łzy. Było mi wstyd przyznać się mamie, do czego się posunąłem dlatego starałem się odbiegać od przyczyny. Jednak to chyba było nieuniknione
-Jak to? Kochanie, to niemożliwe ona za bardzo cię kocha – uśmiechnęła się kącikiem ust
-Nie mamo, wiem co mówię
-Kochanie, każdy miewa kłótnie, uwierz mi, że to jest całkowicie normalne – spojrzała na mnie ze współczuciem
-Ale nie każdy zdradza – przełamałem się i po wypowiedzianych słowach wtuliłem się w mamę i zacząłem płakać
-Justin chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Maxim cię zdradziła? Bo w to nie uwierzę – skrzywiła się poważnie.
-To nie Maxim, mamo… - szepnąłem przez łzy niemalże niesłyszanie
-Czyli ty i Maxim współżyliście?
-To nieistotne… - odpowiedziałem siadając
-Zdradziłeś Maxim? – wytrzeszczyła oczy – Justin uprawiałeś miłość z inną dziewczyną?! – załamała się. Mama jest głęboko przewrażliwiona jeśli chodzi o te sprawy. Dla niej sex to nie zwykłe przeżycie. Dla niej to wyraz miłości, uważa, że seks powinno uprawiać się z tą jedyną ukochaną osobą - Co ty żeś narobił? – przeraziła się
-Nie potrafiłem tego przed nią ukrywać. To zżerało mnie od środka. Ona jest dla mnie wszystkim. Jest całym moim życiem… - mówiłem jak narkoman.
-Nie tak cię wychowałam Justin.. – stwierdziła bezradnie – wiesz, że dla kobiety zdradza to jest coś najgorszego co tylko może istnieć. Jeśli zdradzasz to znaczy, że nie kochasz.
-Mogę coś zrobić? Myślisz, że mi wybaczy? – bawiłem się rąbkiem koszulki
-Nie chcesz, żebym odpowiadała ci na to pytanie – otarła mi łzy z policzków – powinieneś odpocząć, wyglądasz koszmarnie. Prześpij się a potem pomyślimy co dalej.
***OCZAMI MAXIM***
PIOSENKA Z PLAYLISTY NR. 1
W samolocie wciąż myślałam o nikim innym jak o Justinie. W słuchawkach leciała piosenka do której miałam ogromny sentyment. Słuchałam jej zawsze jeśli miałam tzw. doła. Maria Jose podsunęła mi laptopa z nieciekawym artykułem:

Justin Bieber POBIŁ fotografa?! Maxim McCann jest wściekła. Nowe ZDJĘCIA
Justin Bieber nie wytrzymał i pobił fotografa, który kręcił się za blisko niego Maxim McCann. Dziewczyna Justina Biebera najwyraźniej jednak nie doceniła tego gestu... i po prostu ostro go opieprzyła! Mamy nowe zdjęcia, tuż po incydencie.
Maxim już w trakcie zajścia próbowała odciągnąć Justina Biebera od fotoreportera. Niestety nieskutecznie, jak twierdzi paparazzo doszło do pobicia. Fotograf wezwał policję. Justin Bieber nie czekał jednak na przybycie policjantów. Wściekła Maxim nawyzywała Justina i po prostu sama odjechała. Tuż po tym Justin pchnął drastycznie paparazzi i postanowił odjechać. Jest jeszcze jedna wersja: podobno Maxim McCann próbowała Justina przekonać, żeby to on wysiadł z auta i poczekał na policję. Niestety znów bezskutecznie.
Nie wydaje Wam się, że Justin Bieber zachował się nieodpowiedzialnie? Bronił swojej ukochanej? Nie powinien poczekać na policję?


-To prawda? – skrzywiła się Maria Jose
-Nie chcę do tego wracać – nasunęłam na siebie koc i odwróciłam głowę.
-Powiesz mi co się stało? – zapytała sympatycznie Maria
-Daj mi troszkę czasu, proszę… - wymamrotałam przez zaszklone oczy
-
„ Do Justina Biebera po burzliwej kłótni z Maxim McCann przybyła na pomoc mama. Z relacji świadków wynika, że Pattie Bieber nie mogła dostać się do pokoju syna wiec poprosiła o dodatkowy klucz. Te same osoby widziały też jak Justin wrócił do hotelu po bójce z fotografem i kłótnią z Maxim McCann „ Wyglądał strasznie. Miał totalnie podkrążone oczy od płaczu i drżały mi dłonie. Poprosiłam go o autograf to zapłakanym głosem odpowiedział krótko – nie teraz, przepraszam. Gdybym wiedziała, że biedak miał taki ciężki dzień to nawet nie prosiłabym go to. Chyba nie powinnam tego mówić ale z zaszklonymi oczyma wyglądał przesłodko.” Donosi świadek. Dodatkowo osoby z otoczeni Biebera twierdzą, że Pattie strasznie martwi się o synka, który ostatnio zmienił się nie do poznania. Mama Justina poprosiła Maxim o pomoc i ma jednak nadzieję, że dziewczyna błyskawicznie naprostuje jej syna, bo ponoć ma na niego bardzo dobry wpływ.
– czytała a ja próbowała usnąć. Jednakże wciąż wędrowałam myślami do Justina. Faktycznie Pattie do niego pojechała? Chciałabym przestać myśleć o tym wszystkim. Lot do NY prawie dobiegł końca. Pilot kazał zapiąć pasy i przygotować się do lądowania. Patrzyłam się za okno i wsunęłam słuchawki z powrotem. Gdy zeszliśmy z płyty lotniska zaatakowała nas masa paparazzi. Max objął mnie ramieniem. Ja ze słuchawkami w uszach skuliłam się i szłam szybko do samochodu. Marzyłam aby jak najszybciej być w domu. Pojechaliśmy do domu, który zaczęliśmy wynajmować gdy przyjechałam do NY na galę. Właśnie wtedy poznałam Justina. Fakt faktem bycie tu sprawiało mi ogromny ból. Weszłam do swojego fioletowo białego pokoju. Przypomniało mi się jak Justin przyjechał do mnie w środku nocy aby pomóc napisać mi piosenkę. Siedzieliśmy wtedy przy lampce. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Postawiłam torbę koło łóżka i poszłam wziąć kąpiel. Nalałam pełną wannę wody i dolałam żelu przez co zrobiło się wiele piany. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Rozmyślałam. Przez ostatnią dobę tylko to robię… Płaczę i rozmyślam… Przesłodki uśmiech Justina widziałam wszędzie. Dosłownie wszędzie. Po krótkim relaksie w wannie wytarłam się i ubrałam w piżamę zakładając spodnie i białą bokserkę. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam na łóżku siedzącym Marię i Alexa. Wiedziałam czego ode mnie oczekują. W pokoju było ciemno, jedynie jedna lampa stojąca w rogu dodawała troszeczkę promienia.
-Po prostu to nie to czego szukamy – oznajmiłam im przez zaszklone oczy
-Nie kłam – zaprotestował Alex – za bardzo się kochacie. Maxim, to widać. Widać kiedy ludzie się nienawidzą a kiedy nie widzą nic poza sobą. Jest jedna zasadnicza różnica.
-Rozumiem, że nie chcesz nam powiedzieć co jest prawdziwym powodem waszego rozstania? – zauważyła słusznie Maria
-Ja… Ja po prostu… Ah… Nie chcę abyście zmienili zdanie o mnie lub o Jus… - ciężko przechodziło mi to imię przez gardło
-Justinie – dokończyła Maria
-Tak, właśnie..
-A jeśli zagwarantujemy ci, że tak się nie stanie?
-Maxim, to chyba nie jest definitywny koniec waszego związku? – zapytał Max
-Koniec. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego… - stwierdziłam i usiadłam do nich na łóżko
-Zdradził cię? – wypaliła Maria a Max posłał jej złowieszcze spojrzenie
-Nie musisz odpowiadać na te pytanie – wtrącił pośpiesznie Max a ja otarłam spływającą łzę po moim policzku – dobra… Śpij dobrze, nie będziemy cię już męczyli. Jeśli będziesz czegoś potrzebować to wiesz gdzie nas szukać – uśmiechnął się kącikiem ust
-Mogę was prosić, żebyście umówili mnie z menadżerem? Chciałabym zacząć skupiać się na karierze. Od śmierci mamy nie występowałam ani nie pojawiałam się publicznie. Pora zacząć normalnie żyć. Myślę, że mogę już zacząć prace nad płytą.
-Dasz teraz radę? – skrzywiła się Maria
-Tak – odpowiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę.
-Więc nie ma sprawy – uśmiechnęła się – dobranoc – wyszli i zamknęli drzwi. Miałam ochotę płakać. Obiecywałam sobie, że już więcej nie będę płakała z powodu chłopaka? Obiecywałam, więc pora wziąć się w garść. Od teraz będę silna… choć to nie będzie łatwe i z pewnością będę miała ogromne problemy…

Tagi: rozdział 57
20.04.2013 o godz. 21:54
-Już wziąłeś więc co pytasz? – zaśmiał się – kajdanki zdejmiemy na dyżurce – powiedział i pokazał mi drogę. Szedłem a on za mną koło dyżurki ujrzałem moją małą, kochaną Maxim. Niestety na jej widok przywołało mi się wspomnienie z dzisiejszego wieczoru. Próbowałem się jego pozbyć ale sama myśl o tym, że mam się z nią uśmiechać i zatajać szokującą o mnie prawdę przyprawiła mnie o dreszcze. Nie wiem czy będę mógł żyć z takim kłamstwem, czy będę musiał wyjawić jej tą okropną rzecz, która najprawdopodobniej zrujnowałaby nam związek. Stała z kamienną miną. Ręce miała zaplecione na wysokości żeber. Mimo wszystkiego miałem ochotę podbiec i się do niej mocno przytulić. Aby dała mi to poczucie bliskości. Policjant zdjął mi kajdanki i dał do podpisania papier, który wcześniej podpisała Maxim.
-Możesz iść – powiedziała do mnie policjantka z dyżurki. Spojrzałem na Maxim, ona odwróciła swój wzrok i kiedy już do niej dochodziłem to odwróciła się ode mnie i zaczęła iść. Przyśpieszyłem zastanawiając się jak powinienem się zachować. Wyszedłem za nią na zewnątrz.
-Maxim… - westchnąłem zatrzymując się. Areszt wyglądał jak twierdza. Do głównego wejścia prowadziły wielkie schody po których Maxim właśnie schodziła – możemy porozmawiać? Maxim słyszysz? – stałem i patrzyłem na nią ona w pewnym momencie się zatrzymała i odwróciła. Spojrzała jedynie z pogardą i ruszyła dalej przed siebie. Nie miałem jej tego za złe. Zacząłem iść za nią na parking do samochodu. W milczeniu wsiadła i czekała aż dojdę, a gdy do niej dołączyłem włożyła kluczyk do stacyjki po czym go przekręciła. Gdy już otwierałem usta by cokolwiek powiedzieć ona zaapelowała stanowczo stopując rękom
-Nic nie mów! – spojrzała na mnie kontem oka i ruszyła. Całą drogę do hotelu nie spojrzała na mnie ani razu, ja za to co chwilę patrzyłem na jej prześlicznie błyszczące brązowe oczka.
***OCZAMI MAXIM***
Cholernie się cieszyłam, że Justinowi nic nie jest. Zapewne ta sprawa nie ujdzie mu sucho ale najważniejsze, że jest cały i zdrowy. Zjechałam na podziemny hotelowy parking i zaparkowałam w wolne miejsce. Ciągle czułam na sobie nieodrywany wzrok Jusa. Poszliśmy do pokoju, gdzie od razu ściągnęłam buty i zsunęłam z głowy czapkę. Justin posłusznie poszedł się wykąpać. Ja przez ten czas przebrałam się z powrotem w piżamę i rozczesałam włosy. Weszłam na tt i dodałam wpis:
„Tak strasznie za Tobą tęsknię… to koszmarne, że codziennie kładę się spać wiedząc, że rano mnie nie obudzisz swoim promiennym uśmiechem i matczyną miłością… Życie jest brutalne a ja nawet nie mogę Cię poprosić o pomoc… „ + zdjęcie
Gdy cholernie pociągający mnie brunet wyszedł z łazienki, w samym ręczniku zawiniętym wokół pasa i mokrych włosach, które wycierał w drugi ręcznik, przenosiłam akurat przyszykowaną dla niego poduszkę i kołdrę na sofę.
-Co robisz? – spojrzał na mnie swoimi szklanymi oczyma, które wciąż były zaczerwienione od używek.
-Będziesz spał tu – odpowiedziałam sucho i wiążąc włosy w kucyka położyłam się na łóżko pod kołdrę. Zamknęłam oczy ale i tak co chwilę go doglądałam. Ubierał się w dresy i bokserkę a jego ruchy było niesamowicie mozolne. Ruszał się jakby, nie miał sensu życia, w spowolnionym tempie mogłabym rzec. Gdy był już ubrany to wsunął się pod kołdrę i bez słowa owinął się nią po czym najprawdopodobniej usnął. W pewnym momencie zrobiłam to samo. Po prostu usnęłam. Jednak po około półgodzinie przebudziłam się i zaczęłam się kręcić w łóżku. Przewracałam się z boku na bok. Nie mogłam usnąć. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spostrzegłam, że Justina nie ma. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że siedzi na tarasie, podparty łokciami na kolanach patrzył w jedno miejsce. Zrobiło mi się go szkoda. Owinęłam się w koc a drugi wzięłam do ręki i wyszłam na taras. Justin podniósł wzrok a ja podałam mu koc siadając z podkulonymi nogami na drugi leżak.
-Nie możesz spać? – zapytałam szczelnie owijając się kocem. Justin wziął głęboki oddech i kiwnął twierdząco głową – chcesz porozmawiać? – wydobyłam z siebie. To było żenujące. Jesteśmy dwójką ludzi, którzy kochają się bez opamiętania a teraz siedzimy w napiętej, niezręcznej atmosferze bojąc się cokolwiek powiedzieć
-Chciałbym, bardzo… Ale nie wiem nawet od czego zacząć… - spuścił głowę mówiąc coraz bardziej załamującym się tonem głosu
-Najlepiej od początku… - starałam się aby mój głos brzmiał przyjaźnie. Moje serce cichutko dygotało. Widząc jego pełne, zwilżone usta najchętniej rzuciłabym się na niego i zacałowała na śmierć. Jednak mamy sobie parę spraw do wyjaśnienia – a może ja zacznę? Ostatnio stałeś się oziębły. Coraz częściej staję ci się obojętna. Zostawiasz mnie nie mówiąc ani słowa, po prostu znikasz. Nie wiem co się dzieje ale nie chcę dalej w tym tkwić. Bo jak tam ma już zostać to ja pasuję. Jak dalej wyobrażasz sobie taki związek? Bo ja w ogóle.
-Maxim. Jestem nastolatkiem…
-No i co to ma do rzeczy?! – zirytowałam się przyklejając swój wzrok w jego czekoladowe oczka
-Nie wiem…
-Ja mam to wiedzieć? Justin ty swoje zachowanie usprawiedliwiasz tym, że jesteś nastolatkiem. Dlatego mnie ranisz? Ja też jestem nastolatką. Ale nie uważam, żeby to miało wpływ na moje uczucia i na to jak traktuję najbliższe mi osoby. Za każdym razem jak robiłeś mi takie świństwa to ja zmagałam się z obolałym sercem… - wzięłam głęboki oddech i powstrzymywałam łzy, które napływały mi do oczu – mam wrażenie, że twoje uczucie do mnie… wygasło…
-Nawet tak nie mów! – uniósł brwi - Wybaczysz mi? – spojrzał mi prosto w oczy, jednak ja uciekłam wzrokiem, bo jego widok za bardzo mnie wzrusza – Maxim, wiem nawalam. Wiem też, że jestem tylko człowiekiem i pragnę uczyć się na błędach. Pragnę je naprawiać i wiedzieć co robię źle aby potem tego nie powtarzać… a co najważniejsze pragnę cię mieć przy swoim boku, chcę cię mieć zawsze przy sobie abym mógł się do ciebie przytulić, pocałować - usiadł na mój leżak i złapał za moją dłoń – dzisiejszy dzień nauczył mnie napra… - zaczął ale znów spuścił głowę i przestał mówić cokolwiek – kocham cię i nie chcę abyś kiedykolwiek pomyślała, że jest inaczej – westchnął patrząc w niebo
-Wiem Justin – szepnęłam bezsilnie – ale czy ty nie wiesz, że tego rodzaju używki są właśnie życiowym błędem? – tym razem to ja złapałam go za dłoń i patrzyłam prosto w oczy, czułam się jak na samym początku naszego związku – musiałeś go popełnić aby się przekonać?
-Nie wiem co mnie pchnęło… - westchnął jeżdżąc kciukiem po moim nadgarstku – z całego serca przepraszam cię za wszystko. To się nie powtórzy… Szczerze to większości nie pamiętam z tego wieczoru ale zdaję sobie sprawę, że mogłem cię zranić. Jednak cały czas wiedziałem, że mimo wszystko i tak mogę na ciebie liczyć. Kocham cię moja wspaniała dziewczyno – uśmiechnął się kącikiem ust - wybaczysz mi?
-Narozrabiałeś coś jeszcze? – zmrużyłam oczy, podejrzliwie patrząc na jego rozmyślającą twarz
-Nie… - odpowiedział lekko rozkojarzony
-Powiedzmy, że postawię ci warunek… - zaczęłam bawić się rąbkiem koca – nie chcę abyś spotykał się z Niallem i innymi podejrzanymi typkami – patrzyłam mu w oczy, najwidoczniej moje słowa wprawiły go trochę w zakłopotanie. Źle się czuje wywierając na nim taką presję ale nie mam innego wyjścia. Nie przeżyłabym gdybym pewnego dnia dowiedziała się, że jest uzależniony od jakichkolwiek używek, ma poważne problemy czy też, że mnie zdradził – nie chcę siedzieć i się głowić za każdym razem jak będziesz gdzieś wychodził czy aby na pewno nie zrobisz czegoś głupiego. Nie będę w takim związku więc decyzja należy do ciebie.
-Rozumiem..
-Przemyśl to – mówiłam i wstałam okryta kocem – między nami już powinien być koniec. Ale za bardzo cię kocham. Jednak musisz zdecydować… albo ja albo koledzy.. Wybacz, że stawiam cię przed takim wyborem…
-Nie potrzebuje czasu… Wiem co dla mnie najważniejsze i nie zamierzam się zastanawiać – wstał i wzruszył ramionami słodko się uśmiechając – kocham cię i dla ciebie jestem w stanie zrezygnować ze wszystkiego
-Jesteś pewien?
-Bez dwóch zdań – rozłożył ramiona a ja wtuliłam się w jego tors – naprawdę jestem z ciebie dumny, że jesteś taką wspaniałą dziewczyną… - musnął moje czoło
-Ostatnia szansa – szepnęłam patrząc mu prosto w oczy
-Nie zawiodę cię – przytulił mnie mocno i weszliśmy do pokoju. Jus podszedł do kanapy i kontem oka patrzył na mnie robiąc minkę słodkiego pieska… Głośno westchnął i odkrył kołdrę, mozolnym ruchem.
-No chodź – uśmiechnęłam się i poklepałam łóżko a Justin wskoczył na łóżko ciągnąc mnie za sobą w wyniku czego wylądowałam na nim
-Jesteś cudowna… - objął mnie ramieniem i wsunęliśmy się pod kołdrę – nie mogę wyjść z podziwu – zaśmiał się słodko i pocałował mnie w czubek głowy. Wtuleni w siebie usnęliśmy.
(…)
***OCZAMI JUSTINA***
Przebudziłem się około południa. Zza tarasu dochodziły krzyki, odgłosy chlapiącej wody i śmiechy. Leżałem odwrócony w stronę Maxim. Podpierałem się łokciem i wpatrywałem się w jej anielską twarz. Chciało mi się płakać. Miałem do siebie ogromny wstręt po wczorajszym wyczynie, którego się dopuściłem z Alex. Zahipnotyzowany jej ogromną urodą i wielkim sercem zaczynałem popadać w coraz większego doła.
-Hej słonko – wymusiłem uśmiech, gdy Maxi leniwie się przeciągnęła i otworzyła oczy
-Cześć – wyszczerzyła swoje olśniewające ząbki i z uśmiechem mnie pocałowała
-Na co masz dziś ochotę? – zapytałem, tak naprawdę wędrując gdzieś daleko w swoich wyrzutach sumienia
-A nie mam pojęcia… - mruknęła i wzięła laptopa na kolana – może jest tu jakiś park rozrywki, hmm? – zapytała i zaczęła sprawdzać. Zadowoleni z tego pomysłu, oboje ubraliśmy się i pojechaliśmy do oddalonego o 65 km wesołego miasteczka. Maxim była szczęśliwa co mnie przygnębiało. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, bolało mnie to, że ukrywam przed nią zdradę. Było mi źle. Czułem jak powoli odpływam, mimo, że Maxim całą drogę zawzięcie coś mi opowiadała ciągle się uśmiechając. Gdy zajechaliśmy na miejsce od razu zostaliśmy rozpoznani. Wysiadłem z auta i podszedłem do Maxim po czym otworzyłem jej drzwi aby wysiadła. Objąłem ją ciepłym, delikatnym ruchem w pasie i poszliśmy otoczeni mnóstwem ludzi do kasy. Ludzie wyciągali telefony, aparaty i co tylko się dało po czym zaczynali nas nagrywać i fotografować prosząc o autografy i wspólne zdjęcia. W towarzystwie uśmiechniętej Maxim czas mijał mi naprawdę przyjemnie. Jednak ciągle miałem ochotę wyznać jej prawdę. Ciągle męczą mnie wyrzuty sumienia.
Było już po 15 a my błąkaliśmy się po ogromnym parku rozrywki. Korzystaliśmy z wielu atrakcji, które na długi czas pozostaną w naszej pamięci.
-Kotek, co ty taki nieobecny? – spostrzegła Maxim, gdy siadała na ławkę. Wziąłem głęboki oddech i powoli wypuszczając powietrze odpowiedziałem.
-Zdaje ci się – wymuszając uśmiech zacząłem jeść loda. Zaczynała mnie męczyć już ta sytuacja, gdzie nie poszliśmy tam tłum ludzi za nami. (…)
O około 17 byliśmy już z powrotem pod hotelem. Zaparkowałem na parkingu i razem z Maxim weszliśmy na hol hotelu.
-Masz może ochotę na coś do picia? – zapytałem w „marszu” obejmując Maxim
-Jest gorąco więc napiłabym się czegoś zimnego – puściła mi oczko i wyszliśmy na zewnątrz, do baru koło basenu.
***OCZAMI MAXIM***
-Cześć Justin! – krzyknął uradowany Niall. Podniosłam wzrok na Justina, który zignorował przyjaciela – Maxim… - uśmiechnął się przygryzając dolną wargę i zachodząc nam drogę
-Niall, nie mamy czasu – Justin go ominął i pociągnął mnie za rękę
-Martwiłem się o ciebie, przyjacielu – rozłożył ręce a Jus przystanął i odwrócił się do niego. Chwilę zastanawiał się po czym rzucił
-Nie pogrążaj się, ok?
-O co ci chodzi?
-Prawdziwy przyjaciel nie pozostawia w potrzebie… Choćby w nie wiadomo jakich byliby teraz relacjach – zakończył rozmowę i złapał mnie za rękę idąc do baru. W milczeniu zamówił nam zimne cole i kiedy dostaliśmy zamówienie zechciał wrócić do pokoju. Oczywiście się zgodziłam i parę minut później leżeliśmy już na leżakach na tarasie. Miałam wrażenie, że Justina coś gryzie. Był jakiś nieswój. Co jakiś czas wpadał w zadumę i w ogóle nie słyszał co do niego mówię. Leżeliśmy tak wpatrując się w zbliżający się zachód słońca.
-Obiecałam, że pojawię się dziś na koncercie. Pójdziemy razem? – uśmiechnęłam się
-Oczywiście – odpowiedział po jakimś czasie Justin.
-Super, robi się troszeczkę chłodno więc wezmę prysznic i się ubiorę a może jak wrócę to zobaczę innego Justina? – zaśmiałam się i musnęłam go w policzek – tylko tego uśmiechniętego – czule szepnęłam mu do uszka po czym weszłam do pokoju i biorąc ciuchy pomknęłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, uczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Podkreśliłam oczy tuszem do rzęs, nałożyłam niewielką ilość różu na policzki. Następnie nasunęłam na siebie ciemno brązowe leginsy i białą bokserkę. Włosy związałam w schludny kucyk. Wyszłam z łazienki mijając się z Justinem, który wszedł do pokoju i jednym tempem prosto do łazienki.
-Gdzie byłeś? – zapytałam biorąc do ręki delikatny sweterek
-W recepcji były jakieś problemy – uśmiechnął się i podszedł do mnie po czym czule mnie przytulił – kocham cię wiesz?
-Ja ciebie też… Coś jest nie tak? Chodzisz jakiś przygnębiony… - wyszeptałam jeżdżąc dłonią po jego mięciutkich włosach
-Wszystko jest okej skarbie – musnął mój nosek i zniknął w łazience. Usiadłam na fotel i z opadniętymi rękoma wpatrywałam się w ścianę rozmyślając, że być może złe samopoczucie Justina jest spowodowane mną. Moim zachowaniem… tym jak wczoraj na niego naskoczyłam a może tym, że kazałam mu wybierać przyjaciel albo ja…. Siedziałam tak przez przeszło dwadzieścia minut, dopóki Justin nie wyszedł z łazienki. Podszedł do komody i otworzył szufladę
-Maxim? – westchnął
-Hmm? – huknęłam zakładając sweterek przez głowę tym samym będąc gotowa do wyjścia
-Mam coś dla ciebie… - powoli się do mnie odwrócił a ja spojrzałam uśmiechnięta z ogromną nutką zdziwienia – to… to nie jest zwykły naszyjnik… - zaczął mówić otwierając pudełeczko i pokazując mi wisiorek, który znałam. Wcięłam mu się w słowo
-To twój szczęśliwy naszyjnik. Nigdzie się bez niego nie ruszasz, zawsze masz go na sercu… - mówiłam sentymentalnie jak zahipnotyzowana
-Nigdy nikomu nawet nie pozwoliłem go dotknąć – cichutko się zaśmiał
-Justin, nie musisz – spojrzałam na niego ze współczuciem
-Ale chcę… - powiedział i wyjąwszy wisiorek z pudełka włożył mi go na szyję – obiecaj mi jedno… - stał bliziutko mnie i złapał mnie za podbródek pożerając moje usta wzrokiem
-Noś go dopóki będę w twoim sercu… - szepnął a jego oczy zrobiły się szklane
-Justin, co ty wygadujesz? – skrzywiłam się
-Po prostu obiecaj… - patrzył na mnie z kamienną twarzą
-Jesteś nienormalny – cicho zachichotałam i wtuliłam się w jego nieziemsko męski tors – kocham cię i jesteś w moim sercu…
-Czyli umowa stoi? – uniósł mój podbródek i zbliżył się tak, że nasze usta się stykały
-Stoi… - uśmiechnęłam się – dziękuję – delikatnie, budując pożądanie musnęłam go powolutku w kącik ust i odsunęłam się aby wziąć torebkę, jednak Justin silnym pociągnięciem cofnął mnie do siebie i zaczął zachłannie mnie całować. Czułam się jak w niebie… Jak trzy metry nad niebem. (…)
***OCZAMI JUSTINA***
Dotarliśmy pod miejsce koncertu. Był to dość duży klub ale za to było mnóstwo osób. Złapałem Maxim za rękę i przyciągnąłem do siebie po czym objąłem ją w pasie.
-Trzymaj się blisko – puściłem jej oczko i ruszyliśmy pod bar na przeciwko którego była scena. Ogólnie panowała przyjemna atmosfera. Zamówiliśmy z Maxim coca cole i siedzieliśmy przy barze sącząc napój i rozmawiając o planach na najbliższą przyszłość.
-Dostałam wezwanie do sądu na rozprawę – powiedziała Maxi
-Z Roberto? – upewniłem się
-Tak… strasznie się boję – westchnęła wędrując wzrokiem po klubie.
-Spokojnie, będę cię wspierał i nie pozwolę aby uszło mu to na sucho – położyłem dłoń na jej rękę a ona sympatycznie się uśmiechnęła.
PIOSENKA Z PLAYLISTY NR 37
Nagle z tłumu dostrzegłem roześmianą twarz Alexandry. Wszystko spowolniło tempo. Ona zarzucała włosami i z szerokim uśmiechem mijała się z ludźmi. Miałem wrażenie jakbym spadał z krzesła w wielką nieznaną… przepaść…. Mój oddech przyśpieszył. Dłonie zaczęły drżeć. Przebłyski z poprzedniej nocy wirowały mi przed oczyma. Zmrużyłem powieki ale ból głowy jedynie się nasilał. Oddychałem coraz szybciej. Moja dusza ubolewała widząc uśmiechniętą Maxim z przebłyskami takiego okropnego czynu. Miałem przed oczyma jak jeżdżę ręką po nagich plecach Alex… Ona z rozkoszą oplata nogi wokół mojej talii z lekko wychyloną głową, cichutko jęcząc. Zamknąłem ponownie oczy i schowałem twarz w dłonie opierając się łokciami o bar. Brałem wdech i wydech. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Zacząłem się pocić i tracić kontrolę nad ciałem i umysłem. Widocznie wyrzuty sumienia i wstręt do samego siebie wzięły górę. Po chwili poczułem szturchnięcie. Podniosłem głowę i ujrzałem przeszczęśliwą Maxim zeskakującą ze stołka. Maxim wskoczyła w ramiona… Alex… Z niedowierzenia wytrzeszczyłem oczy. Wszystko działo się w nienaturalnie wolnym tempie. W momencie, kiedy Alex przytuliła się z Maxim poczułem kołek w sercu. Dosłownie silne ukłucie, które zdawałoby się być nie do wytrzymania. Teraz drżały mi nie tylko dłonie ale i całe ciało. Łzy napłynęły mi do oczu. Wstałem i w błyskawicznym tempie wyszedłem z clubu. Gdy świeże powietrze dotarło do moich płuc zdałem sobie sprawę, że nie dam rady żyć w takim kłamstwie. Z prostymi łokciami oparłem się o ścianę i wpatrując się w ziemię zdecydowałem, że………
-Justin?! Kotek wszystko okej? – wybiegła Maxim i kładąc dłonie na moje barki zapytała – źle się czujesz? – ciarki przeszły po moich plecach
-Wybacz… - podniosłem głowę i spojrzałem w jej oczy co przyprawiło mnie o łzy. Po moim policzku zaczęła spływać pojedyncza łza. Spływało ich coraz więcej. Ścisnąłem pięść i zakryłem nią usta
-Wytłumaczysz mi co się dzieje? – zapytała zatroskana
-Po prostu mnie przytul – szepnąłem przez łzy. Maxim bez zastanowienia wtuliła się we mnie. Czułem buchające od niej ciepło.
-Justin, chcesz wracać? – spojrzała na mnie unosząc wzrok – chodź.. – chwyciła mnie za dłoń i poszliśmy do auta po czym pojechaliśmy do hotelu. Dopadł mnie jakiś dziwny atak, że nie mogłem uregulować oddechu – Jus, zadzwonię może po lekarza? – zapytała Maxim siadając na łóżko
-Nie Maxim… - westchnąłem - chcę z tobą porozmawiać… Poważnie porozmawiać… - wydukałem ledwo co - Tylko odpowiedz mi na jedno pytanie – moje oczy znów się zaszkliły a serce pracowało w całkiem innym rytmie niż zawsze - Kochasz mnie?

___________________________________
OCH ALE MAM CIARKI, RYCZĘ JAK GŁUPIA?! DLACZEGO?
BO ŻYCIE JUSTINA I MAXIM BYĆ MOŻE PRZESTANIE BYĆ KOLOROWE!
odpowiedz na pytanie w mojej sondzie ( i oczywiście podziel się wrażeniami w komentarzu! ) :)

wybaczcie, że dość długo czekaliście na rozdział :) filmik się podoba? :)

Trzymajcie się, życzę udanej i leniwej niedzieli! <3 dziękuję za KAŻDY komentarz, który mnie niesamowicie motywuje. Był nawet jeden, który czytałam chyba z 20x i czytam go wciąż, gdy mam zawieche i brak weny! ON STRASZNIE MI POMAGA! Jeszcze raz dziękuję, kocham Was! <3

ps. przypominam o notce niżej :)


Tagi: rozdział 56
13.04.2013 o godz. 23:13

ask

Kochane, rozdział w "toku".. mam już 4 strony ale nie chcę dodawać bo : za krótki i akcja jeszcze się nie potoczyła tak ja to sobie wyobrażam.. :)

przejdę do sedna swojej notki... otóż chcę założyć fanpage ba fb ale mam mały problem z nazwą :) pomyślałam, że po to Was mam aby się tez Was doradzać :p na stronie chciałabym dodawać wszystko o wyglądzie czyli: zestawy, fryzury, makijaże, piękne ciałka i inne różne duprelki :) macie pomysł na nazwę? przemyślcie to i zostawcie komentarz :) nie wykluczone, że będę szukała adminek! :P

takie nazwy nasuwają mi się na myśl:

Moda na Modę <3
Ceep Calm and go to land of beauty.
Zachowaj spokój i iść do krainy piękna.
modowa słodycz
Moda na 102 .


LICZĘ NA WAS!! <3
Tagi: info
12.04.2013 o godz. 21:38
Cześć Maximki ! :)
Co prawda nie podzielę się z Wami rozdziałem ale mam niesamowitą niespodziankę, gdyż wiele osób pisało do mnie o nowy filmik… taki od serca… No i jest :) powstał co prawda kosztem rozdziału ( bo zajął mi o wiele więcej czasu niż na niego przeznaczyłam ). Ale nie martwcie się kolejny rozdział na pewno się pojawi, nie wiem dokładnie kiedy ale BĘDZIE NA 1000% i będzie się tam sporo działo jak na moje oko :p Na razie napajajcie się ostatnim rozdziałem, tak jak ja napajam się Waszymi komentarzami ( i nową piosenką SEL <3 )! CZYTAM JE I CZYTAM, CIĄGLE W KÓŁKO i nie mogę wyjść z podziwu jakie mam wspaniałe czytelniczki :) Dużo z Was powraca do komentowania, dziękuję serdecznie <3

Na marginesie, nie mogę uwierzyć, że moje filmiki na YT mają prawie 78 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ! Szok, prawda? :)

A WIĘC FILMIK O MOJEJ UKOCHANEJ JELENIE, a raczej o exLENIE :(



Czy Wy też tęsknicie za tymi wspólnymi uśmiechami? W głębi duszy wierzę, że do siebie wrócą.. :)

I nowa wspaniała piosenka Seleny - czekam na więcej <3

Tagi: info
07.04.2013 o godz. 14:08
MUZYKA np 32, 8, 10, 12, 48, 51, 51 <3
_________________________________________
***OCZAMI MAXIM***
-Justin dość długo nie wraca. Pójdę zobaczyć czy wszystko w porządku – uśmiechnęłam się i wyszłam. Jusa nie było więc zapytałam grupki ludzi, którzy tu stali czy go nie widzieli. Jeden wskazał drzwi twierdząc, że Jus tam wchodził. Bez zastanowienia podeszłam do drzwi i weszłam do środka. Widok mnie przeraził! Byłam zszokowana tym co zobaczyłam. Mój chłopak schylał się nad stołem i zaciskając jedną dziurkę od nosa coś wciągał.
-Maxim? – zaskoczony uniósł na mnie wzrok. Automatycznie przetarł nos, oczy miał czerwone i podkrążone a w ręku trzymał chusteczkę z jakąś saszetką.
-Justin, co ty robisz? – podeszłam do niego szybkim krokiem i wyrwałam mu nerwowo saszetkę – oszalałeś?! – wydarłam się
-Maxim, spokojnie – wtrącił się Niall – to nic takiego
-Zamknij się – warknęłam – wstawaj, idziemy stąd! – wzięłam Jusa pod rękę ale ten stwarzał mi opór
-Odwiozę go – powiedział Niall
-Już swoje zrobiłeś!
-Jak dojdzie do siebie to go przywiozę – mówił opanowany
-Prędzej go zabijesz! Pogięło cię, co ty mu dałeś?! – głośno oddychałam siłując się z ledwo przytomnym Justinem – Justin no już… chodź!
-Maxim wyluzuj – wydukał Jus
-Ja ci zaraz wyluzuję! – warknęłam
-Niall mnie przywiezie… - przejechał czule dłonią po mojej ręce
-Nie zostawię cię w takim stanie. Jeszcze coś ci się stanie! – nerwy mnie poniosły i zaczęłam cała drżeć – zabiję cię jutro….
-Co tak panikujesz? Chłopak chciał się rozluźnić a ty szalejesz – skrzywił się Niall
-Jak się nie zamkniesz to skopie ci dupę – krzyknęłam – rozluźnić? To faktycznie się rozluźnił, że ledwo co siedzi. O to wam chodziło?!
-Nigdzie nie idę – zaśmiał się Jus podając mi klucze od auta
-A temu jeszcze do śmiechu – wytrzeszczyłam oczy – wstawaj! Jeśli nie pójdziesz to z nami koniec! – złapałam go za ramię próbując podnieść
-Zostaw mnie. Takiego kwiatu pół światu. - odepchnął mnie drastycznie. Stanęłam w bezruchu, czułam jak łzy cisną mi się do oczu. Justin patrzył na mnie ze zmrużonymi oczyma.
-Więc dokonałeś wyboru – rozpłakałam się i wybiegłam z pomieszczenia.
-O Maxim, szukałem cię – krzyknął wokalista Hoobastank a ja przebiegłam obok niego bez słowa. W szybkim tempie znalazłam się na parkingu – czekaj! – krzyknął Doug i dobiegając do mnie złapał mnie za rękę, którą zakrywałam twarz – co się stało?
-Przepraszam, jadę do hotelu – wzięłam ćwiartowany oddech
-Maxim powiedz mi co się stało? – trzymał mnie za ramiona
-Naprawdę przepraszam – szepnęłam i wsiadłam do samochodu po czym odjechałam. Całą drogę myślałam o Justinie. Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam go w takim stanie. Podjechałam pod hotel i udałam się prosto do pokoju. Wzięłam chłodny prysznic, ubrałam się i położyłam się na leżaku. Było już późno, dochodziła północ. Na basenie impreza trwała. Ciepły wiaterek owiewał moje nagie nogi. Wpatrywałam się w gwiazdy i zastanawiałam się czy to wszystko ma sens. Od dłuższego czasu w naszym związku pojawiają się niesnaski, z dnia na dzień wcale nie było lepiej. Zawsze po ciszy następowała burza. Weszłam na tt i wyświetlił mi się wpis Alexandry.
„razem z @MaximMcCann miałyśmy dzień pełen śmiechu! Ta dziewczyna jest szalona! Kocham! Ps. To najszczęśliwszy dzień w moim życiu! W końcu poznałam moją idolkę!!! xoxox” + zdjęcie
Przeglądając pozostałe wpisy moje myśli błądziły do Justina. Mój oddech przyśpieszał. Ogarnął mnie niepokój. A co jeśli przedawkował i coś mu się stanie? Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Nie mogłam dłużej siedzieć bo bym oszalała z nadmiaru myśli. Wzięłam telefon i poszłam się położyć. Od momentu mojego przyjazdu pod hotel nie uroniłam ani jednej łzy. Postanowiłam sobie, że już nie będę więcej płakała z powodu miłości. Wiele się nauczyłam przez moje doświadczenia życiowe. Śmierć mojej mamy była ogromnym ciosem. Do dziś czasami pojawia się w moich snach i mimo jej uśmiechu, gdzieś w głębi serca wiem, że ma do mnie żal. Nie potrafię się pogodzić z tym, że przeze mnie jej tu nie ma. Ale jak mówi twierdzenie… co mnie nie zabiło to mnie wzmocniło. Od jakiegoś czasu jestem twardsza i bardziej odporna na życie.
***OCZMI JUSTINA***
Niall podwiózł mnie pod hotel. Wszystko miałem zamroczone. Nie wszedłem do środka. Szedłem zatłoczoną ulicą tym samym poddając się ślepią przechodnim. Wielu z nich wyciągało telefony i kierowało obiektywy w moją stronę. W oddali pod clubem dostrzegłem Alexandrę. Od razu zrobiło mi się gorąco. Przyśpieszyłem. Gdy doszedłem ona była już w środku więc wszedłem.
-Alex! – krzyknąłem obijając się o ścianę
-Justin? – odwróciła się i spojrzała zdziwiona – cześć – podeszła do mnie i złożyła na moich ustach soczysty pocałunek. Ogarnęło mnie pożądanie. Nie odpowiedziałem nic tylko przycisnąłem ją do ściany i zacząłem całować. Moje dłonie jeździły po jej plecach, później jednak zjeżdżając niżej. Zacząłem mierzwić jej pośladki.
-Znasz jakieś ustronne miejsce? – przygryzłem jej dolną wargę a ona się uśmiechnęła i pociągnęła mnie za rękę prowadząc po schodach do jakiegoś pomieszczenia. W środku wszystko było na fioletowo, bynajmniej tak mi się wydaje. Na środku stała jedynie kanapa i stolik. Alexandra pchnęła mnie na sofę i skoczyła mnie okrakiem. Zaczęła całować moją szyję i jeździła rękoma po torsie. Parę minut później byłem bez bluzy i koszulki. Jednym zdecydowanym ruchem to ja znalazłem się na górze. Pozbyłem się z niej ubrań i przeszedłem do sedna sprawy. Czułem jak bucha od niej pożądanie. Na chwilę w mojej głowie ukazała się uśmiechnięta Maxim. Moja mała Maxim wyglądała tak słodko. Miałem chwilę zawahania ale ku mojemu zdziwieniu w ekspresowym tempie pozbyłem się tych myśli. Nasz stosunek trwał kilka minut. Po wszystkim usiadłem na skrawku sofy i opierając łokcie o kolana schowałem twarz w dłonie. Właśnie do mnie dotarło co zrobiłem. Aleksandra klęknęła za mną i przytulając mnie od tyłu jeździła dłoniami po moim torsie. Automatycznie pozbyłem się jej dotyku. Spojrzała na mnie zdziwiona gdy wstałem i zacząłem się ubierać.
-Coś nie tak? – zapytała
-Alex, to nie powinno się wydarzyć… - powiedziałem załamany
-Przecież było nam przyjemnie – uśmiechnęła się. To co zrobiłem było pod wpływem narkotyków a teraz mój rozum zaczął powolutku wracać do normy. Miałem prześwity uśmiechniętej Maxim, biegała na plaży i szczęśliwie mnie wołała.. Miałem wrażenie, że pęka mi głowa. Naszła mnie chęć aby się zarżnąć za to co zrobiłem. Tylko trochę za późno…
-Alex – szepnąłem – ja mam dziewczynę… I bardzo ją kocham… Najbardziej na świecie… - ponownie usiadłem i schowałem twarz w dłonie
-Dlaczego nic nie mówiłeś? – zbulwersowała się – czuję się teraz jak… jak… - szukała odpowiedniego słowa – jak szmata – kim ona jest?
-Znowu jestem z…
-Maxim? – dokończyła za mnie po czym szybko wstała i zaczęła krążyć po pomieszczeniu – dlaczego nie powiedziałeś mi?!
-Nie wiem… - westchnąłem przecierając oczy
-Justin ty piłeś? – schyliła się nade mną i za brodę skierowała moją twarz do góry – nie wyglądasz jakbyś był po alkoholu? – skrzywiła się i ubrała bluzkę – zrobiłeś straszne świństwo – burknęła i złapała za klamkę
-Alex… - wstałem omijając ją wzrokiem
-Spokojnie, ode mnie Maxim niczego się nie dowie – uprzedziła mnie i wyszła. Wziąłem bluzę i wyszedłem z pomieszczenia. Zszedłem na dół i opuściłem budynek. Przy aucie była bijatyka. Kilku chłopaków napadło na jednego.
-Ej ty! – wydarłem się i podbiegłem. Rzuciłem się na jednego z nich i zacząłem się z nim szarpać. Poczułem silne uderzenie w brzuch. Wywołało to u mnie jeszcze większy gniew. Zacząłem go bić. Miałem więcej siły niż się spodziewałem. Dwóch typków zostawiło tamtego chłopaka i rzucili się na mnie. Jeden złapał mnie za ręce od tyłu a dwóch uderzało wszędzie gdzie się tylko dało. Chłopak, na którego napadli jak tylko się pozbierał to przybył z pomocą. Czułem się jak szalony. Miałem wiele siły i energii. Tak, wiem czym to było spowodowane… Gdzieś w oddali usłyszeliśmy sygnał policji ale żadne z nas się tym nie przejęło. Jeden z wielkiej szajki chłopaków najnormalniej się przestraszył i uciekł. Ja złapałem drugiego od tyłu i przewróciłem go tak, że znalazłem się na nim. Wymierzałem mu uderzenia prosto w twarz. Sygnał coraz bardziej się nasilał i w ciągu kilku sekund ujrzałem radiowóz. Wstałem z chłopaka i zacząłem uciekać zgarniając po drodze kolesia, któremu pomogłem. Z samochodu wyskoczyło kilku policjantów i ruszyli w pogoń za nami. Zanim się obejrzałem ktoś wywrócił mnie przyduszając twarz do asfaltu. Chwycił mnie mocno za ręce i skuł kajdankami. Wszystko migało mi tylko przed oczyma, czerwono niebieskie światła i doganiających nas policjantów. (…)
***OCZAMI MAXIM***
Nie mogłam spać. Za bardzo martwiłam się o Justina. Leżałam i patrzyłam w sufit. Nie wybaczyłabym sobie jeśli coś mu by się stało. A co jeśli on od tamtej pory zażył jeszcze więcej narkotyków? Musze mu pomóc, nie powinnam była zostawiać go z tym człowiekiem a na dodatek w takim stanie. Wstałam i szybko się ubrałam. Złapałam za torebkę z kluczykami i wyszłam. Dobrze, że zaparkowałam sama na parkingu a nie lokaj, bo wtedy to on musiałby mi przyprowadzać auto i wiem, że byłyby wtedy różne plotki. Odpaliłam silnik i pojechałam pod halę, gdzie Hoobastank grał koncert. Wysiadłam z samochodu i weszłam do środka.
-Przepraszam, szukam Justina. Widziałaś go może? – zapytałam młodej dziewczyny
-Biebera? - jej oczy zaczęły błyszczeć
-Tak – wzięłam głęboki oddech – widziałaś go?
-Tak, jakiś blondyn prowadził go do auta i odjechali. Justin chyba źle się czuł.
-Gdzie mogli pojechać? – zapytałam zachowując stoicki spokój
-Ja to bym na ich miejscu pojechała do szpitala. Ten chłopak ledwo oczy mógł otworzyć. A o chodzeniu to lepiej nie wspominać… - pokręciła zniechęcona głową. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Zaczęłam się poważnie martwić, jednak nie panikując.
-Okej, dziękuję – odeszłam od niej i wyciągnęłam telefon po czym zadzwoniłam do Nialla.
-Halo? Wiesz która jest godzina dziewczyno? – oburzył się półśpiąco – dobija trzecia
-Tak wiem. Mam za to lepsze pytanie. A czy ty wiesz gdzie jest twój przyjaciel!? – warknęłam szeptem aby nie zwrócić na siebie uwagi osób sprzątających po koncercie
-Jaki?
-Sraki! – krzyknęłam a oczy mężczyzn, którzy przenosili głośniki skierowały się w moją stronę – jeśli nie powiesz mi gdzie jest Jus to narobię ci takiego piekła, że zgnijesz w pierdlu! – dokończyłam szepcąc
-Tak jak obiecywałem tak zrobiłem. Odwiozłem go pod hotel – odpowiedział a ja w jego głosie dostrzegłam przerażenie
-I co mam go terasz szukać po całym mieście?!
-Spokojnie pomogę ci
-Nie masz innego wyjścia! – warknęłam
-Za 10 minut będę na hali
-Pośpiesz się, jak coś mu się stanie to cię zabiję! – rozłączyłam się. Zdenerwowana wyszłam i czekałam koło samochodu. Niall jak mówił tak zrobił i przeciągu kilku minut podjechał parkując obok mojego auta – gdzie go wysadziłeś? – zapytałam jak tylko otworzył drzwi i wysiadł. Stałam ze splecionymi na wysokości żeber rękoma.
-Gazety zaczną pisać, że mamy romans – zaśmiał się – opustoszały parking, noc, tylko ja i ty…
-Jesteś żałosny. Twojego przyjaciela nie ma, zostawiłeś go ledwo żywego a teraz stroisz sobie żarty – burknęłam pod nosem – gdzie go wysadziłeś?
-Przed głównym wejściem.
-To pojedziemy tam. Ja pojadę w jedną stronę a ty w drugą – powiedziałam i wsiadłam do samochodu
-Justin ma laseczkę z pazurkiem – podszedł i przytrzymał drzwi – inna to by go zostawiła a ty się o niego martwisz…
-Co ci do tego?
-Nie.. nic – uśmiechnął się i odszedł do swojego auta
-Palant… - szepnęłam sobie pod nosem i odpaliłam silnik.
***OCZAMI JUSTINA***
-Błagam! – opierałem się o kratki – musze z nią porozmawiać…
-Wiesz co to znaczy areszt? – spojrzał surowo sierżant
-Wiem! Ale jestem celebrytą…
-No i myślisz, że takie kary cię nie dotyczą? Żyjesz w zbyt wyidealizowanym świecie chłopcze. A za narkotyki to już całkowicie sobie nagrabiłeś.
-Co mam zrobić, żeby z nią porozmawiać? – westchnąłem biorąc głęboki oddech – ona mnie zabije…
-Zeznawać.
-Mam wkopać tych ludzi?
-Zależy co rozumiesz pod słowem wkopać?
-Powiem jak było. Mówiłem wam już to setki razy… - mówiłem zrezygnowany. Już wyobrażałem sobie jak Maxim się na mnie wścieknie za to gdzie wylądowałem.
-Możesz wyjść jedynie za kaucją.. – powiedział grzebiąc w komputerze
-To proszę zadzwonić – nagadywałem go tak od przeszło godziny – opowiedziałem jak było więc nie rozumiem dlaczego mnie tu jeszcze trzymacie?!
-Może dlatego, że w chwili złapania byłeś pod wpływem narkotyków?
-Nie wiem jakim cudem, mówiłem już, że nic nie brałem.
-Może ktoś to potwierdzić?
-Maxim.
-Wyjdziesz dopiero jak narkotyki przestaną działać. Zrobisz jeszcze cos głupiego…
-Al..
-No tak, już zrobiłeś. Moment… - zmrużył oczy i zaczął czytać coś na komputerze.
-Ale chcę z nią porozmawiać… Mogę zagwarantować, że nie zrobię już nic! – wzdychałem – ale chcę z nią porozmawiać…
-Wiesz, że ona cię zabije? – spojrzał na mnie spod byka
-Wiem.. Z nią nie ma żartów…
-Będziesz mógł wyjść dziś pod dwoma warunkami – mówił a mi mroczyło się w oczach. Czułem jak moje nogi się uginają.
-Ktoś musi cię odebrać i uiścić kaucję
-Od godziny proszę o telefon… - wydukałem załamany – zadzwoń do Maxim, proszę…
***OCZAMI MAXIM***
Jeździłam przeszło półgodziny a Justinie ani śladu. Dzwoniłam setki razy i nic. Wraz z Niallem zjechaliśmy na parking.
-Niall! – krzyknęłam – myśl, gdzie on może być! – zaczynałam tracić cierpliwość
-Spokojnie – uspokajał mnie
-Wydajesz się mieć na niego… tak po ludzku mówić wysrane! – tupnęłam nogą i splątałam ręce na wysokości żeber
-Justin jest mądry, nie zrobi nic głupiego – uśmiechnął się a do mnie zadzwonił zastrzeżony numer, martwiłam się o Jusa więc odebrałam
-Halo? – zapytałam niepewnie
-Dobry wieczór, z tej strony sierżant Peal – mówił ciągle a mi ugięły się aż nogi, z wrażenia oparłam się o samochód – rozmawiam z Maxim McCann?
-T.. tak – zająknęłam się
-Dzwonię w sprawie Justina Biebera – telefon omal nie wypadł mi z dłoni
-Coś się stało?!
-Justin został zatrzymany.
-Dlaczego? – zaczęłam krążyć w tą i z powrotem a Niall jedynie prowadzał mnie wzrokiem
-Rozpętał bójkę i w wyniku czego pobił dwójkę chłopaków. Jest pani w stanie złożyć zeznania?
-Oczywiście! – mój oddech przyśpieszył, dostałam zadyszki. Policjant podał mi dokładny adres i się rozłączył – nie zrobi nic głupiego, tak?! Już zrobił!! nie jest głupi, tak?! – wydarłam się do Nialla
-Co się stało?
-Nie wiem dokładnie. Ale jest w areszcie! – moje dłonie zaczęły drżeć
-Co mu strzeliło do głowy? – wziął głęboki oddech i przejechał wzrokiem w drugą stronę
-Twoje pieprzone narkotyki! – walnęłam go torebką – zabierz je ze sobą i odczep się od nas! – wydarłam się po czym wsiadłam do auta i odjechałam z piskiem opon. Wcale nie żałowałam tego jak się zachowałam. Nie wiem jak długo Justin ćpa ale pomogę mu. Nie zostawię go w potrzebie, razem przetrwamy wszystko.
***OCZAMI JUSTINA***
-Weź głęboki oddech synu i idź do swojej wściekłej dziewczyny – przyszedł sierżant i otworzył kratki.
-Jest źle? – zapytałem niepewnie
-Sądząc po jej minie. Jest bardzo źle – poklepał mnie po ramieniu – ale strasznie się o ciebie martwiła… Wygląda na bardzo zmęczoną więc nie będziemy jej już dziś przesłuchiwać, przyjedźcie.
-Mogę swoje rzeczy? – zapytałem biorąc z biurka telefon i zegarek
-Już wziąłeś więc co pytasz? – zaśmiał się – kajdanki zdejmiemy na dyżurce – powiedział i pokazał mi drogę. Szedłem a on za mną koło dyżurki ujrzałem moją małą, kochaną Maxim. Niestety na jej widok przywołało mi się wspomnienie z dzisiejszego wieczoru. Próbowałem się jego pozbyć ale sama myśl o tym, że mam się z nią uśmiechać i zatajać szokującą o mnie prawdę przyprawiła mnie o dreszcze. Nie wiem czy będę mógł żyć z takim kłamstwem, czy będę musiał wyjawić jej tą okropną rzecz, która najprawdopodobniej zrujnowałaby nam związek. Stała z kamienną miną. Ręce miała zaplecione na wysokości żeber. Mimo wszystkiego miałem ochotę podbiec i się do niej mocno przytulić. Aby dała mi to poczucie bliskości. Policjant zdjął mi kajdanki i dał do podpisania papier, który wcześniej podpisała Maxim.
-Możesz iść – powiedziała do mnie policjantka z dyżurki. Spojrzałem na Maxim, ona odwróciła swój wzrok i kiedy już do niej dochodziłem to odwróciła się ode mnie i zaczęła iść.

____________________________________________

Wesołych Świąt i obfitego Dyngusa życzę Wam Maximki! <3 Rozdział nie dopracowany ale myślę, że nie jest zły :) zastanawiam się nad małym szantażykiem, bo co niektóre z Was są leniuszkami :) nie ładnie, nie ładnie... mam do powiadomienia 46 osób a komentarzy jest tylko 12 ( za co jestem z całego serca wdzięczna, tym Maximkom, które się mobilizują na parę cudownych słów ) :) Więc, nie wymagam wiele. Proszę jedynie o "meldunek" w postaci komentarza :) wystarczy np. " przeczytałam, jest ok" lub " przeczytałam jest do bani" :D hahah :) Chociaż wyczerpującymi opiniami NIE GARDZĘ I SĄ MILE, MILE WIDZIANE :) komentujcie, proszę, komentujcie :)

PRZEPRASZAM ALE NIE MOGŁAM SIĘ POWSTRZYMAĆ! TA WIADOMOŚC TAK STRASZNIE MNIE ZRUSZYŁA, ŻE CHCIAŁABYM SIĘ Z WAMI NIĄ PODZIELIĆ BO TAK JEST DZIĘKI WAM :)

Hey ; * mam pytanko ;) kiedy pojawi się następny rozdział ? nie pytam dlatego że chce cię ponaglać ale informacyjnie heh <3 swoją drogą chce ci powiedzieć że nie masz pojęcia jak się ciesze że jednak dalej będziesz pisała to opowiadanie jestem z tobą od początku staram się zostawiać komentarz pod rozdziałami ostatnio nawet zaczęłam go polecać znajomym ;) Ostatnio coś mnie wzięło i postanowiłam przeczytać go od nowa i dopiero teraz zauważyłam jakie postępy zrobiłaś jesteś niesamowita pisz dalej bo we mnie zawsze znajdziesz fankę ciebie i twojego opowiadania '

m.in dzięki Niej zmotywowałam się aby dodać notkę <3


Tagi: rozdział 55
30.03.2013 o godz. 18:49

Podzielę się z Wami małą ciekawostką... Nasz Justin w kolejnym rozdziale narozrabia i trafi do.... ARESZTU! !

Muzyka wedle uznania :)

_____________________________________________

-Jak długo tu będziesz? – zapytałem w zamierzonym celu. Chciałem się dowiedzieć jak długo musze trzymać Maxim z dala od hotelu i w ogóle jak długo muszę uważać aby się nie spotkały.
-Tydzień – uśmiechnęła się
-Okej, przepraszam śpieszę się – wymusiłem uśmiech
-Masz gościa?
-Nie, czemu?
-Zmówiłeś podwójną kamikaze? – zapytała z sarkazmem.
-ah, tak.. Mam gościa. Miłego odpoczynku – ominąłem ją i poszedłem do hotelu po czym z ulgą wsiadłem do windy i poszedłem do pokoju.
-Kto to był? – zapytała Maxim wychodząc z tarasu do pokoju. Z wrażenia aż zaparło mi dech w piersiach.
-Kto? – udałem głupiego rzucając się na łóżko. Leżałem na wznak i rękoma zaplecionymi na karku
-Kotek, nie udawaj okej? – spojrzała na mnie chłodnym spojrzeniem Maxi siadając na skrawku łóżka – już zapomniałeś kto cię chwilę temu wyściskał jak jakiegoś miśka?
-Ta dziewczyna? – udałem olśnienie i zacząłem się śmiać – to fanka
-Wiedziałam! – zaczęła mi wtórować śmiechem i skoczyła siadając na mnie okrakiem – tylko cię sprawdzałam. Ufam ci z całego serca i wiem, że nigdy byś mnie nie zdradził… - zamruczała mi do ucha aż ogarnął mnie przyjemny dreszczyk.
-No i bardzo dobrze – przytuliłem ją i pocałowałem. Naszą sielankę przerwało pukanie do drzwi. Był to oczywiście hotelowy, który dostarczył moje zamówienie. (…)
***OCZAMI MAXIM***
Wzięłam chłodny prysznic, zawinęłam włosy w ręcznik i ubrana w szlafrok weszłam do pokoju piłując pilniczkiem paznokcie. Justin był na tarasie i ubrany jedynie w spodenki wylegiwał się na leżaku. Dołączyłam do niego siadając na skrawku drugiego leżaka.
-Zwiedzimy dziś troszkę? – zapytał otwierając oczy i zsuwając okulary przeciwsłoneczne
-Ty masz ochotę na zwiedzanie? – skrzywiłam się – zawsze uważałeś, że to nudne?
-Zwiedzanie z niespodzianką? Może tak to ujmę? – uśmiechnął się szeroko i zaciągnął łyka lodowatego koktajlu
-Brzmi intrygująco – zaśmiałam się i ściągnęłam ręcznik po czym potrzepałam włosami
-Więc? – zapytał Justin – myślę, że to oferta nie do odrzucenia – spojrzał jednoznacznie i zsunął się z leżaka siadając na skrawku opierając się łokciami na kolanach i trzymając koktajl.
-Skoro tak twierdzisz – wzruszyłam ramionami rozczesując włosy
-To idę wziąć prysznic – wstał z uśmiechem i wychodząc z tarasu pocałował mnie w policzek. Siedząc na leżaku zanurzyłam wzrok w widoku, którym była masa bawiących się ludzi na basenie. Jedni popijali coś przy barze a drudzy szaleli w wodzie. W pokoju zaczął dzwonić mój telefon więc wstałam i podeszłam do szafki nocnej biorąc do ręki komórkę.
-Halo? – uśmiechnęłam się na widok „Greggoo <3” na wyświetlaczu
-No cześć skarbie – usłyszałam jego wesolutki głos – co widzisz?
-Co widzę? – zaśmiałam się wychodząc na taras – widzę, przepięknie błękitny basen… i dużo uśmiechniętych ludzi
-Fajnie, sprawdzałem cię i wnioskuję, że jesteś na wakacjach?
-Dokładnie.
-Więc brukowce i portale plotkarskie nie kłamią – zaczął się śmiać – właśnie trzymam w ręku przepiękną gazetę z przepiękną okładką – mówił rozbawiony
-Czyli? – zaciekawiłam się
-Naburmuszony Justin ze środkowym palcem i roześmiana brunetka! – podejrzewam, że zwijał się ze śmiechu więc i ja zaczęłam się śmiać nieopanowanie
-Nic więcej nie mów! – mówiłam ze łzami w oczach
-To nie wszystko, jest nawet filmik! Wyślę ci na tt. I ten Justina teks „ Naprawdę cię nie lubię, gościu” robi teraz furorę w intrenecie.
-Z pewnością – opadłam ze śmiechu na leżak, kiedy Justin dołączył do mnie. Smarował się balsamem i kiwnął głową z zapytaniem „ Kto to dzwoni” – rozmawiam z Greggiem! – śmiałam się – właśnie mówi, że jesteś totalnie na topie – Justin zrobił wielkie oczy i wziął ode mnie telefon
-Ja sobie z nim porozmawiam a ty kochana idź się ubierz, nie będziemy przecież cały dzień siedzieli w domu – uśmiechnął się a ja posłusznie zebrałam się i poszłam do łazienki po drodze biorąc wszystkie dodatki i ubrania. Po około półgodzinie wyszłam gotowa do wyjścia. Mój ukochany wziął klucze od auta i otworzył mi drzwi. Zjechaliśmy windą na hol i czekaliśmy przed hotelem aż parkingowy podjedzie naszym autem. Staliśmy i rozmawialiśmy śmiejąc się.
-Justin! – grupka dziewczyn przebierała nogami widząc uśmiechającego się do mnie Justina
-No idź – westchnęłam ze śmieszną miną i Justin podszedł do dziewczyn. Wahał się troszeczkę bo w końcu to są nasze wakacje, gdzie odpoczywamy od tego całego zamieszania wokół nas. Na tym właśnie rzecz polega. Poświęcamy czas tylko i wyłącznie sobie. Zrobił sobie z nimi zdjęcie i trochę porozmawiał. Parkingowy już podjechał i dał mi kluczyki a Justin wciąż z nimi stał i nawet nie zwracał na mnie uwagi więc wsiadłam do samochodu. Nie to, że miałam coś przeciwko temu, że rozmawia z fankami. Minęło kolejne dziesięć minut a ja dalej siedziałam jak głupia. W końcu okazałam lekką irytację i wysiadłam
-Justin, przeszkadzam ci? – zmierzyłam go a dziewczyny wyłupiły na mnie oczy – proszę mnie nie kamerować – powiedziałam stanowczo zasłaniając obiektyw jednej z dziewczyn
-Już idę kochanie – uśmiechnął się Justin a jego fanki pożerały mnie wzrokiem
-Jest naprawdę ładna – wydukała jedna z nich a druga trąciła ją łokciem
-Jeszcze ładniejsza niż myślałam – szepnęła druga
-To prawda – zaśmiał się Justin i pożegnał się z dziewczynami. Wesolutki podszedł do mnie i objął jedną rękom w pasie po czym przy samochodzie otworzył mi drzwi i wsiedliśmy. (…)
***OCZAMI JUSTINA***
Zabrałem Maxim na wybrzeże. Byłem pewny, że tu nie spotkamy się z Alex. Na niebie świeciło słońce i powiewał lekko wiaterek. Maxim strasznie się ucieszyła. Zorganizowałem dla nas skutery wodne i wynająłem pokój abyśmy mieli gdzie się przebrać.
-Twoim zdaniem to jest zwiedzanie? – zaśmiała się Maxim pozbywając się sukienki. Zsunęła ramiączka a sukienka sama opadła na podłogę
-A co nie podoba się ci? – zmrużyłem oczy słodko się uśmiechając
-Podoba i to bardzo – odwzajemniła uśmiech i nasmarowała się balsamem. Kiedy byliśmy już gotowi to zeszliśmy na opustoszałą plażę. Dziwiłem się, że jest tak mało osób skoro świeci takie piękne słoneczko. No cóż. Nie zwracałem na to uwagi. Wziąłem moją ukochaną za rękę i poszliśmy na skutery. Maxim z chęcią dosiadła się do mnie. Podkreśliła, że tylko mi ufa przez co zrobiło mi się niezmiernie miło. Szaleliśmy na wodzie. Maxi krzyczała z zachwytu i mocno ściskała mnie w pasie. Z daleka dostrzegłem zbliżający się do nas skuter a na nim siedzącego blondyna.
-Kogo ja tu widzę ! – krzyknął uradowany – Maxim, gdybym mógł to bym cię wyściskał!
-Niall! – uśmiechnąłem się widząc tą znajomą mordkę. Maxi trochę pokręciła nosem ale wymusiła uśmiech – masz szczęście, że cię nie dosięgnę bo gdybyś ją tknął to sprałbym cię na kwaśne jabłko – zaśmiałem się
-Wracajmy – szepnęła Maxim
-Co robicie wieczorem? – zapytał Niall mojej dziewczyny
-Jedziemy na koncert– wtrąciłem
-Dobra, to pogadamy jeszcze bo tu ledwo was słyszę mimo, że jestem niedaleko – powiedział Niall
-Do zobaczenia – przybiłem mu żółwika i odpłynąłem. Poszliśmy we dwoje coś zjeść. W nadwornej restauracji było mnóstwo ludzi. Siedzieliśmy pod wielkim parasole.
-Koncert? – zdziwiła się Maxim sącząc szejka.
-Tak, koncert… - zacierałem ręce z zachwytu – na pewno ci się spodoba…
-Czyj? – zmierzyła mnie wzrokiem
-Przekonasz się wieczorem… - uśmiechnąłem się i złapałem za podbródek – nie lubisz Nialla, prawda?
-Nie szczególnie za nim przepadam – odpowiedziała szczerze.
-O Justin dobrze, że was widzę – podbiegł Niall – mogę na chwilkę porwać Jusa? – zapytał Maxim
-Nie – odpowiedziała moja dziewczyna przez co zacząłem się śmiać
-Niestety ale to konieczność wiec pytanie było retoryczne – dodał Niall
-Zaraw wrócę kochanie – musnąłem jej policzek i poszedłem za Niallem (…)
***OCZAMI MAXIM***
Zmęczona rzuciłam się na łóżko a Justin obok mnie. Leżeliśmy w milczeniu. Widział, że jestem na niego zła. Nie podobało mi się to, że zaproponował Niallowi aby ze swoją dziewczyną spędził z nami wieczór.
-Gniewasz się jeszcze? – szepnął Jus odwracając głowę w moją stronę. Bez słowa odwróciłam się do niego plecami – przepraszam… - głośno oddychał
-Sam sobie z nimi idź na ten koncert. Ja zostaję – warknęłam
-Żartujesz sobie, prawda? – usłyszałam irytację w jego głosie
-A wyglądam na taką? – wstałam nerwowo z łóżka i drastycznie chwyciłam torebkę po czym wyszłam z pokoju. Nie dość, że cały dzień spędził w jego towarzystwie to i wieczór. Ten wypad miał być nasz wspólny a co chwilę zostaję sama. Nie mogłam przeżyć, że zostawił mnie na cały dzień z samą sobą a miał iść jedynie na chwilkę. Nie napisał nawet sms, nie zadzwonił. Po prostu mnie zostawił a na dodatek wieczór również podporządkował swojemu koledze. Potrzebowałam trochę odetchnąć więc zeszłam na dół i usiadłam przy barze nad basenem. Zamówiłam lodowego szejka i sms’owałam z Vanessą.
-O mój boże! To naprawdę ty? – stanęła przy mnie wysoka brunetka
-Zależy o kim mówisz – uśmiechnęłam się a ona pożerała mnie wielkimi oczyma
-Maxim! – podskoczyła z radości – McCann! O mój boże! Jesteś moją inspiracją! – piszczała przytulając mnie ze wszystkich sił – Alexandra Walker – podała mi rękę
-Maxim McCann – zaśmiałam się przyjaźnie się z nią witając
-Tak wiem – wytrzeszczyła oczy i wzięła głęboki oddech
-Może dosiądziesz się? – zaproponowałam
-No pewnie! O nie Maxim McCann… Będę piła szejka z tą Maxim… Znaczy z tobą…– zaśmiała się i zajęła miejsce obok mnie. Bardzo długo rozmawiałyśmy. Alexandra okazała się przesympatyczna dziewczyną i nie tylko dlatego, że powiedziała mi o tym, że jestem jej inspiracją i dzięki mnie rozpoczęła karierę ale jej sposób w jaki zwracała się do mnie i innych.
-Sama przyjechałaś na wakacje? – zdziwiła się
-Praktycznie to tak – odpowiedziałam po dłuższym zastanowieniu
-To niebezpieczne, zważając głównie na skalę twojej popularności
-Daję sobie radę. Nie łatwo jest przekonać ekipę, że nie potrzebuję niańki przez 24 godziny na dobę ale czasami się udaje - zaśmiałam się i zaczęłam pić szejka przez słomkę
-No cześć Alex – powiedział jeden brunet gdy podszedł z grupką chłopaków – masz śliczną koleżankę zapoznasz nas? Wydaje mi się być znajoma – uśmiechnął się do mnie a ja odstawiłam szejka
-Znajoma?! Ty chyba sobie żartujesz, prawda? – westchnęła Alexandra – przecież to Maxim McCann! Ta Maxim!
-Miło mi poznać – pokazał swoje śnieżnobiałe ząbki a mój wzrok zjechał na opalony i umięśniony tors
-Mi również – odwzajemniłam uśmiech
***OCZAMI JUSTINA***
Zdrzemnąłem się trochę. Obudziły mnie piski dochodzące zza tarasu. Leniwie się przeciągnąłem i spojrzałem na drzwi od łazienki. Były otwarte więc Maxim jeszcze nie wróciła. Denerwowało mnie jej zachowanie. Oburzyła się, że spędziłem z Niallem trochę czasu. Wielkie halo. Było mi gorąco więc zdjąłem koszulkę i wyszedłem na taras. Oparłem się o poręcz i wypatrywałem Maxim. Dostrzegłem ją jak szła koło basenu w towarzystwie jakiś chłopaków. Od razu wziąłem telefon i zacząłem do niej wydzwaniać. Byłem buraczkowy ze złości. Jeden z nich szedł blisko Maxim i ciągle na nią patrzył uwodzicielsko. Dzwoniłem na marne. Brała telefon do ręki i mnie odłączała. Mój oddech przyśpieszył. Wszedłem do pokoju i wziąłem koszulkę, po czym wróciłem się na taras po telefon który zostawiłem na leżaku. Założyłem koszulkę i poszedłem po Maxim. Lecz gdy byłem już przy basenie nigdzie nie widziałem Maxim.
-Czyżbyśmy byli w tym samym hotelu? – usłyszałem śmiech za sobą – gdzie masz Maxim? – odwróciłem się i ujrzałem Nialla
-Bo zacznę podejrzewać, że mnie śledzisz – zażartowałem
-Więc, gdzie jest Maxi? – powtórzył pytanie
-Zwiała mi – westchnąłem a on zaczął się śmiać – co ci tak do śmiechu? – oburzyłem się żartobliwie
-Stary laska sama ci zwiała i masz teraz wolną rękę – mówił podstępnym tonem głosu
-Co masz na myśli?
-Chodź ze mną… - nasunął okulary na oczy i zaczął iść w stronę hotelu więc ruszyłem za nim – jak to się stało, że laska ci się ulotniła?
-Mała rozbieżność zdań – westchnąłem i wsiadłem do windy. Niall zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie było kilku gostków – co tu tak ciemno? Przyjechałeś na wakacje czy do jaskini?
-Patrz – usiadł na sofę i wyjął z kieszeni niewielką przeźroczystą saszetkę i wysypał jej białą zawartość na stół – rozluźnimy się trochę. Najlepsza koka jaką można dostać.
-Ja dziękuję – zaprotestowałem
-Przestań, nie bądź lamus
-Byłbym lamusem gdybym szedł za tłumem i nie miał swojego zdania
-Coś w tym jest – pokiwał głową i zaciągnął się białym proszkiem – może jednak?
-Gdybym chciał to bym wziął, nie nalegaj – powiedziałem siadając na fotelu.
***OCZMI MAXIM***
-Super, dzięki za popołudnie – pożegnałam się z nowo poznanymi chłopakami, którzy odprowadzili mnie i Alex pod hotel
-Cała przyjemność po naszej stronie. Mam nadzieję, że to nie jedyne nasze spotkanie – odpowiedział brunet
– Są sympatyczni – uśmiechnęłam się do Alexandry, gdy oni odeszli
-Tak to prawda, dla przyjaciół są w stanie zrobi wszystko – dodała Alex wsiadając do windy – jestem zmęczona a jutro czeka mnie cały dzień prób – westchnęła zabawnie
-Do czego się przygotowujesz? – zapytałam ze wzrokiem zanurzonym w telefonie
-Jutro wieczorem mam występ… Trochę się stresuje…
-Spokojnie, na pewno dasz sobie radę. Wyślij mi adres a na pewno się pojawię.
-Naprawdę!? – ucieszyła się
-Oczywiście. Do zobaczenia jutro – przytuliłam ją i wysiadłam z windy. Szłam długim korytarzem do pokoju, jednak coś mnie pokusiło więc odwróciłam się i na moje nieszczęście spotkałam Justina.
-Szukałem cię – uniósł kącik ust do góry
-Mało skutecznie – odpowiedziałam i otworzyłam drzwi wchodząc do pokoju
-Co to byli za idioci? – zapytał Justin podchodząc do mnie
-Znajomi – odsunęłam się
-Obije im mordy – warknął – gdzie ty się z nimi włóczyłaś? Musiałaś być zachwycona nimi skoro odrzucałaś mnie jak dzwoniłem
-Justin opanuj się
-Nie mów mi co mam robić. Prowadzasz się z jakąś bandą pustaków a ja mam się temu bezczynnie przyglądać? – oburzył się. Jego zachowanie było dziwnie podejrzane.
-Piłeś? – skrzywiłam się
-No co ty – uśmiechnął się – gniewasz się jeszcze na mnie kochanie? Ta nagła zmiana podejścia całkowicie namieszała mi w głowie. Jeszcze parę sekund temu zachowywał się wręcz brutalnie – przepraszam… - przytulił mnie przez co ogarnęło mnie przyjemne uczucie
-Troszkę – ponownie się odsunęłam – te dni miały być tylko dla nas a ty zostawiłeś mnie od tak i poszedłeś sobie z Niallem… dziękuję.
-Wiem źle zrobiłem, przepraszam… - musnął mój policzek – to co dasz mi to naprawić?
-Oczywiście, że tak – nie wytrzymałam i uśmiechnęłam się. Nie potrafię się długo na niego gniewać.
-Jestem pewien, że ten koncert jest twoim wymarzonym! – powiedział szczęśliwy i okręcił mnie wokół własnej osi – o 21 wychodzimy – pocałował mnie wsuwając język do moich ust – pamiętaj, że bardzo cię kocham i czasami popełniam błędy, jestem tylko człowiekiem – uśmiechnął się i położył na łóżko a ja podeszłam do walizki i wyjęłam ciuchy. Ciepłe powietrze wypełniało każdy zakątek pokoju więc jedyne o czym teraz marzyłam to chłodny prysznic. Poszłam do łazienki i odkręciłam wodę. Justin włączył w pokoju muzykę i prawdopodobnie zaczął się szykować. Orzeźwiłam swoje ciało brzoskwiniowym żelem pod prysznic. Po wyjściu z brodzika owinęłam się w ręcznik i stanęłam przed lusterkiem susząc włosy. Po około godzinie byłam gotowa, Justin również.
-Twoi przyjaciele idą z nami? – zapytałam dając obojętność
-Nie – odpowiedział i wziął klucze od auta – idziemy?
-Mhm – mruknęłam i wyszłam z pokoju. Justin zamknął drzwi i zaraz mnie dogonił łapiąc za rękę.
***
Podjechaliśmy pod wielki budynek od tyłu. Byłam strasznie zaciekawiona co to za koncert. Justin jedynie podstępnie się uśmiechał.
-Jesteśmy na miejscu – zakomunikował i wysiadł z samochodu. Podszedł z mojej strony i otworzył mi drzwi.
-Dowiem się czyj to koncert? – zaśmiałam się
-Tak, już niedługo sama zobaczysz – musnął okolice moich ust i trzymając mnie za rękę weszliśmy do budynku od strony kulis… Wszystko było takie tajemnicze. Przeszliśmy na widownię i zajęliśmy najlepsze z możliwych miejsc.
-Jesteście gotowi? – z wszelakich głośników wydobył się głos a wszyscy obecni zaczęli piszczeć, Justin spoglądał na mnie co chwilę kątem oka – czy jesteście gotowi?! Przed wami Hoobastank!!!!!! – serce omal mi nie stanęło. Zaczęłam piszczeć i skakać. Rzuciłam się na Justina, który szczerze cieszył się razem ze mną.
-Niemożliwe! – całowałam go po policzkach – jesteś cudowny!
-Witam was serdecznie! – na scenie pojawił się zespół. Nogi uginały mi się pod ciężarem emocji. Widząc ich zaczęłam piszczeć jeszcze głośnie. Na hali panował jeden wielki chaos. Zaczęli śpiewać. Śpiewałam razem z nimi, nie tylko ja ale i całe zgromadzone kilka tysięcy fanów. (…)
-Ostatnią piosenką będzie jedyna tak bardzo bliska mojemu sercu. Trochę się stresuję bo po raz pierwszy zaśpiewam ją na żywo. To powinno być coś wspaniałego. Ponoć jest to ulubiona piosenka jednej z moich fanek… Prawda Maxim? – mówił solista, ja aż otworzyłam usta – proszę pomóż mi abym nie sprawił, że przestaniesz ja lubić – zaśmiał się a w sprzęcie nagłaśniającym zabrzmiały pierwsze nuty „The Reasons ”. Od razu przeszły mnie przyjemne ciarki. Byłam taka szczęśliwa słysząc tą piosenkę na żywo, że nie potrafię tego opisać. Wydzierałam się zamiast śpiewać. Ten widok był cudowny. Rozwrzeszczani fani wymachujący rękoma, ten, głos, ta piosenka… Po moim policzku zaczęły spływać łzy szczęścia.
-Nie płacz, skarbie – zaśmiał się Justin po czym mnie przytulił – to jest nasza piosenka… na dobre i na złe – mówił mi głośno do ucha. Moje emocje nie zostały opanowane wręcz wzrastały. Wokalista dawał z siebie wszystko. Ogromnie mi się podobało to wykonanie i słowa Justina : „to nasza piosenka na dobre i złe”. Justin zawsze wie jak mnie uszczęśliwić.
-To jest niesamowite, Justin! – rzuciłam się mojemu chłopakowi na szyję podskakując z radości. Zespół zszedł ze sceny i koncert dobiegł końca. Ochrona dbała aby nie było zamieszania i nie pożądanych skutków.
-To nie koniec – Jus chwycił za moją dłoń i zaczął przedzierać się przez tłum. Zabrał mnie za kulisy. Pokazał ochronie wejściówki i przepuścili nas dalej.
-Nie wierzę, że to ich garderoba – zaniemówiłam.
-To zobacz – zaśmiał się i zapukał po czym uchylił drzwi – kapitalne show – krzyknął od razu do członków zespołu
-Justin, miło cię ponownie widzieć – przywitał się z nim solista – a to przecież twoja piękna dziewczyna o anielskim głosie – spojrzał na mnie ze słodką miną. Miałam blokadę i nie mogłam nic powiedzieć… Zapanowała grobowa cisza.
-Zatkało mnie – wydukałam a wszyscy wybuchli niepochamowanym śmiechem – jeszcze nie doszłam do siebie po tym co niedawno przeżyłam więc dajcie mi chwilkę – odwróciłam się i wzięłam głęboki wdech. Jus słodko się uśmiechał patrząc na mnie – uuu… okej… już mi lepiej – zaśmiałam się i wtuliłam w Jusa
-Jesteś świetna! – mówił solista
-Nie, nie! To wy jesteście świetni. To co przeżyłam tam – pokazałam na drzwi – tego nigdy nie zapomnę! Mało nie dostałam zawału jak usłyszałam dźwięki „ The Reasons” – mówiłam jak katarynka
-Kochanie, oddech – roześmiał się Justin.
***OCZAMI JUSTINA***
Maxim była szczęśliwa, widziałem to w jej oczach. Przeżywała koncert i rozmawiała z zespołem. Usiedliśmy i drążyliśmy różne tematy muzyczne. Maxim nawet umówiła się z wokalistą na pisanie utworu. Nagle zaczął dzwonić mi telefon więc wyszedłem z garderoby odebrać.
-Halo? – zapytałem
-Dobry wieczór. Z tej strony Stephanie Poll czy rozmawiam z Justinem Bieberem?
-Tak
-Super, jestem dziennikarką E!, czy zechciałbyś mi udzielić krótkiego wywiadu?
-Z chęcią ale jestem na wakacjach. Proszę umaić się z moim menadżerem.
-Okej, rozumiem. Życzę miłego wypoczynku i w takim razie do zobaczenia w krótce – odpowiedziała przyjemnie
-Dziękuję, do zobaczenia – uśmiechnąłem się sam do siebie. Włożyłem telefon do kieszeni i poszedłem do automatu po colę.
-Znów się spotykamy – powiedział Niall podchodząc od mnie
-Okej, stwierdzam, że mnie śledzisz – stwierdziłem po czym zacząłem się śmiać
-A może, ktoś zaprosił mnie na koncert a potem wystawił i przyjechałem sam?
-Wybacz stary… - wywróciłem oczyma
-Chodź ze mną – ruszył do jakiegoś pomieszczenia a ja za nim. Usiadł do stołu i wyjął tą samą saszetkę co wcześniej
-Niall! – oburzyłem się
-Spoko, starczy i dla ciebie. Stój na czatach – wysypał zawartość na stół i się zaciągnął po czym potrzepał głową – uuuuuu… mocna jest – przetarł nos i wstał – twoja kolej – ledwo co się trzymał na nogach. Wahałem się… „W sumie co zaszkodzi spróbować” pomyślałem i usiadłem do stołu.
***OCZAMI MAXIM***
-Justin dość długo nie wraca. Pójdę zobaczyć czy wszystko w porządku – uśmiechnęłam się i wyszłam. Jusa nie było więc zapytałam grupki ludzi, którzy tu stali czy nie widzieli go. Jeden wskazał drzwi twierdząc, że Jus tam wchodził. Bez zastanowienia podeszłam do drzwi i weszłam do środka. Widok mnie przeraził! Byłam zszokowana tym co zobaczyłam.
-Maxim? – spojrzał na mnie zaskoczony Justin.

______________________________________________
Długi wyszedł ! :D Bynajmniej tak mi się wydaje :)
Niall nowa CZARNA POSTAĆ, jest niezależny i bezpośredni :)
Przypominam o zadawaniu pytań :)
Co mogę jeszcze napisać?
Nic innego jak podziękowanie Wam moje kochane Maximki, za te wszystkie cieplutkie słowa. Autorki blogów wiedzą jakie to jest wspaniałe uczucie czytać, że jest się czyjąś inspiracją, że tyle osób docenia nasz wysiłek :)

O mnie: Kocham JB, 1D i Janis Joplin ♥ Jestem Belieber od 5 lat, Directioner od 2 lat, Maximką od samego początku powstania bloga. Macie w "obserwuję" (Maxim)
- loool. byłam pozytywnie zszokowana!!!!! :) to, że ktoś pisze, że jest MAXIMKĄ to jest WOOOOW! Brak mi słów! <3

http://greenjb.bloblo.pl/

PAMIĘTAJCIE... TO NIE JA TWORZĘ BLOGA! TWORZYMY GO RAZEM, JA I WY! :)
Dużo buziaczków dla Was Maximki :)
Tagi: rozdział 54
21.03.2013 o godz. 22:38
NOWA POSTAĆ!!!!
ALEXANDRA WALKER
19 letnia, początkująca piosenkarka. Ma nieziemski głos i szybko zyskuje popularność. Jest sympatyczną, szaloną dziewczyną, która niczego się nie krępuje. Jest bezpośrednia w każdej sytuacji. Poczynając od flirtu a kończąc na konfliktach. Maxim od zawsze jest jej idolką i wzorem do naśladowania. Zaś Justin? Ten chłopak stanowczo zawrócił jej w głowie!!! W dalekiej przeszłości byli parą. Maxim i Alex poznają się? Alex będzie próbowała odbić Maxim Justina czy ze względu na ogromną sympatie, którą od zawsze darzy Maxim odpuści i pozwoli im być szczęśliwym?



Tagi: info
09.03.2013 o godz. 23:19
Rozdział jest wesoły więc proponuję piosenkę nr. 45/47/48 (lub wedle uznania) do całego rozdziału :)
______________________________________________

-Brakowało mi takiej bliskości z tobą – uśmiechnąłem się przygryzając dolną wargę
-Serio? – spojrzała z wielkimi oczyma i cwaniackim uśmieszkiem.
-Serio!!!! - zaśmiałem się i z rozkoszą przytuliłem moją małą Maxim…. Ostatnie czasy były dla nas szalone. Wszystko przeze mnie i moje zawroty uczuć. Bardzo skrzywdziłem Maxim. Przez miesiąc nie byliśmy razem bo stwierdziłem, że jednak nasze uczucie wygasło. Ale gdy nie było jej obok mnie to całkowicie świrowałem. Byłem nie do życia. Mimo, że to z mojej inicjatywy stało się to - co się stało, to jednak czułem jak Maxim łamie mi serce spotykając się ze swoim przyjacielem Greggiem. Bolała mnie jej nieobecność i brak możliwości przytulenia się do niej. Być może na moją „zmianę” uczuć wpłynęło pojawienie się dziewczyny, którą kiedyś byłem zauroczony. Umawiałem się z nią przez tydzień. Lecz później brak Maxim zaczął mi coraz bardziej doskwierać i nie cieszyło mnie nic. Na szczęście w porę się ocknąłem i poprosiłem moją ukochaną o spotkanie na którym poważnie porozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć. Wiem… głupi jestem. Ale człowiek dopiero jak straci to przekona się co jest dla niego tak naprawdę ważne. Teraz jestem pewien moich uczuć co do Maxim. Spała tak słodko, że nie mogłem się na nią napatrzyć. W końcu usnąłem. A rano obudził mnie pocałunek.
-Wstawaj śpiochu – wyszczerzyła swoje śnieżnobiałe ząbki - głodna jestem…
-Ja też – przeciągnąłem się zarzucając rękę na Maxim. Patrzyła na mnie zdziwiona – hmm?
-Hmmm?! – hyknęła sarkastycznie – może byś tak hmmm, zrobił śniadanie? – wytrzeszczyła zabawnie oczy
-Tak… myślę, że mógłbym coś przygotować – pokazałem jej język i przyciągnąłem do siebie składając na jej soczystych ustach namiętny pocałunek - zaraz coś zrobię do jedzenie a ty się w tym czasie ubierz bo niedługo wyruszamy – uśmiechnąłem się i mozolnym krokiem zsunąłem się z łóżka
-Czekaj! – zaśmiała się Maxi i rzuciła mi się na plecy
-Co jest? Pomóc pani w czymś? – zapytałem wtórując jej śmiechem
-O tak… - mruknęła mi do ucha
-Więc co mogę dla pani zrobić? – spojrzałem na nią w lustrze wiszącym na ścianie
-Zanieś mnie do łazienki - skinęła głową marszcząc zabawnie nosek
-Serio?
-Serio, serio proszę pana… - wtuliła się we mnie z oplecionymi nogami dookoła mojej talii. Odstawiłem moją wariatkę w łazience i poszedłem do kuchni robić śniadanie.
***OCZAMI MAXIM***
Standardowe czynności. Wzięłam prysznic i owinęłam się ręcznikiem pozostawiając mokre, rozpuszczone włosy. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni. Zalotnie wyjrzałam zza progu.
-Myślisz, że zrobię śniadanie jeśli będziesz mnie kusiła swoim wyglądem? – zapytał Justin zamykając oczy – błagam cię… Nie rób mi tego! – zaśmiał się zasłaniając oczy rękoma jednak patrząc poprzez palce
-Przestań, po prostu zapomniałam ciuchów a tu tak ładnie pachniało, że musiałam zajrzeć – spojrzałam zalotnie zarzucając włosami – co serwujesz?
-Niespodzianka – pokiwał jednoznacznie brwiami
-Nie za dużo tych niespodzianek? – splątałam dłonie na wysokości bioder – coś za bardzo słodzisz… chcesz mi coś powiedzieć? – zaśmiałam się
-Tak. Kocham cię na zabój. Twój uśmiech mnie onieśmiela. Twoje oczy hipnotyzują mnie za każdym razem gdy je widzę – szepnął zalotnie podchodząc do mnie
-Serio?
-Serio, serio – dodał i oplótł ręce na moich biodrach – kocham cię, wiesz? – zapytał a ja na to delikatnie się uśmiechnęłam. Złapał leciutko dłonią za mój podbródek i złożył na moich ustach soczysty pocałunek.
****
Siedzieliśmy w samolocie na Hawaje. Oparłam głowę na Justina ramię i usnęłam. Śniły mi się koszmarne rzeczy i mama… ostrzegała mnie, że źle robię jadąc z Justinem w to miejsce. Radziła jechać w inne miejsce. Jak najdalej tego. Nie bardzo rozszyfrowałam jej troskę, ale nie przejęłam się zbytnio tym snem mimo ogromnej tęsknoty. Obudziłam się już na kilka minut przed lądowaniem,. Gdy otworzyłam oczy Justin z leciutkim uśmiechem mi się przyglądał.
-Coś nie tak? – zapytałam promiennie
-Po prostu nie mogę uwierzyć, że mam taką śliczną dziewczynę – uśmiechnął się szerzej ściskając moją dłoń – z dumą się z tobą pokazuję i przyglądam jak inni mi ciebie zazdroszczą – zaśmiał się
-Przestań – zmarszczyłam nos
-Jesteś piękna – musnął moje czoło
-Ale ty jesteś przystojniejszy – pokazałam mu język i wtuliłam się w niego. Kilka minut później wylądowaliśmy. Szeroko uśmiechnięty Justin trzymając mnie za rękę przemierzał przez całe lotnisko. Przytulał mnie i całował w policzki nie zważając na paparazzi i fanów. Podobało mi się to, że nie ukrywa swoich uczuć.
-Koniecznie od razu biegniemy na plaże! - westchnął Justin, kiedy szliśmy przez lotnisko do wyjścia
-Chciałbyś! – zaśmiałam się – najpierw musimy się rozpakować i trochę pozwiedzać – pokiwałam twierdząco głową a Justin rozczochrał mi włosy przedrzeźniając mnie. Dziennikarze atakowali nas masą pytań i robili mnóstwo zdjęć. Nie zwracaliśmy na nich uwagi. Jedynie obok fanów nie przechodziliśmy obojętnie. Tego nie robimy nigdy! Fotoreporterzy byli zachwyceni mając genialne ujęcia naszych roześmianych twarzy, kiedy się wygłupialiśmy. Przed lotniskiem czekało na nas wynajęte przez Justina auto. Strasznie mi się podobało, bo uwielbiam białe samochody. Mój ukochany otworzył mi drzwi . Gdy wsiadałam do samochodu jeden z fotoreporterów miażdżony był przez kilkunastu innych i w wyniku nacisku pchnął drzwi i prawie mnie przygniotły.
-Ogarnijcie się! Prawie zrobiliście jej krzywdę! - warknął Justin i cofnął jednego z paparazzi próbującego zrobić mi zdjęcie jak siedzę w samochodzie – co za młoty – zaśmiał się Justin siedząc już za kierownicą. Trąbił aby dziennikarze usunęli się z drogi i wolniutko zaczął jechać.
-Coś nie skutkuje twoje trąbienie – wybuchłam śmiechem na co Justin otworzył szybę i wychylił się przez nią wciąż trąbiąc. Jeden z dziennikarzy podszedł ze stoickim pokojem do Justina
-Czy przyjechaliście tu na wakacje? – pytał przykładając Jusowi mikrofon pod usta. Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej. Mężczyzna skierował na mnie kamerę – Maxim? Przyjechaliście zażegnać swój kryzys w związku i odbudować relację?
-Co?! Nie! Skądże – śmiałam się. Justin wciąż z głową za szybą wykrzykiwał coś do ludzi pchających się na maskę. Mężczyzna średniego wieku wciskał w moją stronę mikrofon przez Jusa szybę
-Spadaj stąd gościu! – przystojnemu brunetowi za kierownicą zaczęły puszczać nerwy i wypchnął dziennikarza od szyby
-Justin a gdzie się podziała twoje kultura? – zapytał
-Poszła razem z twoją na lunch! – warknął Jus a ja tylko panicznie się śmiałam – bawi cię to? – spojrzał na mnie surowo Justin
-Tak kochanie, bawi – śmiałam się i przejechałam dłonią po jego policzku po czym musnęłam jego usta – spokojnie, zaraz się rozejdą
-Tylko, że stoimy tu już przeszło 15 minut! – denerwował się Justin trąbiąc na robiących nam zdjęcia fotoreporterów
-Justin? To prawda, że pobiłeś fotografa bo obraził Maxim? – ponownie zbliżył się natrętny dziennikarz
-Nie lubię cię! – wytrzeszczył oczy Justin – ciebie zaraz mogę pobić
-Czyli to prawda? Maxim czy Justin stosuje wobec ciebie przemoc?!
-Naprawdę cię nie lubię gościu – Justin wziął głęboki oddech. W tym samym czasie podjechała policja i taranowała nam przejazd. Justin kiwnął im na podziękowanie i odjechał z piskiem opon. Zwijałam się ze śmiechu – aż tak cię to bawi? – oburzył się
-Nie bulwersuj się tak bo nie ma o co – śmiałam się i nasunęłam okulary na oczy
-Dobra, lepiej daj spokój – burknął i skupił wzrok na drodze. Słoneczne miasto tętniło życiem. A obrażony Jus nie odzywał się do mnie przez całą drogę. Podjechaliśmy pod hotel i wysiadł bez słowa. Nawet nie dał mi ręki wchodząc do recepcji.
-A ty co? – podbiegłam do niego, kiedy stał przy recepcji, wtuliłam się w jego rękę
-Nic – odpowiedział sucho, spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać – pokój dwuosobowy od strony basenu, na 8 piętrze z rezerwacją.
-Justin… - mówiłam zabawnie przeciągając a recepcjonistka ukradkiem na nas spoglądała – kochanie nie denerwuj się tak. Przecież nie masz powodów.
-Nie mam powodów?! – skrzywił się odwracając się do mnie przodem
-A masz? – westchnęłam powstrzymując się od śmiechu
-A uważasz, że nie? – wytrzeszczył oczy
-Gościu chciał wyprowadzić cię z równowagi i udało mi się to ale o co masz pretensje do mnie?
-Śmiałaś się robiąc ze mnie głupka – zmarszczył czoło
-Serio?! – zaczęłam się śmiać – o to ci chodzi? – śmiejąc się wtuliłam się w niego – uwielbiam jak jesteś taki zaborczy
-Dalej cię to bawi – westchnął i wziął od recepcjonistki kluczyki
-Dziękujemy – uśmiechnęłam się serdecznie. Kobieta była najwyraźniej zafascynowana naszą rozmową i tematem na okładkę kolorowych gazet. Wjechaliśmy windą na 8 piętro. Justin unikał mnie wzrokiem. Otworzył mi drzwi do pokoju i pozwolił jako dżentelmen wejść pierwszej – jesteś okropny – rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam się w sufit
-Prawie cię zgnietli… - mówił ściągając koszulkę
-Oj.. Przestań nic mi nie jest – zaśmiałam się
-Ale jak by coś ci się jednak stało? – zrobił minkę biednego psiaczka i położył się obok mnie i jeździł dłonią po moich ramionach – co powiesz na basen?
-Z chęcią ale jak przyniosą nam walizki – zaśmiałam się. Jakieś 20 minut później do naszych drzwi zapukał hotelowy i kilka mężczyzn wniosło nasze walizki. Zerwałam się i od razu wyciągnęłam strój po czym pobiegłam do łazienki go założyć. Na bikini narzuciłam cieniutką, przeźroczystą tunikę na ramiączka, która sięgała mi do połowy ud.
***OCZAMI JUSTINA***
Zeszliśmy na basen. Podeszliśmy do baru, gdzie sprzedawano napoje i alkohol. Trzymałem Maxi za rękę. Zamówiliśmy sobie po drinku i poszliśmy położyć się na leżaki. Było fantastycznie. Czułem jak moje policzki nabierają rumieńców od słońca. Wyczułem za krzakami paparazzi. Wkurzyłem się ale biorąc przykład z Maxim, po prostu nie zwracałem na nich uwagi. Długo leżeliśmy i rozmawialiśmy. Maxim nawet zaczęła rozważać opcję powrotu do show biznesu i nagranie nowej płyty. Od śmierci swojej mamy nie wystąpiła ani razu. Siedziała w swoim domowym zaciszu nie kontaktując się z ekipą. Wszyscy ją doskonale rozumieli.
-Chodź do wody – zachęcała mnie
-Później – uśmiechałem się
-Justin no dawaj. Przestań się rozglądać jakbyś kogoś szukał – zaśmiała się a ja zdałem sobie sprawę, że faktycznie się ciągle rozglądam. Wstałem i wziąłem Maxim na ręce.
-Pamiętasz co kiedyś zrobiłem? – przygryzłem dolną wargę
-Nie, nie… Justin, sama wejdę! – zaczęła się wyrywać
-Nie, z chęcią ci pomogę! – krzyknąłem i z rozpędem wskoczyłem do wody. Oboje zanurzyliśmy się po czym wyskoczyliśmy na powierzchnię.
-Zwariowałeś? – śmiała się Maxim
-Owszem z miłości – zanurzyłem się i opłynąłem ją dookoła na końcu łapiąc za nogi i ciągnąc pod wodę. Pocałunek pod wodą… Cudowne przeżycie. Uśmiechaliśmy się do siebie. Wynurzyliśmy się i chlapaliśmy nawzajem. Jakiś czas później podpłynąłem po materac i Maxim się na niego położyła a ja jak stróż trzymałem za skrawek i lekko ją popychałem.
-Van dzwoniła – uśmiechnęła się Maxim zsuwając okulary z oczu
-Po co? – zapytałem
-No jak po co? – zaśmiała się – tak o.. powiedziałam jej, że jesteśmy na wakacjach – odsłoniła rządek swoich śnieżnobiałych ząbków.
-Jeśli chcesz to mogą do nas dołączyć – westchnąłem lekko zawiedziony
-Chcę. Ale chociaż kilka dni pobądźmy sami – odparła składając na moich ustać słodki pocałunek
-Co robimy wieczorem?
-Zaskocz mnie – zaśmiała się i zsunęła się z materaca skacząc do wody
-Zaskoczę cię – pokiwałem uroczo głową i wyszedłem z basenu po ręcznik i podałem go Maxim – nie chcę aby ci wszyscy spragnieni faceci oglądali cię w stroju, na dodatek mokrą – zakomunikowałem na co Maxim wybuchła śmiechem
-Okej? – opatuliła się ręcznikiem i puszczając mi oczko okręciła się ruszając w stronę hotelu. Szybko wziąłem nasze telefony i resztę drobnostek po czym szybko ją dogoniłem przytulając od tyłu.
-Może coś zjemy?
-Ja? W stroju mam jeść? Gdzie tu jest mnóstwo facetów?! – wytrzeszczyła oczy wyraźnie mnie przedrzeźniając
-Masz racje – zmrużyłem oczy i zacząłem iść w stronę windy. Maxi podbiegła i złapała mnie za rękę ciągnąc w stronę restauracji. Uśmiechnąłem się jedynie. Zajęliśmy stolik i zamówiliśmy owoce morza. Dość długo zajęło nam jedzenie. Na niebie pojawił się już zachód słońca. Zadowoleni wróciliśmy do pokoju. Poprosiłem Maxim aby się ubrała. Zrobiłem to samo. Wziąłem szybki prysznic i założyłem świeże ubrania. Czekając na Maxi wyszedłem na taras i podziwiałem piękny zachód słońca… no i dziewczyny w bikini. Na basenie było jeszcze sporo osób. Większość już wypita a druga część relaksowała się z najbliższymi. Poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.
-Na co tak spoglądasz? – usłyszałem aksamitny głos Maxim. Położyłem dłonie na jej obejmujące mnie ręce.
-Czyż nie jest tu pięknie? – rozmarzyłem się
-Jest… - uśmiechnęła się Maxim. Odwróciłem się do niej i przejechałem wzrokiem od stóp.
-Wyglądasz prześlicznie. Jak zawsze…
-Dziękuję… Ty też niczego sobie… Trzymaj się blisko mnie. Wiesz jakie dziewczyny są narwane… - pogroziła mi palcem i stanęła na paluszkach żeby mnie pocałować. Objąłem ją i podniosłem. Zaczęliśmy się śmiać.
-Ja już mam swoją dziewczynę. Nie chcę innej – zmarszczyłem czoło zachowując poważną minę – idziemy?- kiwnęła głową i wyszliśmy. Zabrałem ją na romantyczny spacer wzdłuż wybrzeża. Szliśmy trzymając się za ręce. Zatrzymaliśmy się przy jednej z lodziarni. Kupiliśmy waniliowe lody i Maxim oczywiście sheyka.
-To kiedy wchodzisz do studia? – zapytałem gdy usiedliśmy na murku
-Nie wiem – westchnęła rozglądając się dookoła. Jej humor wyraźnie uległ pogorszeniu.
-Coś nie tak?
-Nie. Wszystko jest cudowne. Twój pomysł był świetny. Tylko..
-Tylko?
-Przy pierwszej piosence zawsze w studio była moja mama… Wspierała mnie i dodawała siły – szepnęła i położyła głowę na moje ramię
-Teraz ja będę cię wspierał i dodawał ci sił.. – wymusiłem uśmiech. Wiem, ze cierpi z braku najbliższej osoby i wtedy wcale nie było mi do śmiechu – myślę, że to nie powinno być trudne? – skrzywiłem się lekko speszony
-Nie – pchnęła mnie Maxi i zaśmiała się
-Więc załatwione? – spojrzałem na zamyśloną brunetkę – wiem kochanie, że jest ci ciężko. Że brakuje ci jej. Nie wiem nawet jak mogę cię pocieszyć? Pamiętaj, że teraz być może jest jej lepiej a ty masz kochające cię osoby. Na przykład mnie. Swoje rodzeństwo i tatę. Nie zapominaj o jego żonie i Jacku. Nie jest twoim biologicznym ojcem ale kocha cię za zabój. Wychowywał cię od pierwszych sekund twojego życia. I zobacz jak im się udało. Jesteś mądrą, śliczną, zdolną nastolatką, za którą szaleje cały świat i ja! Możesz być im za to wdzięczna, bo teraz twoja mama jest spokojna, że nie zrobisz niczego głupiego – uśmiechnąłem się i wstałem łapiąc Maxi za dłoń.
-Masz rację. Jestem dumną córką swojej mamy – wystawiła swoje śnieżnobiałe ząbki co mnie uszczęśliwiło.
Wróciliśmy do pokoju. Maxim wykąpała się i leżała siedząc na Internecie. Ja leżałem obok wpatrując się w nią. Wyglądała jeszcze piękniej w blasku zachodu słońca.
-Napiłabym się czegoś – oderwała wzrok od laptopa – jest woda?
-Nie. Mogę iść kupić do baru nad basenem. Na co masz ochotę? – jeździłem dłonią po jej nagich nogach
-Jest gorąco więc mam ochotę na coś zimnego.. Może i na coś mocnego – zaśmiała się
-No więc skoczę po jakieś dobre drinki, co ty na to?
-Z chęcią – pocałowała mnie w nosek po czym wstałem i wziąłem portfel. Uwielbiam taki mały relaks z niewielką ilością alkoholu i doborowym towarzystwem. Puściłem Maxim oczko i chciałem już wyjść z pokoju, kiedy Maxim głośno chrząknęła – hmm?
-Nie zapomniałeś czegoś?! - uniosła srogo wzrok przy czym lekko się uśmiechała
-Nie?
-A koszulka? – piorunowała mnie wzrokiem a ja wybuchnąłem śmiechem
-Jest gorąco – śmiałem się
-Łap i nie marudź. Na pewno nie pójdziesz sam z gołym torsem…. – uśmiechała się i rzuciła mi zwykłą białą bokserkę, który nie dawno zdjąłem – co innego gdybyś był ze mną – dodała niemalże niesłyszalnie. Zaśmiałem się naciągając na siebie bluzkę. Maxim wstała i z laptopem wyszła na taras siadając na leżak – wolę cię mieć na oku – zażartowała a ja wyszedłem i zjechałem windą na parter. Na holu zaczepiło mnie kilka fanek. Z przyjemnością zrobiłem sobie z nimi zdjęcie i poszedłem. Stanąłem przy barze opierając się rękoma. Zdecydowałem, że zamówię drinki do pokoju, bo było za dużo ludzi a mi i Maxim w ogóle nie jest potrzebna żadna sensacja.
-Justin?! – usłyszałem znajomy głos więc się odwróciłem. Moje serce omal nie stanęło! Była to Alexandra. Dziewczyna z którą się spotykałem, kiedy miałem małą „separacje z Maxim”. Oczywiście Maxi nic o niej nie wiedziała, bo nigdy w życiu by już do mnie nie wróciła – kogo ja tu widzę? – uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła. Byłem wyraźnie zdezorientowany.
-Hej? – wydukałem w końcu
-Miałeś zadzwonić? – spojrzała na mnie spod byka wciąż się uśmiechając. Przełknąłem głośno ślinę – spokojnie nadrobimy to! Ale się cieszę, że cię widzę! – podskoczyła z radości i ponownie rzuciła mi się na szyję. Nie potrafiłem wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Co ty tu robisz? – wymusiłem uśmiech
-Przyjechałam na wakacje. Przyda mi się mały odpoczynek, chociaż czeka mnie tu troszeczkę pracy – mówiła sącząc drinka
-To fajnie.. – wydusiłem i odwróciłem się do baru
-A ty? – stanęła obok mnie opierając się o blat
-Przyjechałem odpocząć… - powiedziałem prawdę
-To może odpoczniemy razem?– zapytała przygryzając dolną wargę i kładąc dłoń na mój tors, zamurowało mnie . Nigdy nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek ją spotkam a zwłaszcza wtedy jak będę z Maxim.
-To chyba nie jest dobry pomysł – odpowiedziałem – poproszę podwójną kamikaze (drinki) do pokoju 8/4 – położyłem pieniądze z wysokim napiwkiem na bar i odszedłem.
-Spławiasz mnie? – Alex mnie dogoniła
-Ja? Nie? – udałem głupiego – jestem tylko zmęczony i chciałbym się położyć.
-Spotkamy się? – zagrodziła mi drogę stając przede mną
-Jak długo tu będziesz? – zapytałem w zamierzonym celu. Chciałem się dowiedzieć jak długo musze trzymać Maxim z dala od hotelu i w ogóle jak długo muszę uważać aby się nie spotkały.
-Tydzień – uśmiechnęła się
-Okej, przepraszam śpieszę się – wymusiłem uśmiech
-Masz gościa?
-Nie, czemu?
-Zmówiłeś podwójną kamikaze? – zapytała z sarkazmem.
-ah, tak.. Mam gościa. Miłego odpoczynku – ominąłem ją i poszedłem do hotelu po czym z ulgą wsiadłem do windy i poszedłem do pokoju.
-Kto to był? – zapytała Maxim wychodząc z tarasu do pokoju. Z wrażenia nogi mi się ugięły.

____________________________________________

A na koniec? Jak zawsze proszę o Twoją opinię :) w notce niżej jest formspring :) zapraszam, nie gryzę <3 ps. miałam wczoraj małe problemy z netem :( ale już jest okej :)

ZMIENIŁAM TROCHĘ BIEG WYDARZEŃ, BO ZDECYDOWAŁAM NIE ZAKAŃCZAĆ TEGO OPOWIADANIA! WIELU Z WAS PISAŁO Z KIM JUS SIĘ PRZESPAŁ, WIĘC ODPOWIADAŁAM, ŻE NIE Z MAXIM (WŁAŚNIE TO ULEGŁO ZMIANIE) zadowoleni? :)
Buziole! <3

Tagi: rozdział 53
09.03.2013 o godz. 23:11
Skarby Wy moje! <3
Stwierdziłam, że nie mam serca rozstać się z tym opowiadaniem. Za bardzo je kocham! A kocham je dzięki Wam, bo za każdym razem jak wejdę na pocztę lub zaloguję się na bloblo to jestem mile zaskoczona opiniami i wiadomościami od Was :) o gg to już nie wspomnę, pisze do mnie tyle wspaniałych osób! Doładowujecie mnie pozytywnymi endorfinami na kolejne kilka dni :) więc... przejdę do sedna... Niestety, w tym tygodniu rozdział się nie pojawi, bo najnormalniej w świecie się nie wyrobiłam :( no ale chyba nie jest aż tak źle biorąc pod uwagę, że zrezygnowałam (póki co) z zakończenia bloga :)

Gorąco Was całuję i podkreślam, że z przyjemnością czytam wszystkie wiadomości i opinie :)

ps. Przypominam o formspringu, gdzie możecie zadawać mi różnorodne pytania ( o zdrowiu, życiu, blogu, sporcie itp...), tylko BŁAGAM! nie zasypujcie mnie pytaniami " kiedy nn ", bo na 99.9% pojawi się za tydzień :)

życzę miłego tygodnia i samych pozytywnych ocen ! :)

a dla Was taka tam świetna piosenka prześlicznej, sexownej Nicole z nieziemskim głosem! :)


Tagi: info
02.03.2013 o godz. 21:37
PIOSENKA Z PLAYLISTY nr. 9
-Proszę mi dać spokój – odszedłem od niego i wróciłem na oddział. Maxim siedziała zapłakana pod ścianą. Skulona chowała twarz w kolana.
-Nie – wyszeptałem i przeszły mnie okropne dreszcze. Jakby ktoś przechodził obok mnie… niewidoczny… Ruszyłem szybkim krokiem ku Maxim, spojrzała i wstała. Przystanąłem, nawet nie wiedziałem jak się zachować, co się stało. Patrzyła na mnie stojąc wyprostowana ze spuszczonymi rękoma. Jej twarz zaczęła zalewać się tysiącem łez. Podszedłem i bez słowa mocno ją przytuliłem. Drżała nie mogąc opanować płaczu…
-Justin – wydukała zanosząc się. Odchyliłem się troszeczkę aby ją widzieć. Zaczerwienione i podpuchnięte oczy wyglądały na nieszczęśliwe. Patrzyłem na nią ze współczuciem – ona nie żyje – rozpłakała się jeszcze bardziej. Ja również nie pohamowałem się aby nie załamywać jej jeszcze bardziej. Łzy spływały nam ciurkiem.
-Wybacz mi skarbie, przepraszam – ścisnąłem powieki i przytuliłem jej drżące ciało najmocniej jak potrafiłem. Czułem się okropnie, ta informacja totalnie zwaliła mnie z nóg. Wyobrażenie, że mój skarb już nigdy nie będzie mógł się przytulić do ukochanej, jednej jedynej matki było niedorzeczne. Nie będzie mogła z nią porozmawiać i wyżalić się, kiedy będzie tego potrzebować. Odeszła osoba, która zawsze i wszędzie ją wspierała, budziła rano do szkoły i dawała kopa na szczęście przed występami. To uczucie jest nie do opisania. Kobieta osierociła czwórkę wspaniałych dzieci. Traktowała mnie zawsze jak własnego syna. Czułem, że razem z nią umarła cząstka mnie. Nie wyobrażam sobie jak czuje się Maxim. Jej widok sprawiał mi jeszcze większy ból. Oddychała szybko i płytko. Czasami miałem wrażenie, że przez ten ból i płacz w ogóle zapomina o oddychaniu.
-Trzeba powiadomić rodzinę – powiedziała to z takim wielkim żalem i rozpłakała się jeszcze bardziej choć nie wiem czy to możliwe. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Poprosiła o mój telefon i drżącymi rękoma próbowała wybrać numer do taty. Nie dawała sobie rady więc zrobiłem to za nią.
-Tato? – zacisnęła powieki wciąż płacząc coraz to bardziej – tatusiu przyjedź proszę… - zanosiła się – błagam cię… Przyjedź do mnie. Mama, mama, ona… ona nie żyje – jej twarz się zmarszczyła po tych słowach i upuszczając telefon zjechała po ścianie. Wziąłem telefon i próbując pohamować emocje zacząłem rozmawiać.
-Maxim? Maxim co ty wygadujesz? Uspokój się dziecko – mówił przerażony mąż Beatris
-Dzień dobry tu Justin. Proszę przyjechać do szpitala i powiadomić resztę rodziny. Maxim niestety nie jest w stanie – wyrecytowałem szybko i rozłączyłem się. Usiadłem obok Maxi i splotłem nasze dłonie.
-To nie możliwe, Justin… Jak mogło do tego dojść? Co teraz będzie. Moi bracia sią jeszcze za młodzi. Nie zrozumieją. Będą mieli żal do całego świata o to, że nie ma przy nich najważniejszej osoby w życiu każdego człowieka. Nie przeżyją z nią tych wszystkich chwil, które przeżyłam ja… - położyła głowę na moje ramię i szeptała zapłakana. Milczałem bo wiem, że tego potrzebują kobiety. Muszą po prostu wyrzucić z siebie wszystkie emocje – mam do siebie taki żal. Gdybym wiedziała, że to nasza ostatnia rozmowa to bym się z nią nie kłóciła. Nie dopuściłabym do tego. To takie okropne wiedzieć, że już nigdy nie będzie jej obok mnie. Że już jej nie ma i nie zmienię już nic.
***OCZAMI MAXIM***
Nie potrafię sobie z tym poradzić. Serce mnie ściska i nie mogę oddychać. Nie czułam się tak od momentu śmierci babci. Długo regenerowałam się po jej stracie. Siedziałam z Jusem na podłodze przed jej pokojem. Nie potrafiłam tam wejść. Nie zniosłabym widoku bladej, lodowatej mamy z uśmiechem na twarzy. Czy faktycznie jest jej dobrze, że się uśmiecha? A może strasznie cierpi przez to odizolowanie się od wszystkich na zawsze? Ciężko jest powiedzieć cokolwiek. Wiele dla mnie znaczyła obecność Justina. Gdy go przytuliłam od razu czułam, że mam wsparcie.
***KILKA DNI PÓŹNIEJ***
PIOSENKA Z PLAYLISTY nr. 42
Przebudziłam się po 6. Justina nie było, chciałam być sama więc się wyprowadził. Nie odbieram od niego telefonu. Dlaczego? Bo czuję się zraniona. Nie potrafię wybaczyć mu, że ukrywał przede mną fakt, że moja mama prędzej czy później i tak umrze. Wtedy może inaczej wykorzystałabym ten pozostały nam czas. Dziś dzień pogrzebu. Wciąż nie mogę tego pojąć. To wszystko jest takie przeraźliwie straszne. Mam przed oczyma twarz mojego najmłodszego brata. Od czasu gdy się dowiedział o śmierci mamy nie odezwał się ani razu. W sumie ja sama mało co się odzywam, praktycznie tylko wtedy, gdy to konieczność. Zsunęłam nogi z łóżka i włożyłam kapcie. Ledwo co widziałam przez opuchnięte oczy. Weszłam do łazienki i przemyłam twarz wodą. Doznałam szoku, kiedy ujrzałam się w lustrze. Od dawna nie byłam w takim stanie fizycznym… jaki i psychicznym. Miałam przetłuszczone, rozczochrane włosy. Wielkie, widoczne sińce pod oczyma i spierzchnięte usta. Jedynym plusem było to, że spałam jak trzeba czyli w piżamie. Postanowiłam, że na pogrzeb powinnam troszeczkę doprowadzić się do porządku. Wzięłam prysznic i niechlujnie związałam włosy. Za makijaż nawet się nie brałam. Ubrana w bieliznę podeszłam do szafki i wyjęłam pierwsze lepsze czarne ubranie. Widząc ten kolor rozpłakałam się. Chciałabym aby Justin był obok mnie. Nie wiem dlaczego go tak bez przerwy ranię. Coś jest ze mną nie tak. Dłonie zaczęły mi drżeć. Wzięłam szarą wielką bluzę i nasunęłam na bieliznę. Przez kolejne kilka godzin leżałam w salonie wylewając morze łez. Płakałam i za mamą i za Justinem. Na moje nieszczęście prasa dowiedziała się o wszystkim. Wszyscy trąbią teraz, że miałam wypadek, który był utrzymywany w tajemnicy ale to, że zginęła w nim moja mama nie ukryjemy bo to niedorzeczne. Dobijała 13 więc wstałam i ubrałam się. Jakieś 20 min później zadzwonił domofon. Wiedziałam, że to Maria Jose z Maxem więc bez zbędnych rozmów od razu otworzyłam drzwi. Usiadłam na sofę i oparłam łokcie o uda spuszczając głowę i chowając ją w dłonie.
-Słonko? – stanęła w progu Maria a obok niej Max. Uniosłam wzrok. Oboje byli ubrani całkowicie na czarno co przyprawiło mnie o dreszcze. Westchnęłam i patrząc na nich rozpłakałam się jeszcze bardziej. Mój umysł przywołał wspomnienie mojej mamy. Zawsze gdy tylko widziała Marię i Maxa to niezmiernie się cieszyła ale i robiła tą swoją przerażoną minę, że mnie zabierają. Maria poszła w moje ślady i również zaczęła płakać jak dziecko. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Max starał się panować nad sytuacją i trzymał zimną krew. Nie bardzo mu wyszło bo krążył głową a jego oczy robiły się szklane.
***
Dojechaliśmy na miejsce pogrzebu. Wysiadłam i od razu poszłam przywitać się z rodziną. Był słoneczny dzień. Dookoła zielona trawa i drzewa. Wszyscy zebraliśmy się na cmentarzu przed niewielką kapliczką. Rozglądałam się dookoła mając nadzieję, że Justin się zjawi.
-Maxim kochanie – niespodziewanie podeszła do mnie mama Jusa. Zrobiło mi się miło kiedy mnie przytuliła. Pokonała mnóstwo kilometrów aby tu dziś być, czego w ogóle się nie spodziewałam – przyjmij moje najszczersze kondolencje. Nie znałam twojej mamy długo, ale zdążyłyśmy się do siebie zbliżyć. To była wspaniała kobieta – uroniła kilka łez, resztę powstrzymywała aby nie pogorszyć mojego stanu.
-Dziękuję – wyszeptałam niemalże niesłyszalnie resztkami sił spuszczając wzrok w nieznane
-Nie wyglądasz za dobrze – zmartwiła się. W sumie to mnie nie zaskoczyło bo każdy co do mnie podchodzi to mówi, że wyglądam jak wrak człowieka – może przyjedziesz do nas po pogrzebie? – zapytała po czym ocknęła się – przepraszam, powinnam uważać na słowa
-Nic się nie stało. Dziękuję ale wolę być sama – odpowiedziałam i z daleka dostrzegłam ubraną na czarno postać. Moje serce przyśpieszyło. Przyjrzałam się dokładnie i był to Justin. Stał na poboczu izolując się od wszystkich. Jakby bał się podejść lub wolałby oglądać wszystko z dalekiej odległości.
-Strasznie za tobą tęskni… wylewa morze łez… - westchnęłam jego mama, gdy się odwróciła i go wypatrzyła
-Przepraszam – wymruczałam nie patrząc na nią i ruszyłam w stroną Justina. Spojrzał na mnie ale wciąż stał pod wielkim drzewem. Promienie słoneczne pięknie naświetlały jego twarz. Podeszłam bliżej. A gdy dzieliło nas kilka metrów, przystanęłam.
-Cześć – szepnął wyjmując ręce z kieszeni. Kiwnęłam gestykularnie głową, mróżąc oczy przez promienie słoneczne, które mnie raziły – chciałbym ci powtórzyć. Starałem się ciebie chronić. Chronić w sensie dbać o ciebie. Wiem, że nie mogłabyś spać wiedząc jaka jest diagnoza. Wiem też, że nie chciałabyś przeprowadzić transfuzji. Wiem, że straciłabyś jakiekolwiek chęci do życia. Nie mówię, że teraz tak nie jest ale nie wiedziałem co robić. Dalej nie wiem. Jesteś dla mnie bardzo ważna. I rani mnie to co teraz powiem ale chciałbym... – westchnął - wybacz mi a odejdę – rzucił krótko i przejechał mnie wzrokiem. Jego oczy były pełne smutku. Szklane, załzawione. Bolał mnie ten widok. – Maxim, wiem, że to nie odpowiednia chwila. Niestety ja już dłużej nie mogę. Chcę abyś mi wybaczyła i wtedy będę mógł spokojnie odsunąć się z twojego życia. Kocham cię najmocniej jak potrafię ale szanuję twoją wolę. Kiedyś ktoś powiedział coś bardzo mądrego „jeśli kogoś kochasz to pozwól mu być szczęśliwym”. To cholernie trudne ale tu nie chodzi o mnie tylko o ciebie. Jeśli tak ma być ci lepiej to ja się dostosuję – kontynuował ze spływającymi łzami na policzkach.
-Strasznie się cieszę, że jesteś! – przerwałam mu zaciskając powieki. Łzy zaczęły stronić z moich oczu – nie chcę abyś znów odszedł – zanosiłam się od płaczu – wiem, nawalam. Nie doceniam wielu rzeczy, które dla mnie robisz. Chciałabym ci to w jakiś sposób wynagrodzić, że mimo tego wciąż ze mną jesteś i się starasz. Przez ostatnie dni wiele myślałam. I doszłam do wniosku, że nie potrafię bez ciebie żyć. – nadawałam jak katarynka, biorąc krótkie oddechy i co chwile ocierając coraz to większą ilość łez. Patrzyłam mu prosto w oczy – kocham cię Justin… i to ja proszę ciebie o wybaczenie. Byłam dla ciebie oschła i nie zrozumiała, ale to się zmieni. Obiecuję. Nie wiem co na mnie wpływało ale ostatnie czasy nie było całkowicie kolorowe. A pragnę spędzać z tobą najpiękniejsze chwile w moim życiu. Żeby każda kolejna była tą wyjątkową. Jesteś wspaniały..
–Nie chcę abyś się zmieniała, kocham cię taką jaka jesteś. W takiej Maxim się zakochałem i z taką chcę spędzić resztę życia - podszedł i przytulił mnie do siebie. Czułam się jak w siódmym niebie. Jak trzy metry nad niebem. Przejechał kciukiem po moim policzku i złapał za brodę nachylając mój podbródek ku górze. Patrzył na moje usta po czym je czule pocałował - pragnę tego samego co ty – szepnął – przejdziemy przez ten okres razem. Czułam się znacznie lepiej i dziwne, bo miałam wrażenie, że widzę mamę. Stojącą obok drzewa. Uśmiechnęła się gdy Justin mnie przytulił, wysłała mi buziaka i zniknęła. Odebrałam to jako znak, że teraz gdy jestem z Justinem to może spokojnie odejść. Wróciliśmy i weszliśmy do kaplicy. Wtulałam się w Justina rękę płacząc przez cały czas. Podeszłam na ostatnie pożegnanie. Zrobiło mi się słabo, bo wciąż płakałam. Przykucnęłam obok trumny i przytuliłam ją kładąc w dłonie nasze wspólne zdjęcie.
-Kocham cię mamusiu – zanosiłam się od płaczu. Wszyscy przechodzili na pożegnanie. Dotykali jej dłoń. Moja najbliższa rodzina stała kilak metrów od trumny. Bracia wydawałoby się, że zachowują kamienną twarz. Moja głowa leżała na jej klatce piersiowej. Przyglądałam się Alexowi. Ten maluch wyglądał jakby zastanawiał się kto pomoże mu przejść przez życie, kto będzie chwalił go kiedy zje cały obiad. Tylko moja klatka piersiowa unosiła się od płaczu. Wszyscy patrzyli na mnie ze współczuciem. Jako ostatni na pożegnanie doszedł Justin. Ucałował jej czoło i powiedział cichutko głaszcząc jej dłoń „ będę o nich dbał”. Oczywiście nie obyło się bez płaczu. Nie ruszając się z miejsca położył dłoń na mój bark.
PIOSENKA Z PLAYLISTY nr. 39
-Maxim już czas – wydukał
-Nie.. Justin! Proszę! – trzymałam jej lodowate ciało ze wszystkich sił. Ogarnął mnie szał. Wszystkie emocje się skumulowały i wybuchłam. To moja mama! Była ze mną od pierwszych sekund mojego życia a teraz mam jej tak po prostu pozwolić odejść? To okropne! Za każdym razem jak będę widziała szczęśliwe dzieci z matkami będzie mnie ściskało. Justin z Greggiem, który pojawił się nie wiadomo skąd zaczęli mnie delikatnie odciągać. Odpycham ich dyskretnie, żeby nie robić sensacji… nie chciałam jej zostawić. Sam wtulała się zapłakana w Gabriella. Wszystkie wspomnienia zaczęły mi pojawiać się na raz. Miałam niesamowity chaos w głowie. Błyskawiczne przebłyski naszych wygłupów i kłótni. Zanosiłam się od płaczu. Justin wtulił mnie w siebie i prowadził na ławkę. Ledwo co szłam. Płacz i ból odbierały mi wszelkie siły. Justin był stokroć bardziej opanowany ode mnie. Nie powiem, że nie płakał ale panował nad wszystkim dookoła. Był jedyną rozważną osobą. Jestem z niego cholernie dumna. Nadszedł ten moment. Ostatni raz widzę twarz mamy, ostatni raz ją widzę. Czuję jak zaczyna brakować mi oddechu. Wszystko wirują a przed moimi oczami ukazały się mroczki. Przez powłokę łez widziałam jak zamykają trumnę. Alex zasłonił oczy dłoniami na co jeszcze bardziej wybuchłam płaczem. Justin mocniej mnie przytulił. Zaczęli wynosić trumnę. Nie kontaktowałam. Cząstka mojego życia właśnie odeszła. Kolejną traumę przeżyłam na cmentarzu, gdy mama zjeżdżała do wielkiego wgłębiania w kształcie trumny. Nogi mi drżały i odmawiały posłuszeństwa, byłam podtrzymywana przez Justina i Gregga.
-Maxim, zechcesz coś powiedzieć na zakończenie? – szepnął Justin. Biorąc oddech skinęłam twierdząco głową. Podeszłam z Justinem bliżej, gdzie stał ksiądz. Staliśmy nad wykopanym grobem. Widok trumny przysypywanej ziemią wywołał u mnie dreszcze.
-W imieniu całej rodziny, bardzo dziękuję za przybycie – mówiłam cicho i wolno, co jakiś czas zatrzymując się aby wziąć oddech i powstrzymać płacz – moja mama, a wasza ciocia, żona, przyjaciółka była wspaniałą kobietą. I na zawsze pozostanie w moim sercu. Mimo, że często nie potrafiłyśmy znaleźć wspólnego języka, kocham ją z całego serca.
***OCZAMI JUSTINA***
Pod wieczór wszyscy się rozjechali z restauracji do domów. Maxim cały czasy błądziła gdzieś myślami. Ściskało mnie jak tylko widziałem jej smutną minę. Siedzieliśmy przy stole z pozostałymi gośćmi. Chwyciłem Maxim lekko za jej aksamitną dłoń i wstałem. Posłusznie zrobiła to samo i zaczęła za mną iść. Cały czas ją trzymałem. Doprowadziłem ją do pianina.
-Wiem, że to nie załagodzi twojego bólu ale chciałbym zaśpiewać ci coś co dla ciebie napisałem – uśmiechnąłem się kącikiem ust i usiadłem do pianina a Maxim obok mnie. Zacząłem wygrywać pierwsze nuty a gdy zaczęłam śpiewać goście się zeszli dookoła nas. Na koniec wszyscy byli wzruszeni a w szczególności Maxim. Bez słowa wtuliła się we mnie i pocałowała policzek. Zrobiło mi się niezmiernie przyjemnie, bo dawno nie okazywała mi czułości.
***PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ***
Przeszczęśliwy wysiadłem z auta i podbiegłem do domofonu. W kieszeni wciąż, od przeszło 5 godzin, dzwonił mi telefon, którego nie odbierałem. Była to pewnie Maxim, yyy…. nieważne.. Kiedy dobiegłem pod klatkę, ktoś właśnie z niej wyszedł. Więc bez zbędnych czynności wszedłem. Serce biło mi jak szalone. Co schodek wyżej, byłem bliżej mojego miejsca docelowego. Stanąłem przed drzwiami i biorąc głęboki oddech zapukałem.
-Otwarte! – usłyszałem krzyk aksamitnego głosu. Wszedłem do środka i pokierowałem się do salonu. Na kanapie siedziała opatulona w kocyk moja mała słodycz. Była zanurzona w gazecie.
-Dzień dobry? – uśmiechnąłem się od ucha do ucha zasłaniając twarz wielkim bukietem róż. Moja piękność uniosła wzrok
-Justin?! – zerwała się błyskawicznie zrzucając z siebie koc i podbiegła do mnie mocno mnie przytulając
-Niespodzianka
-Nawet nie wiesz jak się cieszę – skakała z radości i całowała mnie. Byłem w siódmym niebie.
-Strasznie za tobą tęskniłem - zamruczałem lekko przegryzając jej ucho. Szeroko się uśmiechnęła i przytulała mnie coraz to mocniej. Moje uczucia ostatnimi czasy była bardzo skomplikowane, sam nie wiedziałem czego chcę, przez co skrzywdziłem kiedyś mi bliską osobę. Ale w końcu dokonałem właściwego wyboru. I teraz już wiem co dla mnie jest najważniejsze. W towarzystwie najwspanialszej dziewczyny wypiłem przepyszną herbatę. Brązowo włosa dziewczyna wciąż siedziała mi na kolanach i napajała się naszą bliskością. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowie o wszystkim i o niczym. O tym co ostatnio zmieniło się w naszym życiu i nie mówiliśmy sobie o tym przez telefon czy skypa. Wieczorem wykąpaliśmy się i wskoczyliśmy pod cieplutką kołderkę. Moja sympatia leżała głową na moim torsie a ja obejmowałem ją ramieniem.
-Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę – uśmiechnąłem się całują ją w czoło
-Naprawdę!? – okręciła się na brzuch i wpatrywała się w moje oczy. Jej prześlicznie błyszczały co nie pozwalało skupić mi się na rozmowie.
-Jutro.. – zacząłem z cwaniacką miną – zabieram cię na wakacje – zaśmiałem się a ona wytrzeszczyła oczy – chcę spędzić z tobą trochę czasu i nadrobić stracony czas.
-Przypominam, że stracony z twojego wyboru – westchnęła i smutna spuściła wzrok.
-Wiem, ale chyba zakończyliśmy tamten rozdział mojego życia? - musnąłem jej policzek na pocieszenie
-Chyba tak… ale nie myślisz chyba, że ja ot tak o tym wszystkim zapomnę? – zmierzyła mnie wzrokiem
-Nie myślę… Ale zrobię wszystko co w mojej mocy żeby pozwolić odejść tamtemu okresowi w niepamięć… - uśmiechnąłem się – zrekompensuję ci to
-Nie trzeba, chcę żebyś po prostu ze mną był i mnie kochał. Tylko to się dla mnie liczy – popatrzyła na mnie tak, że ponownie poczułem wyrzuty sumienia.
-Kocham cię – zbliżyłem się do niej i nasze wargi się złączyły. Smakowały jak kiedyś. Przeszedł mnie gorący dreszczyk. Bez wahania wsunąłem język do jej ust. W pokoju zapanowała magiczna atmosfera. Moje zmysły żądały więcej. Dziewczyna, którą trzymałem w objęciach niesamowicie mnie podniecała. Zjechałem dłoniami na jej pośladki. Mierzwiłem je. Za chwilę moje ręce powędrowały pod jej koszulkę, pozbywając się jej w błyskawicznym tempie. Całowaliśmy się namiętnie, uśmiechając się do siebie. Oboje wiedzieliśmy czego chcemy. Chcieliśmy bliskości. Nie tylko psychicznej ale i fizycznej. Kiedy moje podniecenie wzrastało nie czekałem dłużej tylko delikatnie w nią wszedłem. Na co ona cichutko jęknęła. Leżąc na niej poruszałem w odpowiednim tempie biodrami sprawiając nam obojgu niesamowitą przyjemność. Co jakiś czas długowłosa dziewczyna jęczała z rozkoszy. Powietrze naładowane miłością subtelnie owiewało nasze roześmiane twarze. Nasz stosunek trwał nie dłużej niż 8 minut. Szczęśliwi opadliśmy na łóżko głośno oddychając.
-Brakowało mi takiej bliskości z tobą – uśmiechnąłem się przygryzając dolną wargę
-Serio? – spojrzała z wielkimi oczyma i cwaniackim uśmieszkiem.
-Serio!!!! - zaśmiałem się i z rozkoszą przytuliłem moją małą….
______________________________________________________________

Szybko się owinęłam i jestem z siebie dumna :) zdążyłam nawet zrobić filmik-manip, mam nadzieję, że się spodoba hehe :)



Kogo Jus przytuli? Hmm?
Przypominam, że to opowiadanie POWOLUTKU dobiega końca :)
Tagi: rozdział 52
23.02.2013 o godz. 16:47
maxim
Opowiadanie o Justinie Bieberze
O mnie: Jakieś pytania? :) http://www.formspring.me/jelenastory https://twitter.com/jelenaastory
statystyki
sekcja użytkownika